niedziela, 17 grudnia 2017

Gniew żołnierza i klątwa kowala


Pamiętniki Albrychta Stanisława Radziwiłła to kopalnia XVII-wiecznych anegdot: zarówno tych z dworu, senatu jak i dotyczących wojska, mieszczan czy szlachty. Dziś ciekawa powiastka z 1650 roku, mówiąca o tym, żeby nie denerwować się w święte dni – pamiętajcie, bądźcie spokojnie w te Święta…

W święto w Niebowzięcia Pańskiego byliśmy na obiedzie u podskarbiego. Tego dnia dziwny przypadek się stał: Pawłowicz, porucznik alias zacny człowiek, gdy hetmana do domu podskarbiego na koniu przeprowadzał, odpadła na bruku koniowi jedna podkowa, każde tedy on kowalowi podkować konia, gdy kowal wymawiał się świętem, żołnierzem gniewem zapalony, uderzył go buzdyganem, a on przeklinać go począł, [mówiąc:] bodajbyś szyję [spadając] z konia złamał; skoro to wymawiał, Pawłowicz z konia zpadł i nogę złamał, z i tego przypadku za 14 dni umarł. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Każdy chował po kilkanaście luźnych czeladzi


Bardzo ciekawa notka dotycząca armii litewskiej z przełomu XVII i XVIII wieku. Dotyczy ona luźnej czeladzi panoszącej się po kraju i żyjącej z rabunku, często de facto utrzymując z tego swojego towarzysza. Nic dziwnego że szlachta była bardzo zainteresowana zwinięciem tak uciążliwego komputu:
Był też abusus[1] w wojsku litewskim, że towarzysz husarski, petyhorski albo pancerny, chował po kilkanaście luźnych czeladzi, którym nie panowie, ale oni panom od siebie płacili, dawając każdy od siebie po taleru bitym i więcej drudzy, na tydzień, do tego i siebie i pana sustentowali[2]; a takim wolno było rabować, co chcieli na czaty wychodząc. Tu ztąd snadno zważyć, co za spustoszenie kraju za taką licencyą działo się w ciągnieniach.



[1] Nadużycie.
[2] Utrzymywali. 

czwartek, 7 grudnia 2017

Zbiory Riksarkivet dostępne za darmo (już niedługo)


Wspaniałe wieści ze Szwecji, Święta nadeszły nieco szybciej. Wczoraj szwedzki parlament poparł wniosek rządowy o przyznaniu Riksarkivet grantu na darmowe udostępnienie swoich zasobów z platformy SVAR online. Do tej pory można je było czytać odpłatnie (sam dwa razy miałem roczną subskrypcję) – archiwum planuje je udostępnić za darmo of 1 lutego 2018 roku. Niesamowita gratka dla badaczy armii szwedzkiej, z interesującej mnie epoki będą np. XVII-wieczne popisy armii szwedzkiej, naprawdę bardzo ciekawy zbiór informacji. A to tylko wierzchołek góry lodowej, będzie można tam znaleźć dużo dużo więcej. Jak tylko zbiory będą w wolnym dostępie, poinformuje (z odpowiednimi linkami)) o tym na blogu. 

wtorek, 5 grudnia 2017

Ale petarda, rzekł mistrz Walther


Dziś gratka dla miłośników XVI-wiecznej artylerii. W 1582 roku Walther Litzelmann opublikował swój Artillerierbuch, gdzie możemy znaleźć mnóstwo rysunków dział, petard i podobnego ustrojstwa. Autor służył w bawarskim arsenale w Ingolstadt, więc raczej wiedział o czym pisze. Zdigitalizowany manuskrypt można znaleźć na stronie BSB, polecam bo naprawdę jest co podziwiać. Początkowo zamierzałem ściągnąć karty z rysunkami i zrobić z tego kolejny album na mojej stronie na FB, biorąc jednak pod uwagę, że książką ma blisko 500 stron, a praktycznie na każdej jest jakiś szkic, byłoby to zbyt czasochłonne.  Zainteresowani mogą sobie więc ściągnąć sami…


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII


Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie, rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją [królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria Stuart, a kat pozbawił ją życia przez ścięcie 8 lutego 1587 roku.




