poniedziałek, 31 stycznia 2011

Patrz Korono na sługi twoje, lubo cudzoziemskie...

W czasie tłumienia kozackiego powstania Jakuba Ostrzanina (Ostranicy) w 1638 roku doszło do ciężkich walk pod Hołtwią, gdzie oddziałom koronnym przyszło zapłacić ciężką cenę przy osaczeniu Kozaków. Ojciec Szymon Okolski, kaznodzieja hetmana polnego koronnego Mikołaja Potockiego, pozostawił nam niezwykle ciekawy zapis tych wydarzeń – a także całego powstania w roku 1638 (był też przy okazji autorem opisu kampanii 1637 roku, przeciw powstaniu Pawluka). Zainteresował mnie fragment, gdzie dominikanin chwali zaciężnych Niemców – służących w dragonii i piechocie koronnej – za ich opór wobec zbuntowanych Kozaków.  
Rozjuszony Kozak jak niedźwiedź na pszczoły, tak oni na Niemce, barziej,  gęściej, i częściej z za dębów i kłód następował. Ale nieprzełamanego serca Eliarowie niemieccy, do samego nieszporu znoszą nieprzyjaciela, aż im naostatek ołowiów nie dostało; przecie jednak aby w ręce nieprzyjacielskie nie przychodzili, woleli do jednego jeden przy drugim umierać. Patrz Korono na sługi twoje, lubo cudzoziemskie, jako za całość, zdrowie i honor twój granice krwią oblewają, i sławę twoję pieczętują, szczęście w ojczyźnie swojej opuściwszy, w Koronie polskiej szczęścia szukali, i to szczęście naleźli, aby przy sławie twojej, Najjaśniejszy Królu panie nasz miłościwy, mieli wysokie wspomnienie swoje. (…) Umierali tedy tam jako wielcy ludzie, jako zacni rycerze, jako wysocy baronowie, o których Demosth. podobno pisał: Qui in proelio caesi, inter victores sunt munerandi [Ten kto walczy i ginie w bitwie, może się zaliczać pomiędzy zwycięzców? Niechże mnie ktoś kto zna łacinę poprawi z łaski swojej…]
Ojciec Okolski wystawił też poległym knechtom literacki nagrobek:
Zwiedzić obce narody, i nauki dostać,
Godna rzecz, większa ich męstwu dzielność sprostać:
Prześlichmy Niemce, Prusy, Litwę, Ruś, Koronę,
Państwo polskiego, Hołtwo świadcz, daj nam obronę.
Tu są wszczepione serca, siły, męstwa nasze,
Zrodzą się tam Niemcy, gdzie się rodzą potasze.

Armata spod Pucka

Jednym z najważniejszych mierników zwycięstwa w interesującym nas okresie – tak w toku walnej bitwy jak i udanej oblężenia  - była ilość zdobytych dział. Nic więc dziwnego, że zwycięski wódz zwykł się chwalić taką zdobyczą, z lubością opisując ileż to dział i jakiego typu wpadło w jego ręce. Pisałem ostatnio o polsko-litewskiej zdobyczy spod Smoleńska, tym razem wybierzemy się do Pucka, cytując z listu hetmana Koniecpolskiego do króla Zygmunta III. W toku jednego z największych tryumfów armii koronnej w toku wojny 1626-1629, jakim było zdobycie bronionego przez Szwedów Pucka, w ręce Polaków wpadł pokaźny łup. Oddajmy głos słynnemu hetmanowi:
Armata którą nieprzyjaciel zostawił w Pucku dnia 2 Kwietnia, roku 1627.
Dział spiżanych, które niosą po trzy funty – 6
Dział spiżanych, które niosą po dwa funty -8
Dział żelaznych, które niosą po sześć funtów – 5
Szturmaków [chodzi o działo zwane przez Szwedów stormstycke, a nie hełm oczywiście…] wielkich – 6
Szturmaków mniejszych – 6
Prochu beczek – 5
Prochu grubego beczek – 3 ½
Prochu ruśniczego, beczek – 1 ½
Knotów szyfuntów [niemiecka miara wagi, schiffpfund – ok. 11 kamieni czyli ponad 2 cetnary] – 50

