wtorek, 31 sierpnia 2010

Czarni jeźdźcy i spółka


Długa Wojna, znana także jako Wojna Piętnastoletnia, to konflikt raczej słabo znany w Polsce. Trwająca w okresie 1591-1606, to starcie pomiędzy Cesarstwem (i luźną, acz momentami liczną koalicją innych państw) a Imperium Otomańskim. Wojna obfitowała w liczne starcia – od działań oblężniczych po walne starcie wielkich armii, jak pod Călugăreni czy Mezőkeresztes. Armia cesarska (bo to jej wycinkowi przyjrzymy się w tej notce) to konglomerat różnych narodowości, od Austriaków, przez Węgrów, po licznych najemników z Europy Zachodniej. Jako że, jak już pewnie zdołaliście się przekonać, bardzo interesuje się kawaleria zachodnioeuropejska tej dobry, pozwolę sobie wypisać nieco danych na temat wyposażenia kawalerii cesarskiej w tym okresie. Badacze owej wojny mają bowiem to szczęście, że w Kriegsarchiv w Wiedniu przetrwało wiele patentów (Bestallungen) na wystawienie oddziałów. Są to dokładne instrukcje, opisujące liczebność, wyposażenie i narodowość zaciąganego oddziału. Wydzielić możemy trzy kategorie:
Archibusier zu Ross – czyli konnych arkebuzerów
Kürassiere – czyli kirasjerów
Schwarze Reiter – ‘czarni jeźdźcy’ to formacja pośrednia między powyższymi, dla uproszczenia pozwolę sobie nazwać ją tu rajtarami.
Arkabuzerzy byli jazdą strzelczą, której głównym zadaniem była walka za pomocą arkebuzów. Pierwsze zaciągane jednostki (głównie niemieckie) miały mieć na wyposażeniu broń białą (miecz lub pałasz), arkebuz i parę pistoletów. Uzbrojeniem ochronnym miał być napierśnik, naplecznik, szyszak i para naramienników [jeżeli źle to tłumaczę to proszę mnie poprawić – w oryginale jako ‘pauldrons’]. Już jednak od przełomu 1595 i 1596 roku zmniejszył się wymóg dotycząc pistoletów – wymagany był tylko jeden. Tłumaczono to przeznaczeniem arkabuzerii w walce, gdzie miała unikać starcia wręcz. W tym samym okresie po raz pierwszy widzimy jednostki złożone z Walonów i Flamandów, a także jedną jednostkę włoską. Tak zaciągane jednostki mają na wyposażeniu hełm, obojczyk, napierśnik, naplecznik i płaszcz (sic!), a za uzbrojenie służy im pałasz (waloński rzecz jasna), pistolet i arkebuz. W 1601 roku z kolei widzimy walońską jazdę w napierśniku, napleczniku, morionie, z jednym pistoletem i arkebuzem.
Kirasjerzy byli najcięższą dostępną kawalerią, której głównym zadaniem było przełamanie linii przeciwnika – wszak nie tylko karakolem wtedy walczono. Żołnierza takiego chroniła zbroja ¾ (znana jako ‘pełny kirys’) i (najczęściej zamknięty) hełm, na uzbrojeniu miał miecz lub pałasz, parę pistoletów, acz czasami zdarzał się i arkebuz (który swoją drogą musiał być wyjątkowo nieporęczny dla takiego żołnierza).
Rajtaria jak wspomniałem, stanowiła tu formację pośrednią – nieco lżejszą niż kirasjerzy, acz lepszą w zwarciu niż arkabuzerzy. Uzbrojenie ochronne w toku Długiej Wojny to hełm, napierśnik i naplecznik, obojczyk, fartuch, naramienniki i rękawice – jak widać byli całkiem dobrze wyposażeni. Obok miecza lub pałasza, jeźdźcy ci mieli mieć ‘przynajmniej dwa pistolety’, jak widać regulaminy sugerowały tu nawet więcej sztuk owej broni. Bardzo rzadko (znane są zaledwie trzy przypadki) mieli na wyposażeniu długą broń palną, a i w owych przypadkach arkebuzy otrzymywała tylko część oddziału.
Pozostaje tylko żałować, że tak dokładne listy przypowiednie czy popisy jednostek armii koronnej czy litewskiej z tego okresu nie przetrwały do naszych czasów. Pozwoliłem sobie jednak wynotować to i owo w kwestii armii cesarskiej - wszak część oddziałów rajtarii RON była zaciągana za granicą, mogła więc mieć podobny standard wyposażenia.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

To trochę wygrana bitwa... czyli z księgi cytatów - cz. I



W nowym, nader luźnym cyklu, będę od czasu do czasu zamieszczał nieco krótkich i ciekawych cytatów z epoki, z reguły związanych z bitwami czy innymi ważnymi wydarzeniami. Często są to zdania niepotwierdzone źródłowo, niektóre to z pewnością wymysł autorów kronik czy nawet opracowań. A jako tytuł cyklu klasyk z innej co prawda epoki, ale autorstwa pewnego niezwykle ciekawego człowieka, który zapisał się wieloma tego typu bon-tonami. Na pierwszy rzut, jakże by inaczej, Szwedzi…

Trzeba tu nie po hiszpańsku lub niderlandzku, ale po szwedzku i polsku bić się
pułkownik Arvid Eriksson Stalarm przed (przegraną…) bitwą pod Białym Kamieniem w 1604 r.

Upewniam, że będę jadł śniadanie w Dynemuncie, a obiad w Rydze, będziemy tam całowali ryżanki i w taniec z niemi wyskoczymy

Karol IX kilka dni przed bitwą pod Kircholmem w 1605 roku

Prędzej zobaczysz Wasza Królewska Mość Dźwinę wstecz płynącą niż Litwinów i ich hetmana z pola uchodzących

Anders Lenartsson do Karola IX dzień przed bitwą pod Kircholmem w 1605 roku

Jeśli wszyscy Polacy są do tego człowieka podobni, nie wątpię o tym, ze się z wojskiem naszym potykać nie ulekną

Joachim Fryderyk von Mansfeld na widok wziętego do niewoli towarzysza husarskiego Krajewskiego

Jeśli będę miał szczęście i choć jednego z nich dostanę, to tak ukarzę dla przykładu, że innym się odechce

Kanclerz Oxenstierna o szwedzkich żołnierzach z garnizonu Pucka, którzy przeszli do armii koronnej

Tak wielkiej łaźni nigdym nie zażywał

Gustaw II Adolf po bitwie pod Trzcianem w 1629 roku

Wszyscy wielbią mnie tutaj i traktują mnie niczym jakiegoś boga... Niedługo Pan mnie za to ukarze

Gustaw II Adolf na sześć dni przed śmiercią

Gdybym miał przynajmniej dziesięć tysięcy takich żołnierzy, to nie tylko Turcję, ale cały świat spodziewałbym się z łatwością podbić
Karol X Gustaw o husarii, która zdecydowanie wpadła monarsze w oko

Nie jesteśmy specjalnie liczni, ale mamy ludzi wybranych, spośród których niewielu tylko było w starciu mniej niż trzydzieści razy. Najlepsze jednak, że nikt - zarówno mali, jak wielcy - nie wątpi w wygraną.
pułkownik Nils Brahe przed atakiem na Danię w 1657 roku

sobota, 28 sierpnia 2010

Zalecamy go tedy pilnie...