[1] Nieco ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców -  za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s Spy Master” (London 2006). 

niedziela, 3 grudnia 2017

Siedmiogrodzka mąka, sól i woły na kanapki


Podczytywałem sobie znowu Pamiętniki ambasadora Ludwika XIV… autorstwa Huguesa de Terlon i zdałem sobie sprawę, że nie przytoczyłem jeszcze na blogu jego krótkiego opisu armii siedmiogrodzkiej. Jako że takie informacje dotyczące wojaków Jerzego II Rakoczego są zawsze w cenie, pozwolę sobie więc teraz na krótki wypis, bo też Francuz wystawił istną laurkę wojskom siedmiogrodzkim:
W trzecim dniu jazdy zwiadowcy szwedzcy powracający o świcie zawiadomili, że spotkali sześć tysięcy Kozaków wchodzących w skład przednich straży armii [siedmiogrodzko-kozackiej]. Składała się ona istotnie z sześćdziesięciu tysięcy ludzi: Siedmiogrodzian, Węgrów, Kozaków, Mołdawian, Wołochów oraz z dwóch regimentów niemieckich[1], nie licząc artylerii i wszystkich zapasów broni i żywności. Książę [Rakoczy] zabrał nawet mąkę i sól na potrzeby własnego stołu. To wszystko znajdowało się w wozach ciągnionych przez woły, które w razie potrzeby mogły posłużyć na wyżywienie oddziałów. Jeźdźcy siedmiogrodzcy i niemal wszyscy inni byli przepięknie odziani. Mieli wspaniałe, bogate kaftany, na czapkach zaś orle i sokole pióropusze ozdobione szlachetnymi kamieniami. Dosiadali równie pięknych koni, których uprząż była czysta jak odzienie.
W dalszej części tekstu znajdujemy interesującą wzmiankę dotyczącą piechoty Rakoczego:
Król Szwecji ponaglał księcia Rakoczego do zaopiekowania się Krakowem, należącym do niego zgodnie z podziałem. Mógłby wówczas wycofać stamtąd swoje własne wojsko. Zarówno książkę, jak i Kemeny Janos wykręcali się od tej propozycji, podając najróżniejsze powody. Twierdzili, że ich piechota jest i tak zbyt słaba, aby jeszcze uszczuplać o oddziały potrzebne do strzeżenia miasta. W dodatku ludzie ich nie przywykli do obrony fortyfikacji.
Mam też przytyk do jakości roboty wykonanej przez siedmiogrodzkich inżynierów:
Most w Zawichoście został wykonany przez Szwedów z dość dużą starannością, czego nie można powiedzieć o tym, który zbudowali Siedmiogrodzianie.



[1] Chodzi o najemną piechotę niemiecką, w armii Rakoczego służyli też dragoni. 

czwartek, 30 listopada 2017

Pechowe spotkanie z kulą armatnią


Nader krwawa anegdota z września 1674 roku -  w roli głównej sir William Ballandine, który przybył do obozu armii holenderskiej na czele sześciu kompanii piechota ze Szkocji. Oficer ten wybrał się z wizytą towarzyską do generała Rabenhauta, walczącego w szeregach armii oblegającej Grave. W drodze powrotnej  do głównego obozu, postanowił odwiedzić francuski fort wysadzony i opuszczony przez załogę. Tragedia wydarzyła się już po opuszczeniu zniszczonej placówki. Wracając, został zabity kulą armatnią, która trafiła go w plecy, wyrywając większą część ciała, zostawiając głowę i ręce wiszące tylko na skrawku skóry; jego serce – wciąż w całości – znaleziono kilka kroków od tego miejsca. Zginął także towarzyszący mu porucznik. Pozostałości ciała [Balladine’a] zebrano i przewieziono do Bolduc, by tam pochować.