niedziela, 30 stycznia 2011

Trzymając sobie gwardye Węgierskie na dworach swoich

Kolejny cudzoziemiec opowie nam o możliwościach mobilizacyjnych RON. Tym razem to Pietro Duodo, składający w 1592 roku raport przed senatem Republiki Weneckiej. Jak zobaczymy, zwróci szczególną uwagę na kwestię (braku) floty polskiej.
Niezmierne są siły wojenne Królestwa tego, cała bowiem Szlachta, obowiązana jest w czasie wojny służyć konno; kto sam iść nie może, musi kogo zdatnego na miejsce swe posłać. Liczba tej jazdy wynosi do 250 000. Że atoli dobra duchowne i wielu innych znajdują sposoby wyłamywania się z prawa tego, Jazdę Polską i Litewską z pewnością na 150 000 liczyć można.
Nieliczną była dawniej piechota, waleczny dopiero Król Stefan, stworzył ją w Polszcze i zaciągami z Węgier znacznie pomnożył. Zaciągi te wielkie w Austryi wzbudziły podejrzenia: obawiali się Rakuszanie, by Króla Stefan przez miłość i wzięcie, które miał u Węgrów, całego Królestwa tego nieoderwał od Austryi, podniecano Polaków, by się skarżyli, iż Król ich straż osoby swojej powierzył Węgrom. Zawsze bowiem Król ten miał ich 400 około siebie, wkrótce atoli możni zaczęli naśladować Króla, trzymając sobie gwardye Węgierskie na dworach swoich, tak iż dziś najmniej 15 000 uzbrojonej i gotowej do boju piechoty Węgierskiej w Królestwie tem liczyć można.
Ciężko Polakom prowadzić wojnę przeciw Tatarom i Moskwie, z przyczyny nieludnych, często pustych krajów, ludy te od Polski dzielących. Całą żywność prowadzić z sobą potrzeba, tak dalece, iż Zygmunt August, ciągnąc na Moskwe z 16 000 jazdy i 4000 piechoty musiał mieć z sobą 40 000 wozów, dla prowadzenia potrzebnej dla wojska tego żywności.
Dziwno jest, że Polacy mając tyle portów nadmorskich, nie myślą nigdy o flocie, dziwno tem bardziej, że wszystko co do budowy i uzbrojenie Okrętów potrzeba, posiadają w obfitości; taką mają ilość drzewa, lin i żelaza, że zapewniono mię, iż Okręt od 800 beczek, niekosztuje ich jak 10 000 Talarów; Najjaśniejsza Rzplta nasza [Republika Wenecka] mogłaby mieć z stron tych za niska cenę sto i dwieście Okrętów, a przysławszy własnych cieśli, sposobem naszym, nawy te budować by się mogły. Możnaby je naładować pszenicą, żytem, masztami i tak je do Wenecyi odesłać. 