Królewicz Władysław Waza w toku wojen ze Szwedami 1621-1622 i 1625-1629 prowadził ożywioną wymianę korespondencji z hetmanem polnym litewskim Krzysztofem II Radziwiłłem. Jednym z ciekawych źródeł tego typu jest to z 3 czerwca 1622 roku – to swojego rodzaju list polecający. Władysław napisał w nim:

Wielmożny Panie Hetmanie Polny Wielkiego Xa Litto uprz. nam miły. Dał przepowiedni list JE Kro. Mci Pan Ociec i Dobrodziej nasz na sto koni jezdy cudzoziemski Andrzejowi Szansuzemu Francuzowi, który i przeciwko nieprzyjacielowi Krzyża S-o teraz z nami był w W(o)łoszech i czynieł to co się dobremu godziło żołnierzowi. Zalecamy go tedy pilnie WM żądając abyś nań był łaskaw, i zażywał jako człeka rycerskiego do spraw wojennych.

Rzeczonym Francuzem był Andrzej Samsony (Samosin), który faktycznie otrzymał list przepowiedni na 100-konną rotę rajtarów – jednak do służby stanęło zaledwie 51 żołnierzy. Z listu wynika, że w 1621 roku brał udział w wyprawie chocimskiej, walcząc u boku królewicza. Oficer ten nie widnieje w spisach armii w 1621 jako rotmistrz – być może był więc porucznikiem jednego z oddziałów rajtarskich? Na czele swojej roty dotarł 1 sierpnia 1622 roku pod Mitawę, gdzie niemal od razu rzucono jego rajtarów do walki, gdyż już 5 sierpnia rota wzięła udział w podjeździe.

piątek, 27 sierpnia 2010

Bitwa pod Górznem - płaskorzeźba w Sklokloster



Wspominałem kiedyś o obrazie olejnym i stiukowej płaskorzeźbie przedstawiających bitwę pod Górznem w 1629 roku, które oglądać można w Skokloster w Szwecji. Do tej pory nie miałem okazji oglądać dokładniejszych zdjęć tych prac – aż do teraz. Maciej Młynarczyk, któremu jestem bardzo wdzięczny za kontakt (pozdrawiam!) skierował mnie na niezwykle interesujący blog szwedzkiego archeologa i osteologa Magnusa Reuterdahla:

http://inventerare.wordpress.com/

Magnus Reuterdahl zamieścił na swoim blogu zdjęcia ze Sklokloster, zezwolił także na zamieszczenie ich w moim kącie.

I would like to thank mr Magnus Reuterdahl for his kind permission for using photo!

Dzięki temu udało mi się także uzyskać lepszej jakości zdjęcia (nie wrzucam ich na blog, bo niestety się nie zmieszczą) dzięki którym można prześledzić nieco detali płaskorzeźby. Niestety nie mam opisu (który zresztą jest w nienajlepszym stanie) jednak bazując na znanych opisach bitwy (niestety tylko szwedzkich) można nieco więcej tu zrekonstruować.

Płaskorzeźba ukazuje wojska szwedzkie po prawej a Polaków po lewej stronie. W zbliżeniu widać niestety, że fragmenty płaskorzeźby uległy uszkodzeniu. W przypadku Szwedów widzimy oddziały piechoty – tylko muszkieterów, z tego oddział na lewym skrzydle (‘na dole’ płaskorzeźby) w szyku rozproszonym w lesie; artylerię na obydwu skrzydłach i liczne oddziały kawalerii. Autor płaskorzeźby zastosował ciekawy zabieg – ukazał rajtarię w szwadronach, zaznaczając ilość kompanii w skwadronie poprzez liczbę sztandarów (gros skwadronów ma cztery kompanie). Kawalerzyści mają szyszaki, widzimy także broń białą przy boku i olstra na pistolety (niektórzy mają pistolety w dłoni). Przed niektórymi oddziałami ukazano trębaczy – ci z kolei są w kapeluszach. Wszyscy piechurzy szwedzcy są ukazani także w kapeluszach, niestety wydaje się to błędem, gdyż w czasie wojny o ujście Wisły przepisowym nakryciem głowy dla wszystkich piechurów były hełmy. Błąd taki jak sądzę wynika z faktu, że płaskorzeźba powstała blisko dwadzieścia lat po bitwie, gdy wygląd szwedzkiej piechoty uległ już zmianie. W centrum szwedzkiego szyku widzimy samotną postać oznaczoną jako FMW – jak słusznie zauważył Artur (pozdrawiam!) jest to feldmarszałek Wrangel, dowodzący w tym starciu armią szwedzką.

Z kolei wśród oddziałów polskich także widzimy działa, piechotę strzelczą i rożne oddziały kawalerii. Kawaleria oznaczona jest podobnie jak Szwedzi – ilość sztandarów nad każdym ‘skwadronem’ ma zapewne oddać liczbę chorągwi/kompanii. Widzimy sporo husarii – nie ma skrzydeł (wszak nie donoszą o nich żadne źródła szwedzkie z tej wojny) za to posiada charakterystyczne kopie, w niektórych oddziałach ukazane nie jak część płaskorzeźby, ale za pomocą metalowych sztyftów – bardzo ciekawy zabieg (dzięki za pomoc Pathi!). Sztyfty oddają pochylenie kopii, widzimy dzięki temu atak husarii z polskiego lewego skrzydła. Inne oddziały kawalerii to jazda kozacka, prawdopodobnie także rajtaria – widzimy jeden taki oddział uwikłany w walkę ogniową (ukazaną jako chmura dymu między wojskami) ze szwedzką rajtarią.

Główne walki widzimy pomiędzy szwedzkim prawym i polskim lewym skrzydłem. Husaria atakuje tu na rajtarów wspartych piechotą i artylerią, walczą ze sobą także wspomniane oddziały rajtarii (czyżby regiment Abramowicza?). Przy walczących możemy zauważyć trupy żołnierzy i koni, sporo polskiej kawalerii ucieka już z pola bitwy, wiele koronnych oddziałów stoi w rezerwie i raczej nie bardzo kwapi się do udziału w walce. Oddajmy jednak honor artyście – pokazał tu i uciekającego Szweda.

Spróbuję uzyskać dostęp do opisu płaskorzeźby, być może i do zdjęcia obrazu – na pewno byłyby przydatne w dalszych badaniach. Niewątpliwie jednak, mimo że są to dzieła powstałe w połowie wieku, mogą być interesującym dodatkiem do (skąpych przecież) informacji na temat bitwy.

czwartek, 26 sierpnia 2010

Na ostatek skórą wkoło obleczono


Działa skórzane to nieodłączny element legendy Gustawa II Adolfa i jego wojskowych reform. Nie był to wynalazek skuteczny, jednak jest jednoznacznie kojarzony ze szwedzką armią w czasie wojny 1626-1629. Nie będę pisał o samym pomyśle czy autorstwie ‘skórzaków’ - tu odsyłam do bardzo interesującego artykułu Marcina Gawędy (pozdrawiam!) Artyleria szwedzka za panowania Gustawa II Adolfa:
http://wargaming.pl/index.php?mode=view_article&article=44
a także do pracy Davida Stevensona I Davida H. Calldwella Leather guns and other light artillery in mid-17th-century Scotland:
http://archaeologydataservice.ac.uk/catalogue/adsdata/PSAS_2002/pdf/vol_108/108_300_317.pdf
Pozwolę sobie za to przytoczyć nader interesujący opis z Kontynuacji djarjusza o dalszych postępkach wojennych ze Szwedami a die 1. Julii (1629). W czasie bitwy pod Trzcianem w ręce żołnierzy hetmana Koniecpolskiego wpadła bateria dziesięciu dział skórzanych. 12 lipca 1629 roku wizytujący polską armię król Zygmunt III odwiedził Kwidzyń, gdzie miał okazję na własne oczy zobaczyć dwa zdobyczne działa. Nieznany autor diariusza (prawdopodobnie ktoś z otoczenia królewicza Władysława) napisał:
Opatrywał Król J. Mść dwoje tu skórzanych dział, z tych które między innymi Szwedom wzięto w bitwie. Rura jest wewnątrz spiżana, odlewana cienko u dziury i w tyle miąższa, koło tej rury linę miąższą, usmaloną, gęsto okręcono, smołą potym po wierzchu oblewano i spajano, a nawierzchu na ostatek skórą wkoło obleczono. Jest machina sama wielkością równa dobremu polnemu działku, a tak lekka, że ją jeden i to lada jaki koń łacno ciągnąć może i tak strzelać, jako z prawdziwego spiżanego. Jedni twierdzą, że to inwencja samego Gustawa, a drudzy, że Fillippi Comitis Mansfeldi dla prędkiego w drodze pośpiechu.
Interesujące wydaje się, że już wtedy krążyła plotka, że sam król Gustawa II Adolf mógł być pomysłodawcą ‘skórzaka’. Królewski PR był najwyraźniej dobrze działający…

środa, 25 sierpnia 2010

Zbrojnie i z trojgiem strzelby


Tropię sobie jakieś materiały źródłowe dotyczące uzbrojenia (także ochronnego) naszej rajtarii w pierwszej połowie XVII wieku i szczerze mówiąc mizernie to idzie – poniżej nieco informacji które znalazłem, serdecznie zapraszam do dyskusji na ten temat. Nie dotarłem do żadnego źródła, które potwierdzałoby wyposażenie jakieś konkretnej chorągwi. Mamy tylko ogólne, powtarzane w opracowaniach informacje – pistolety i długa broń palna, broń biała (pałasze, rapiery, szable), enigmatyczna ‘zbroja rajtarska’. Część rajtarii mogła wszak być wyposażona na modłę zachodnich kirasjerów – czyli w broń białą, parę pistoletów i zbroję ¾, z kolei inne oddziały mogły być wystawione w typie zachodnich arkebuzerów – ‘z trojgiem strzelby’, bronią białą, napierśnikiem i naplecznikiem oraz szyszakiem. Niektóre oddziały zaciągane wszak była poza granicami RON, mogły więc przybyć z własnym ekwipunkiem. Wiemy, na przykładach armii litewskiej, że wystawianie chorągwi rajtarskich było zajęciem czasochłonnym i czasami nader trudnym. Najwyraźniej jednak dla współczesnych typowe było, że rajtaria walczyła w uzbrojeniu ochronnym (chociażby w szyszakach i napierśniki i napleczniku), wszak husarię stającą do walki bez kopii nazywany walczącą ‘po rajtarsku’.

Znamy przynajmniej jeden portret konny Zygmunta III (tab. 144 w pracy płk. Bronisława Gembarzewskiego), gdzie król prezentuje się w pełnej zbroi. Oczywiście jest to jednak portret władcy, nie może być więc do końca wyznacznikiem używania takiego wyposażenia w oddziałach wojska. Niestety nie udało mi się znaleźć dokładniejszych danych dotyczących rajtarii w okresie 1621-1629, gdy sporo takich jednostek walczyło przeciw Turkom i Szwedom. Czasami mam tylko wzmiankę o ‘rynsztunku’ czy też o tym, że rajtarzy stanęli ‘zbrojnie’ - bez żadnych jednak szczegółów. Oczywiście mam dostęp do małej cząstki materiałów źródłowych z tego okresu, mam więc nadzieję, że istnieją jakieś materiały, które rzuciłyby nieco światła na zagadnienie wyposażenia rajtarii w tym czasie. Źródła szwedzkie określają rajtarię koronną czy litewską najczęściej jako ‘niemieckich jeźdźców’ – nie daje nam to więc żadnych dodatkowych informacji. Tylko rota arkebuzerska Mikołaja Gniewosza, zaliczana zresztą w armii koronnej do husarii, jest na jednym ze szwedzkich diagramów w 1628 roku określana jako ‘kirasjerska’.

Znalazłem za to nieco informacji dotyczących wyposażenia w okresie wojny smoleńskiej 1632-34. W obliczu dużych zaciągów, zwłaszcza wojsk autoramentu cudzoziemskiego, Władysław IV musiał nakazać zakupy ekwipunku zagranicą. Z Holandii zamówiono 500 sztuk pancerzy (nie wiem jednak czy chodzi tylko o zestaw napierśnik/naplecznik czy zbroje kirasjerskie 3/4) i 10 000 pistoletów. Jeżeli dostawa ta przeznaczona była dla rajtarii, oznaczałoby to, że przynajmniej część owych oddziałów posiadała uzbrojenie ochronne. Mamy także dowody ikonograficzne z tej wojny (a także nieco późniejsze) – tablica 175 z pracy płk. Bronisława Gembarzewskiego (patrz fotka na początku tekstu) – ukazujące tak Władysława IV jak i rajtarię pod Pskowem, wyposażoną jak zachodnioeuropejscy kirasjerzy. Wilhelm Hondius wykonywał swoje prace w Polsce od 1636 roku, zapewne więc wciąż widział w użyciu takie właśnie uzbrojenie ochronne, które w tym czasie zanikało już na polach bitewnych Wojny Trzydziestoletniej. Kolejna praca Hondiusa, tym razem z 1641 roku, ukazuje Władysława IV ubranego na modłę zachodnią, ale już tylko w napierśniku (zapewne ma też i naplecznik) i w kapeluszu – to już odpowiadało obowiązującemu w tym czasie w Europie trendowi w formacjach rajtarii, gdzie uzbrojenie ochronne (jeżeli używane) ograniczało się właśnie do kombinacji napierśnika i naplecznika, czasami także z dodatkiem hełmu.