sobota, 29 stycznia 2011

Jednemu też Janczarowi niedźwiedź głowę obdarł

Wspomniałem kiedyś o tym jak to król Stefan Batory lubował się w polowaniach z sokołami. Kontynuując wątek myśliwski, tym razem skoczymy w drugą połowę XVII wieku. JKM Jan III Sobieski własnymi słowami opowie nam, jak to w 1681 roku udało mu się polowanie na grubego zwierza…
Nagrodził ci nam nie źle dzień dzisiejszy wczorajszą pustą knieje, bośmy zastali prawie ile drzew, tyle niedźwiedzi i dzików. Jeszcześmy wszystkiego nie porachowali, a już liczymy 9 niedźwiedzi a 10 dzików, tak małych jak i wielkich. Wymyślić nie tylko wypowiedzieć jest rzecz niepodobna, takiej uciechy. Był Pan Rezydent Cesarski [baron Jan Krzysztof Zierowski] przy wszystkiem, który sobie takich rzeczy i imaginować nigdy nie mógł; a co największa, żeby ta była jeszcze bez szkody uciecha, gdyby nie PP. Francuzowie, którzy z fuzyi szrótami i z pistoletów zabili mnie [c]harta i Panu Koniuszemu, i brytana, co od P. Koniecpolskiego, szkodliwie postrzelili. Jednemu też Janczarowi [z królewskiej chorągwi nadwornej] niedźwiedź głowę obdarł. Ostatni niedźwiedź był un monstre de la nature w niewidanej wielkości. Jużeśmy też do tego strzelać musieli, i ledwośmy mu radę dali. Brytanka od P. Gałeckiego tak złamał i przestraszył, że niewiedzieć gdzie w las zbiegł.
Oj działo się jak widać na królewskich polowaniach, oj działo… 

piątek, 28 stycznia 2011

Zapiski, które ożywią na nowo szczątki pewnej epoki

Pora odpocząć na chwilę od materiałów źródłowych i polecić nieco beletrystyki. Nie uciekniemy jednak zbyt daleko od interesującej nas epoki. W 2005 roku  ukazało się polskie tłumaczenie powieści zatytułowanej Q [z nie wiedzieć czemu dodanym polskim podtytułem Taniec Śmierci]. Jako autor tego dzieła figuruje niejaki Luther Blissett – jest to jednak pseudonim jaki przybrało czterech włoskich autorów. Wielki tu ukłon dla Jana Jackowicza, gdyż jego przekład czyta się wspaniale.
Dla mnie jest to powieść niesamowita, do której wracam średnio raz na pół roku i zawsze czytam od deski do deski – a nigdy mi się nie nudzi i zawsze znajduję tam coś nowego. Akcja dzieje się w okresie 1519-1555 we wstrząsanej religijnymi kryzysami Europie. Podróżujemy od Wittenbergi do Stambułu, spotykając rzesze historycznych postaci – od Marcina Lutra po papieży Pawła III i Pawła IV (Giovani Pietro Caraffę). To nie oni jednak są głównymi bohaterami tej epopei. Śledzimy bowiem niesamowicie splecione losy dwóch przeciwników, z których perspektywy oglądamy zmieniające się oblicze XVI-wiecznej Europy. Jednym jest niemiecki anabaptysta, człowiek o wielu imionach, którego widzimy w szeregach nowych ruchów religijnych powstałych po 1519 roku. Drugim jest tytułowy Q, człowiek bez twarzy, szpieg kardynała Caraffy, który będzie odgrywać niezwykle ważną rolę w zwalczanie tychże ruchów. Konflikt tych dwóch bohaterów ukazany jest na tle takich wydarzeń jak powstanie i upadek Nowego Jeruzalem ogłoszonego w mieście Munster – a opisy są to przednie, lektura ‘wciąga z kopytami’. Na kartach powieści nie zabraknie szalonych proroków, marranów, banku Fuggerów czy zakazanych ksiąg.
Polecam wszystkim – nie tylko zainteresowanym epoką – gdyż jest to powieść warta przeczytania. Jak napisał w swoim dzienniku jeden z bohaterów powieści:
Chciałbym zostawić komuś te stronnice, świadectwo tego, co zostało dokonane. Ale właściwie dlaczego? I dla kogo?
To my orzemy meandry historii. Jesteśmy cieniami, o których kroniki milczą. Nie istniejemy…

czwartek, 27 stycznia 2011

Kochane dzieci, nie mieszajcie ogórków z miodem...