Orda licha i nieśmiała i niepozorna


Wsparcie ze strony Tatarów było ważnym czynnikiem w ogromnych sukcesach jaki osiągnęli Kozacy Zaporoscy w pierwszym roku Powstania Chmielnickiego. Pamiętamy chociażby o panice jaką wywołały same pogłoski o nadciągającej ordzie pod Piławcami. Znalazłem jednak ciekawy opis Tatarów autorstwa anonimowego towarzysza kozackiego, służącego w wojsku kwarcianym [opracowanie tekstu prof. Mirosław Nagielski]. Brał on udział w walkach pod Żółtymi Wodami i został wzięty do niewoli pod Kniażymi Bairakami. Mimo klęski w jakiej brał udział, jego opinia na temat Tatarów była dosyć jednoznaczna. Orda licha i nieśmiała i niepozorna w kożuchach i w siermiężkach bez szabel, bez łuków; najwięcej z masłakami, to jest kość wsadzona na gibkie drzewo, co jest gorszego niźli szabla i pogaństwa tego siła było przecież jak jedna nasza z nimi się potkała chorągiew ćma uciekało (…) Z opisu wynikałoby więc, że wojownicy ordy byli nader słabo wyposażeni – być może jednak towarzysz ów miał okazję walczyć z kazandżimi (‘czernią tatarską’) a nie z ordyńcami? Tak czy inaczej opis wydaje się interesujący.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Jak miło :)

Tym razem się pochwalę, a i jednocześnie złożę gratulacje dla Daria - Jego blog 'Dariusz caballeros' jak i mój 'Kadrinazi' znalazły się na liście zatytułowanej 'Polskie blogi historyczne, którymi warto się zainteresować':

Bardzo to miłe, teraz trzeba tylko dbać o to, by utrzymywać poziom bloga i nie zawieść Czytelników.

Pozdrawiam
Michał

niedziela, 22 sierpnia 2010

Cudzoziemskim strychem ordynowana - cudzoziemska piechota koronna 1626-1629 [fragment]


[fragment opracowywanego przeze mnie tekstu o piechocie i dragonii koronnej i litewskiej w okresie 1621-1629 – czyli oczywiście w toku walk przeciw Szwecji – więc będzie sprawiało wrażenie wyrwanego z kontekstu, poza tym to tylko wstępna wersja]

Na początku kampanii pruskiej w 1626 roku tak piechota cudzoziemska jak i dragonia walczy w różnej wielkości rotach, nie mamy jednak jeszcze do czynienia z regimentami. W walkach pod Gniewem, stoczonych jesienią 1626 roku największą jednostką piechoty cudzoziemskiej były liczące 500 porcji roty Artura Astona i kawalera maltańskiego Mikołaja Judyckiego, pod nazwiskiem tego ostatniego widzimy też jedyny oddział dragonii w tych bitwach - rotę liczącą 400 porcji. Jednak gros jednostek które miał do dyspozycji Zygmunt III to nic innego jak tylko samodzielne kompanie, liczące od 100 do 250 porcji. Oprócz oddziałów walczących pod Gniewem do głównych sił armii koronnych maszerowały także (bądź były rozmieszczone jako garnizony w Prusach) kolejne oddziały - 9 rot pieszych (od 100 do blisko 400 porcji) i słaba kompania dragonii. Wydaje się, że mimo wystawienia rozlicznych patentów na silne roty cudzoziemskie, nie udało się faktycznie zrealizować w stosunkowo krótkim czasie ambitnego planu rekrutacji – stąd stosunkowo duża liczba samodzielnych oddziałów, o dosyć niskich stanach liczbowych.

Jesienią 1626 roku postanowiono jednak po raz pierwszy zaciągnąć o wiele silniejsze i bardziej rozbudowane oddziały. Dwóch doświadczonych oficerów, pułkownicy Gerhard i Magnus Ernest Denhoff, otrzymało patenty na zaciągnięcie na Śląsku i w Saksonii liczących po 3000 porcji regimentów piechoty. Jednostki te miały liczyć po 10 kompanii (każda po 300 porcji), według wzorców armii cesarskiej czy Ligii Katolickiej. Brak co prawda informacji, czy według zachodnich wzorców oddziały te miały mieć w swoim składzie pikinierów, wszak według planów ks. Zbaraskiego cała piechota cudzoziemska w armii koronnej miała być wyposażona w muszkiety. Na dzień dzisiejszy, poza fragmentem listu dotyczącego oblężenia Brodnicy w 1628 roku, brak dowodów na użycie pik w oddziałach piechoty koronnej.

Plany dotyczące zaciągnięcia owych regimentów były nader ambitne, ale okazało się, że trwająca już od ośmiu lat Wojna Trzydziestoletnia znacznie obniżyła możliwości zaciągu. Gerhard Denhoff zaciągnął zaledwie 1044 ludzi – tylu odliczono na popisie mającym miejsce 20 lipca 1627 roku nieopodal Piotrkowa. Magnus Ernest miał jeszcze mniej szczęścia - jego jednostka miała w tym samym czasie liczyć zaledwie 757 porcji. Dodatkowo zaciągnięto też kilka małych jednostek, trzy kompanie liczące 100 porcji czy nieco większą rotę Butlera Starszego z 300 porcjami. Postanowiono więc zaradzić tej dosyć niewygodnej, z punktu widzenia organizacyjnego, sytuacji poprzez włączenie samodzielnych rot i kompanii w skład regimentów. Reforma ta miała zapewne miejsce na przełomie 1627 i 1628 roku, gdyż w czasie kampanii 1628 roku widzimy w armii polowej już o wiele silniejsze regimenty, za to praktycznie brak samodzielnych rot.

Jesienią 1628 roku regiment Gerharda Denhoffa pod Grudziądzem i Brodnicą walczy w składzie 9 kompanii, z kolei regiment pułkownika Gustava Sparre (dawny regiment Magnusa Ernesta Denhoffa) wystawił do walki 7 kompanii. Zapewne kompanie miały zróżnicowaną wielkość (prof. Jan Wimmer w swojej pracy o piechocie polskiej podaje liczby od 145 do 430 porcji w kompanii), jednak zdecydowanie był to krok naprzód w kwestii organizacji piechoty cudzoziemskiej. Nazwiska oficerów dowodzących kompaniami w zreorganizowanych regimentach pozwalają także prześledzić, które z mniejszych samodzielnych jednostek włączono do poszczególnych regimentów. Przykładowo w skład regimentu Gerharda Denhoffa weszła piesza rota Ernesta Fittinghoffa (oddział ten walczył pod Gniewem, w oblężeniu Pucka, Hammersteinem i Oliwą) i kwarciany regiment dragoński Wintera (Winteroya); regiment Sparre uzupełniono zaś jednostkami pieszymi Wilhelma Appelmana, Tomasza Duplessis, Balthasara Rothsteina i Wilhelma Keitha.

Trzeci regiment piechoty z którym mamy do czynienia od 1628 roku to dawny kwarciany regiment dragonii Jakuba Butlera. Jednostkę połączono z kwarcianą rotą dragońską Lassego (być może także z rotą pieszą Butlera Starszego) i spieszono. W 1628 roku widzimy ów regiment w składzie 6 kompanii pieszych i przynajmniej jednej kompanii dragońskiej.

Rok 1629 przynosi największy rozwój piechoty cudzoziemskiej, która od wiosny tego roku miała mieć aż 8128 porcji w czterech regimentach i dwóch samodzielnych rotach. Regiment Gerharda Denhoffa miał mieć 3073 porcje w 9 kompaniach, regiment Gustava Sparre (po jego śmierci w lipcu oddział przejął Fryderyk Denhof) 2517 porcji w 9 lub 12 kompaniach. Regiment Butlera miał mieć 4 kompanie piechoty z 770 porcjami, do tego przynajmniej jedną kompanię dragonii (tak opisał tą jednostkę prof. Wimmer, materiały źródłowe z kampanii 1628 i 1629 roku mogą jednak wskazywać na istnienie przynajmniej 2 takich kompanii). Nową jednostką, która dopiero 27 lipca 1629 roku dotarła do obozu polskiego, był regiment Reinholda Rosena, liczący 1000 porcji (nie znam ilości kompanii). To bardzo interesujący oddział - musztrowany na sposób ‘niemiecki’, z cudzoziemską kadrą, ale za to złożony z żołnierzy zaciągniętych w Polsce. Tysiąc piechoty polskiej, cudzoziemskim strychem ordynowanej, w której większa część szlachty polskiej, a oficjerowie wszyscy cudzoziemcy. Była to pierwsza tego typu jednostka w armii koronnej, podobnie wystawianie będą kilka lat później regimenty piesze na wyprawę smoleńską króla Władysława IV. Dwie mniejsze samodzielne jednostki to licząca 461 porcji rota Mikołaja Judyckiego i leibkompania Dawida Rotkiera, o sile 207 porcji.

Ocenia się, że oddziały koronne w tej kampanii miały bardzo niskie stany liczbowe - trudy kampanii czy straty pod Górznem bez wątpienia przerzedziły stany liczbowe piechoty. Regiment Rosena, jako nowoutworzona jednostka, był jednak zapewne bliski stanu etatowego, w diariuszu kampanii letniej 1629 roku znajdujemy także wyrywkowe informacje o sile polskiej piechoty – dwie kompanie piechoty i kompania dragonii z regimentu Butlera miały mieć razem ok. 800 ludzi, z kolei dwie kompanie z regimentu Gerharda Denhoffa miały dotrzeć do obozu armii koronnej w sile 600 żołnierzy. Lipcowe walki pod Malborkiem okupiono jednak poważnymi stratami - trzydniowe walki zakończone 26 lipca to w przypadku piechoty cudzoziemskiej [regimenty Denhoffa, Sparre i Butlera, być może i obydwie jednostki samodzielne] czterdzieści i trzy zabitych, postrzelonych sto i kilka. Spore musiały być i straty wśród prowadzących ataki oficerów – obersztera Butlera w gardło rażono, kapitana Fitynga, gdy się do szańców wdarł, motyką w rękę stłuczono; kapitana Galla [dowodził kompanią w regimencie Butlera], na wale będącego, postrzelono.

sobota, 21 sierpnia 2010

Pucu pucu, chlastu chlastu...

Drobna zmiana na blogu - powinna być jednak wygodna dla Czytelników. Posty mają teraz dodane etykiety (tagi) po których łatwiej będzie znajdować konkretne tematy. Aktualnie to tylko wstępna wersja, stopniowo będzie jednak coraz dokładniejsza. Mam nadzieję, że uczyni to blog łatwiejszym w lekturze, szczerze to sam nieco się gubiłem szukając starych postów. Jak zwykle wszelkie komentarze i sugestie mile widziane!

Półtorasta koni rajtarów porządnych - rajtaria koronna 1626-1629


Popełniłem kiedyś na blogu wpis o rajtarskim regimencie Mikołaja Abramowicza (Abrahamowicza), walczącym w ramach armii koronnej ze Szwedami w okresie 1626-1629. W oparciu o ową notkę chciałbym teraz napisać nieco więcej o udziale i innych oddziałów rajtarii w tej wojnie. Co prawda powtórzę niektóre dane o rajtarach Abramowicza, dodam jednak i nowe informacje. Jak zwykle wszelkie komentarze i poprawki mile widziane – niestety działam na ograniczonej ilości materiałów źródłowych, więc i o błędy czy niedopatrzenia nietrudno. Materiałów nie jest może zbyt wiele, ale rzeczy wydaje mi się ciekawa.

Jako pierwsze starły się ze Szwedami dwie roty rajtarii wchodzące w skład zebranej przez Zygmunta III latem 1626 roku. Były to licząca 200 koni chorągiew królewska, dowodzona przez Ottona (Otto) Denhoffa oraz licząca także 200 koni litewska chorągiew Henryka Szmelinga, wchodząca w skład kontyngentu przysłanego z Inflant przez hetmana wielkiego litewskiego Lwa Sapiehę. Rota Denhoffa eskortowała króla, królewicza Władysława i senatorów w drodze z Warszawy. W pierwszym dniu walk pod Gniewem (22 września 1626 roku) chorągiew Szmelinga wchodziła w skład pułku Zamoyskiego, zaś rota królewska znajdowała się w pułku Opalińskiego. W czasie ataku na piechotę szwedzką Denhoff został śmiertelnie ranny, w głowę nad lewym okiem postrzelony. Co do strat w rocie Szmelinga mamy tylko wzmiankę o postrzeleniu czterech koni.

W przededniu kolejnej bitwy pod Gniewem do obozu koronnego dotarł regiment Mikołaja Abramowicza (Abrahamowicza), doświadczonego oficera, walczącego w kampaniach 1621-1622 i 1625 w Inflantach pod komendą hetmana Radziwiłła. Jednostka ta liczyła 400 koni rajtarów dobrych Inflantczyków i podzielona była na dwie lub trzy chorągwie. Mam teorię (acz niepotwierdzoną oczywiście) że oddział ten powstał w oparciu o litewski regiment Andrzeja Seja, który w 1625 roku walczył w 'dywizji' hetmana Radziwiłła (pod komendą Abrahamowicza właśnie), a w 1626 roku nie ma go już w składzie armii litewskiej. Niedługo potem regiment pod komendą Abrahamowicza dotarł do armii koronnej w Prusach. Wzmianka o ‘dobrych żołnierzach’ wskazywałaby na doświadczony materiał ludzki oddziału, co przemawiałoby za żołnierzami spod dawnego regimentu Seja. Na dzień dzisiejszy jest to jednak tylko teoria… Regiment został włączony do pułku Zamoyskiego i jak pozostałe jednostki rajtarii wziął udział w walkach 29 września i 1 października. W toku walk ranny został Szwarchof, porucznik w rocie Szmelinga.