Książę Jeremi Michał Korybut Wiśniowiecki na trwale zapisał się w świadomości Polaków - a przynajmniej tych, którzy zaczytywali się w Ogniem i Mieczem Henryka Sienkiewicza. Czy jednak wielu z nas pamięta okoliczności śmierci słynnego Jaremy? Pozwolę sobie przytoczyć fragment diariusza z 1651 roku, który opisze nam ową tragikomiczną historię...
Nazajutrz w poniedziałek z pragnienia zjadł ogórków, potym się miodu napił z czego żołądek zepsował i w gorączkę wpadł.
Chorym księciem (a kto nie byłby chory po takiej diecie?) zajął się prywatny doktor Jana Zamoyskiego, ksiądz Cunasius (Canasius). Na nic jednak zdały się wysiłki medyka:
[książę] odniesiony będąc do zamku pawołockiego Panu Bogu ducha oddał. Zaraz tegoż die 20 augusti [sierpnia] o 11-tej przed południem według zwyczaju, uznawszy prędką śmierć; wnętrze z niego wypruto: płuca w nim bardzo zniszczały, a serce było jak pęcherz.
22 sierpnia całość zgromadzonego wojska uczciło słynnego księcia. Tegoż dnia wszystko wojsko tak konne jak piesze z wielką żałością ciało prowadziło, przez obóz między dwiema szeregami pułków na dobrą ćwierć mili stojących i za ciałem idących.  Zakonnicy wojskowi śpiewając przed ciałem, a wojsko w bębny bijąc, w trąby i surmy grając żałobnie, prowadzili ciało w trumnę włożone, smoła zalane, ubrane w żupan atłasowy karmazynowy, ferezyą aksamitną włosianego koloru, kołpak aksamitny koloru pomarańczowego.

środa, 26 stycznia 2011

Plan na okrętów dwadzieścia

Ciekawy wycinek z rękopisów Tadeusza Czackiego, zawartych w Ojczystych spominkach… Ambrożego Grabowskiego. Poniżej krótka notka może z końca XVI lub początków XVII wieku pochodząca, zatytułowana Jakim sposobem mogłaby Rzplta mieć na Morzu Bałtyckiem 20 okrętów?  Rzadko się zapuszczam w klimaty morskie, więc raczej niecodzienny to widok na tym blogu...
Notkę rozpoczyna spis wyjaśniający jak można by pozyskać owe dwadzieścia okrętów.
Xiążę pruskie ratione feuda, powinien na obronę brzegów i portów chować wojennych okrętów 4.
Względem zaś połowicy ziemi pomorskiej mógłby trzymać 2.
Xiążę kurlandzkie względem dwóch xięztw – 2.
Miasto Gdańsk – 2.
Miasto Toruń – 1.
Miasto Elbląg – 1.
Do 20 tedy ośmiu nie dostaje. Około tego porozumiawszy się z olęderskimi stanami [Zjednoczone Prowincje] nalazłoby się, że na siłu towarach mogłoby cło w Gdańsku być podwyższone: zkądby się tak wiele zebrało, że mogłoby się chować te okrętów – 8.
Uzbierało nam się więc 20 okrętów, pora zastanowić się więc nad kosztem utrzymania takiej floty – za okres wiosna – jesień: a prima Aprilis ad medium Novembris, na miesięcy siedm i pół, rachując na każdym okręcie 160 człowieka.
Solarium albo żołd na 160 osob, po fl. olęd. [florenów holenderskich?] 15 na miesiąc – fl. 2400
Na strawę albo victualia wszytkie, po fl. 10 stywrow 15 d. 7 ½ - fl. 1725
Od pożyczenia okrętów ze wszytkiemi potrzebami i wojennym apparatem – fl. 3000
Na jeden okręt uczyni fl. 7125.
Na 20 okrętów uczyni na miesiąc fl. 142 500.
Na miesięcy 7 ½ uczyni fl. 1 068 750 czyli talarów 427 500.  