Kolejne jednostki rajtarii dołączyły do armii w obozie pod Warcimierzem. Na popisie odbytym 4 listopada 1626 roku zanotowano aż 6 chorągwi rajtarskich, liczących 1178 koni. Trzy nowe roty (każda z etatowym stanem 200 koni) dowodzone były przez Ernesta Denhoffa, Medena i Wyszbierza. Oczywiście dodając do tego 4 (lub 5) chorągwi walczących pod Gniewem coś nam się tutaj nie zgadza. Być może przynajmniej jedna z rot się nie popisała, z kolei rota poległego Ottona Denhoffa mogła się połączyć z drugą rotą królewską, dowodzoną przez Ernesta Denhoffa. Nie wiem też, czy na popisie zaliczono wszystkie roty litewskie (Szmelinga + 2 lub 3 Abramowicza). Kilka dni później do obozu zaczęły docierać pierwsze oddziały kwarciane hetmana Stanisława Koniecpolskiego, wśród nich licząca 100 koni chorągwie rajtarska Andrzeja Kossakowskiego. Już jednak z końcem roku liczba rajtarii znacznie spada – rota Szmelinga wraca na Litwę, nie ma też śladu rot Medena i Wyszbierza (zwinięte po jednej ćwierci służby?), roty królewskie zdają się być połączone w jeden oddział. Profesor Jan Wimmer wykazuje w opublikowanych przez siebie danych zaledwie 700 koni rajtarii przez koniec 1626 i prawie cały 1627 rok – 400 koni Abramowicza, 100 koni Kossakowskiego i 200 koni Ernesta Denhoffa.

W 1627 roku regiment Abrahamowicza pod Hammerstein - dwie kompanie regimentu stacjonują w Człuchowie (Słuchowie) i Dobrzynku (Friedlandzie), chorągiew stacjonująca w tej drugiej miejscowości ponosi spore straty w walce ze Szwedami 11 kwietnia, jednak polskim rajtarom udaje się utrzymać w swoich rękach zamek. Kompania z Człuchowa, prowadzona przez samego Abrahamowicza, stara się przyjść z pomocą oblężonym towarzyszom, ale zostaje odparta przez przeważające siły szwedzkie. 12 kwietnia regiment łączy się z siłami głównymi hetmana i bierze udział w finałowej walce o Czarne (Hammerstein). Część ex-szwedzkich rajtarów (jakoby 500, acz wydaje się to być wysoką liczbą) po kapitulacji zgrupowania zostaje włączona do regimentu Abrahamowicza (i rajtarii Denhoffa, której jednak nie widzimy wtedy w składzie armii polowej), co raczej z naddatkiem zrekompensowało straty poniesione do tej pory w kampanii. Według źródeł szwedzkich rajtaria Abramowicza walczy pod Tczewem w 1627 roku. Co ciekawe, w jednym z polskich źródeł znajdujemy wzmiankę, że drugi. P. Dynoff we 400 rajtarów i Pan Stanisław Opoczyński z chorągwią rajtarską dotarli do obozu polskiego już po bitwie pod Tczewem. Mogłoby to oznaczać, że rota Ernesta Denhoffa była wtedy de facto dużo silniejsza, niż wspomniane przez prof. Wimmera 200 koni oraz że istniały jeszcze inne, do tej pory nie uwzględnione oddziały rajtarii. Oznaczałoby to, że ilość rajtarii w armii koronnej już od 1627 roku byłaby o wiele większa niż to jest do tej pory przyjęte. Nie mam jednak na dzień dzisiejszy dostępu do popisów wojsk koronnych, znajdujących się w Riksarkivet w Sztokholmie – bez wątpienia rzuciłyby dodatkowe światło na ową kwestię.

W kampanii 1628 roku sukurs przychodzą nam źródła szwedzkie, które lokalizują oddziały rajtarii w działaniach w okolicy Brodnicy i Grudziądza. Na szwedzkich diagramach widzimy aż osiem kompanii rajtarskich walczących jesienią tego roku pod Grudziądzem. Pięć kompanii widzimy pod komendą Abramowicza – dwie są podpisane jego nazwiskiem, nazwiska pozostałych oficerów to Forck (Torck?), Brinc i Slippenbach. Trzy kolejne (samodzielne?) kompanie noszą nazwiska Ernesta Denhoffa, Johana Denhoffa i Hardechy (?). Kolejny diagram ukazuje cztery jednostki rajtarii – Abrahamowicza, Fryderyka Denhoffa (był w tym czasie podpułkownikiem w regimencie piechoty Gustava Sparre, więc mamy tu do czynienia zapewne z błędną identyfikacją), Slippenbacha i Platera (Platena?). Armia koronna miała w tym czasie etatowo 1295 rajtarów i arkebuzerów - ci ostatni często byli jednak zaliczani do husarii, chociaż na jednym ze szwedzkich diagramów arkebuzerska chorągiew Mikołaja Gniewosza określana jest jako ‘kirasjerzy’.

W 1629 roku rajtaria walczy pod Górznem, Szwedzi oceniali udział tej formacji w bitwie na 9 kompanii – najprawdopodobniej był to liczący już pięć kompanii regiment Abramowicza, a także jednostka (jednostki?) Denhoffa. Nie jestem jednak w stanie zidentyfikować wszystkich oddziałów rajtarii w tym starciu. Wiosną tego roku rajtaria koronna liczy etatowo 1197 koni, podzielonych na jeden regiment (Abramowicza) i trzy samodzielne chorągwie – jedna z nich to rota Ernesta Denhoffa. Latem 1629 roku rajtaria bierze aktywny udział w walkach ze Szwedami pod Malborkiem. 25 lipca Abramowicz na czele pięciu chorągwi rajtarii odparł kontratak rajtarii szwedzkiej, zagrażający koronnej piechocie. Po zakończeniu walk wszystkie oddziały rajtarskie zostały zwinięte, chociaż bez wątpienia doświadczenia kadry oficerskiej przydały się potem w trakcie wojny smoleńskiej.

czwartek, 19 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. X



Wciąż Snayers na tapecie... Tym razem litewski jeździec walczy ze szwedzkimi piechurami. Litwin w szyszaku i kopią (? lub rohatyną) być może jest to więc husarz? Ubrany charakterystycznie w czerwień, do tego zielony 'płaszcza' na ramionach - na skórę to zdecydowanie nie wygląda. Szwedzki piechur który ma pecha spotkać się z kopią nie ma żadnego uzbrojenia ochronnego ani hełmu czy nawet kapelusza (zgubił w ucieczce?). Obok niego widzimy porzucony bęben, być może jest to więc dobosz. Kolejny Szwed, tym razem szykujący się do walki, to opancerzony pikinier (acz bez hełmu), w klasycznej pozie 'do przyjęcia szarży'. Trzyma pikę lewą ręką, prawą zaś sięga po rapier. Tyle tylko, że stojąc tak samotnie wygląda dosyć dziwne by nie powiedzieć śmiesznie - wszak nie ma żadnych szans przeciw atakującej jeździe. Następnego nieuzbrojonego Szweda widzimy na drodze konia, ten delikwent wydaje się z kolei prosić o łaskę. Być może jest to rajtar którego konia widzimy po prawej stronie? Nie jestem tego pewien w zbliżeniu fragmentu, ale być może ma on naplecznik (a więc i napierśnik) wskazujący na rajtara właśnie.

środa, 18 sierpnia 2010

Niewdzięczna to służba - cz. II


Wojna 80-letnia obfitowała w rozliczne działania oblężnicze, a dzięki wspaniałej pracy Geoffreya Parkera The Army of Flandres and the Spanish Road mogę zamieścić nader ciekawą informację idealnie pasującą do tego tematu. W okresie 1578-1590 łupem hiszpańskiej Armii Flandrii padło aż 95 niderlandzkich miast i zamków. 35 z nich zdobyto bez walki:
- 11 zostało zdradzonych przez niderlandzkie garnizony (najczęściej najemne), które za obietnicę płacy sprzedały miasta Hiszpanom

- 4 zdobyto przez zaskoczenie lub w wyniku podstępu

- 13 zostało porzuconych przez garnizony w obliczu nadciągających Hiszpanów lub też skapitulowało bez żadnej walki

- 7 poddało się gdy w ręce Armii Flandrii wpadło inne pobliskie miasto

Pozostałych 65 miast stawiło jednak opór przeciwnikom:

- 15 skapitulowało na skutek przedłużającej się blokady

- 14 podpisało kapitulację na skutek operacji oblężniczych z użyciem ciężkiej artylerii, która ostrzeliwała miasto

- 22 poddało się w czasie oblężenia, jednak Hiszpanie nie zdążyli użyć przeciw nim artylerii oblężniczej

- 9 zdobyto szturmem, niektóre szturmowano kilkakrotnie w czasie długotrwałych operacji oblężniczych (np. Maastricht Hiszpanie zdobyli w trzecim szturmie, po trwającym cztery miesiące oblężeniu).

Ciekawa jest kwestia owych 22 miast i zamków, które poddały się po oblężeniu w czasie którego Hiszpanie nie zdążyli użyć artylerii ciężkiej. Otóż według obowiązujących praw wojennych, jeżeli oblegający użyliby artylerii i następnie zdobyliby miasto szturmem, miejsce takie podlegałoby złupieniu i nie mogłoby kapitulować na honorowych warunkach.

Oczywiście zdobyte miejsca to nie tylko gęsto zaludnione miasta – wiele z nich to mające tylko kilkuset mieszkańców miasteczka czy wręcz obsadzone nielicznym garnizonem zameczki. Niemniej jednak zdarzały się i wielomiesięczne operacje blokadowe i oblężnicze, w które zaangażowane były tysiące czy wręcz dziesiątki tysięcy żołnierzy Armii Flandrii. Weźmy także pod uwagę, że owe 95 miejsc to tylko okres 1578-1590, czyli pewien wycinek całej wojny. Nieco później dochodziło wszak do niezwykle żmudnych operacji – Ostendę oblegano od lipca 1601 do września 1604 roku, niderlandzki garnizon miasta odparł blisko 100 hiszpańskich szturmów a straty obydwu stron liczono w dziesiątkach tysięcy.


wtorek, 17 sierpnia 2010

Jan Karol polny?


W czasie dyskusji na forum historia.org.pl pojawiła się kiedyś kwestia objęcia przez Jana Karola Chodkiewicza buławy polnej litewskiej. Rzecz jest ciekawa, warto o niej kilka słów napisać – pomocą służą tu przede wszystkim prace Leszka Podhorodeckiego, zwłaszcza niezwykle interesująca biografia hetmana, wydana w 1982 roku.
Od zakończenia kampanii 1602 roku w Inflantach Chodkiewicz przejął dowodzenie polsko-litewskich oddziałów pozostawionych tam naprzeciw Szwedom. Zygmunt III na sejmie 1603 roku (4 lutego-3 marca) próbował przeforsować nadanie staroście żmudzkiemu wakującego od 1589 roku stanowiska hetmana polnego litewskiego. Sejm został jednak zerwany, król nie podpisał także i nie złożył swojej pieczęci na nominacji hetmańskiej dla Chodkiewicza. Być może król cofnął decyzję, która nader nie podobała się hetmanowi wielkiemu litewskiemu Krzysztofowi Radziwiłłowi? Chodkiewicz piastował więc, jako komisarz generalny wojska w Inflantach, dowództwo na teatrze działań przeciw Szwedom, nie był jednak de facto hetmanem. Jeszcze 23 marca 1605 roku król Zygmunt III, pisząc do Chodkiewicza, tytułował go hrabią na Myszy, Szkłowie, Bychowie, komisarzem generalnym wojska w Inflantach i starostą żmudzkim. Na sejmie wiosennym w 1605 roku przeforsowano dla Chodkiewicza buławę wielką litewską, wakująca po śmierci hetmana Radziwiłła, wydaje się więc że Jan Karol ‘wskoczył’ na stanowisko hetmana wielkiego de facto nigdy nie będąc hetmanem polnym. Nadanie miało miejsce w uznaniu zasług wojennych, zwłaszcza świetnego zwycięstwa pod Białym Kamieniem (nikt jeszcze wtedy o Kircholmie nie marzył). Już 29 marca 1605 roku król nazywa Chodkiewicza w liście hetmanem najwyższym litewskim. Oficjalnie, jako że sejm z 1605 roku został zerwany, dyplom hetmański wręczono na kolejnym sejmie, którego obrady rozpoczęły się w czerwcu 1607 roku. Od tej pory Jan Karol był już oficjalnie hetmanem najwyższym Wielkiego Księstwa Litewskiego i Generałem Ziemi Inflanckiej.

niedziela, 15 sierpnia 2010

Komentarze na blogu - uwaga techniczna

Obwieszczenie parafialne...
Zmieniłem ustawienie dostępności pisania komentarzy do postów na blogu - do tej pory mógł je wpisywać każdy użytkownik, nowe ustawienie wymaga teraz zalogowania (obejmuje użytkowników OpenId). Powiedzmy, że jestem nieco staromodny - lubię wiedzieć z kim dyskutuję czy komu odpowiadam na pytania...

Pozdrawiam
Michał 'Kadrinazi' Paradowski

sobota, 14 sierpnia 2010

O nazewnictwie jazdy szwedzkiej słów kilka...


Z początkiem XVII wieku szwedzka jazda to landsryttare (Szwedzi i Finowie służący ochotniczo za zmniejszenie podatków) i besoldningsryttare (zaciężne jednostki ochotnicze - Gwardia Konna, oddziały utworzone przez niemiecką szlachtę z Estonii i Inflant, najemnicy niemieccy, francuscy czy z Wysp Brytyjskich). Specyficzną formą kawalerii krajowej byli rustningsryttare – jednostki utworzone przez szlachtę, zobowiązaną do służby wojskowej wobec Korony Szwedzkiej. Szlachta ta tworzyła tak zwaną adelsfanan, powoływaną w Szwecji i Finlandii, podczas gdy w Estonii i Ingrii (po przyłączeniu Inflant także i tam) powoływano landsåtare. W Szwecji (w mniejszym stopniu w biedniejszej Finlandii) najczęściej jednak zamiast szlachciców do służby stawali wystawieni przez nich, jako zastępstwo, zaciężnicy, chociaż w prowincjach bałtyckich niemiecka szlachta dosyć chętnie garnęła się do wojaczki i często stawała osobiście. Często całość kawalerii (tak krajowej jak i zaciężnej) występuje też w źródłach pod nazwą kavalleri lub ryttari/ryttare. Od czasu reform Gustawa II Adolfa jazda szwedzka i fińska najczęściej zwana jest latta ryttare czyli dosłownie lekka jazda. Jazda zaciężna czyli värvade w tym okresie występują pod rożnymi nazwami, najczęściej związanymi z typem formacji. Spotykamy więc określenia cuirassierer (kirasjerzy), värvade latta ryttare (rajtaria najemna, demi-kirasjerzy, czasami także nazwa używana dla określenia arkebuzerów), tyska ryttare (dosłownie niemiecka jazda, dla określenia wszelkiego typu jazdy najemnej), harbusierer (rzadko spotykana, oznaczając oczywiście arkebuzerów). Po śmierci Gustawa II Adolfa wszystkie rodzaje jazdy w armii szwedzkiej (jazda narodowa + różne typy värvade - kirasjerzy, arkebuzerzy i rajtarzy) znane są najczęściej pod nazwą ryttare (czyli jeźdźcy) lub kavallerie’/’cavallerie czasami tylko z dodaniem narodowości (tyska dla najemnej, svenska czy finska dla oddziałów krajowych).

czwartek, 12 sierpnia 2010

A szmatkę powiesimy na drewienku...



Z cyklu 'Czytelnicy pytają a redakcja odpowiada'... Tomek, którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiam (prowadzi wspaniałe pokazy 'Od Pskowa do Parkan' w Polsce) zadał mi na priwa pytanie, które wydaje mi się na tyle ciekawe, że warto kwestię poruszyć na blogu (mam nadzieję, że się nie pogniewasz Tomku). Pytanie to:

Zwykle modele chorążych rajtarów (innych też) przedstawiane są w ręku z czymś co przypomina średniowieczną kopię rycerską (tak jest na pewno w TAGu i WARLORDZIE). Czy istotnie tak wyglądało drzewce sztandaru ?

Istotnie spotykamy się z takimi drzewcami, zwłaszcza w przypadku kawalerii zachodnioeuropejskiej w pierwszej połowie XVII wieku. Bardzo ładne przykłady kirasjerów cesarskich z takimi właśnie sztandarami znajdujemy u Eduarda Wagnera w ‘European weapons and warfare 1618-1648’, a używał on jako wzorców materiałów ikonograficznych z epoki. Żeby jednak podkreślić, że faktycznie takich drzewców używano, załączam dwa przykłady.

Rycina ukazująca oblężenie Frankfurtu nad Odrą [dzięki za zwrócenie uwagi Arturze!], gdzie kirasjer po lewej stronie ma właśnie takie drzewce.

Obraz Vrancxa ‘Oblężenie Ostendy’, gdzie hiszpański kirasjer także dzierży ‘kopię’ sztandarową.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Malarze znani i nieznani - cz. IX




Wracamy na pole bitwy pod Kircholmem według wizji mistrza Snayersa. Tym razem trzy fragmenty gdzie jazda litewska - prawdopodobnie mają to być kozacy/petyhorcy/Tatarzy - bezlitośnie ściga uciekających rajtarów szwedzkich. Skandynawowie wyglądają znośnie - szyszaki, napierśniki i napleczniki, pałasze walońskie, czasami nawet jakieś olstra widać - chociaż czasami dobór kolorów w przypadku strojów dziwi.
Za to Litwini to nader dziwna grupa, podobna do pierwszego oddziału jazdy jaki pokazałem. Cudaczne czapy, broń drzewcowa która jest chyba jakąś wariacją Snayersa na punkcie kopii husarskiej (chociaż petyhorcy raczej takiej broni by nie posiadali) - zobaczmy jednak, jak wysoko trzyma ową broń Litwin przebijający nią gardło szwedzkiego jeźdźca, poza tym drzewce wygląda jakby kończyło mu się w dłoni (chociaż oczywiście może być zakryte pod pachą). U niego i jeszcze jednego Litwina ostrze owej broni wygląda na żelazne (chociaż gdy rozmawiałem o tym z Arturem ten zasugerował, że to wina cieniowania). Jeden z kawalerzystów ma szyszak, podobny to tego jakie widzimy u oficerów husarii. Z kolei pan w zieleni, który zaraz zetnie szablą przeciwnika, ma na plecach dziwnego koloru 'płaszcz' - który kojarzy mi się li i jedynie z wiechciem słomy... Litwin paradujący w czerwieni ma z kolei ciekawego koloru dywdyk, nie jestem jednak w stanie się dopatrzyć detali.

Tatarowie rozdzieliwszy się bez chorągwie...


Drobna potyczka z początku oblężenia Zbaraża – 10 lipca 1649 roku Kozacy i Tatarzy próbowali bez powodzenia zaatakować obóz pułku księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Czytelnicy ‘Ogniem i Mieczem’ mogą pamiętać nieco zbliżony opis u Henryka Sienkiewicza, ja jednak pozwolę sobie zaprezentować relację świadka wydarzeń. Cytat (komentarze w oparciu o opracowanie prof. Mirosława Nagielskiego w nawiasach) za Akta Anii 1649 pod Zbarażem Nowym albo raczej diariusz w miesiącu lipcu za regimentu JM. Pana Andrzeja z Dąmbrowice Firleja kasztelana natenczas bełskiego, JM. Pana Stanisława Z Brzezia Lanckorońskiego kasztelana kamienieckiego, JM. Pana Mikołaja Ostroroga podczaszego koronnego. Opis bardzo interesujący, zwłaszcza w kontekście taktyki koronnej chorągwi tatarskiej.
Tatarska orda nadeszła niespodziewanie spod Wiśniowca, zaskakując kilka tysięcy furażującej polskiej czeladzi, jednych żywcem pobrano, drugich wyścinano. Zaraz też doszło do starcia z regularnymi oddziałami koronnymi. Wprzód orda z Tatarami księcia jm. pana wojewody ruskiego [ks. Wiśniowieckiego] harcem zjeżdżając się w nierównej kupie, bo chańskiej ordy było 2000, a naszej tylko 150 [książę miał w owym czasie dwie chorągwie tatarskie – 100-konną pod Mikołajewskim i 115-konną pod Krzysztofa Stapkowskiego], poczęli szkodzić naszych. Zaczym nasi, Tatarowie, rozdzieliwszy się bez chorągwie, raz we troje, drugi raz we czworo, trzeci raz we dwoje, czwarty raz oraz uderzyli już z chorągwią skoczywszy, w której czwartej utarczce zabito naszych Tatarów sto kilkadziesiąt [jeżeli autor relacji się nie mylił, oznaczałoby to wybicie jednej chorągwi, czego nie potwierdzają dane skarbowe]. Porucznika tatarskiego [zapewne Mikołajewskiego] sześć razy w łeb szkodliwie cięto. Za którym wsparciem naszych Tatarów zaraz ordy do trzydziestu tysięcy z Kozakami razem się posypało ku naszemu taborowi; mianowicie mając commoditatem, że książę jm. pan wojewoda ruski za taborem bez okopu stanął był swoim taborkiem, uderzyli na taborek książęcy, ale ich książę jm., miawszy lud swój [chodzi o pułk dowodzony przez księcia] wyprowadzony w pole, z boku tak wsparł mocno, że i taborku obronił, i ich na ćwierć mile odpędził od taboru i pole zatrzymał. Naszych czterech, mianowicie pana Rakowskiego zabito, kilku rannych tylko; w nieprzyjacielu znaczna szkoda za łaską bożą.