wtorek, 25 stycznia 2011

Dobrze płatna praca

14 września 1683 roku król Jan III Sobieski wysłał spod Wiednia specjalnego posła z listem i darami dla papieża Innocentego XI. Był nim osobisty sekretarz monarchy, Tomasz Talenti, o którym król napisał nieodstępny mnie w czasie krwawej tej bitwy, o wszystkich onej szczegółach, dokładnie uwiadomi Waszą Świątobliwość. List który wiózł Talenti rozpoczynał się od słynnych słów  venimus, vidimus, Deus Vicit (Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył). Sekretarz miał także ze sobą chorągiew turecką, jak wierzono – chorągiew Proroka). Talenti wyliczył jakie to łupy znaleźli Polacy w namiocie Kara Mustafy. (...) bogate makaty, bursztyny, rozmaite wonie, antidota przeciw powietrzu, rzadkie wonne oleje, między temi jakowaś massa, zrobiona zapewne przez jakiegoś chemika, a lubo nie można wiedzieć z czego się składa, gdyż nie jest większa niż orzech, cztery razy atoli więcej waży, jak gdyby było z najczystszego złota. Były tam lichtarze złociste w pokrowcach, w których niewidać palącej się świecy, która zostaje w futerale, i mocą orającej się zawsze śruby, podnosi sam wierszch zapalanego knota, dopóty, dopóki  cała nie wypali się świeca. Są jeszcze rozmaite figury zwierząt w guście chińskim, nieoszacowanej wartości.
Polskiego posła bogato nagrodzono na przywiezienie dobrych wieści. Ojciec Św. darował mu za to łańcuch złoty, sześć funtów ważący, w którym robota przechodziła jeszcze wartość kruszcu; ten to łańcuch przeznaczony był przez Klemensa IX dla Księcia de Beaufort, gdy ten powracał z oblężenia Kandyi. Tenże Talenti otrzymał jeszcze od Ojca Św. piękny pierścień i paciorki z drogich kamieni; nadto, został kawalerem Świętego Piotra, z pensyą na rok 150 szkudów; otrzymał od Hiszpanji pensę 200 szkudów. Kardynał Bubazini Protektor Polski, darował mu krzyż ze szmaragdów,  wart 400 dukatów; brat jego Książę di Palestrina wraz z małżonką swoją, inni Książęta i Prałaci obdarzyli go darami godnemi wspaniałomyślności swojej. To dopiero była intratna misja...

niedziela, 23 stycznia 2011

Hofkleiderbuch...

Inkub (serdecznie pozdrawiam!) na swoim blogu podzielił się wspaniałym znaleziskiem:
Dwa tomy niesamowitego Hofkleiderbuch (Abbildung und Beschreibung der Hof-Livreen) des Herzogs Wilhelm IV. und Albrecht V. 1508-1551, ukazującego wizerunki (w kolorze) dworzan i żołnierzy bawarskich książąt Wilhelma IV (to pan na portrecie powyżej) i Albrechta V. Przepiękna sprawa, kapitalna nie tylko dla historyków, bardzo ładnie zdigitalizowana przez bawarską bibliotekę. Inkub dał mi swoje błogosławieństwo, więc mogę wrzucić linki i tutaj:
Pierwszy tom:
Drugi tom:

Miłego oglądania!

Albo gonią, gdy im kto ucieknie, albo uciekając, strzelają z łuków

Udało mi  się znaleźć bardzo ciekawy opis wojskowości moskiewskiej z początku XVII wieku. Jego autorem jest Stanisław Niemojewski, który między innym w takich to słowach pisał w swoim pamiętniku z lat 1606-1608:
Po wszytkiej ziemi wszyscy Bojarowie dumni i inszy służbę wojenną powinni konno osobą swą, chociaż i w starem wieku, i pewną wyprawą ludzi według osiadłości swej, także i z opatrzenia, które oni pomieściem zowią, bez płacy. Każdy powiat albo ziemia zciąga się do pułku swego (…) Piechotę miasteczka wyprawują z sochy (jest to pewna miara gruntu albo osiadłości), ile im każą. Pod których część Wielki Kniaź swoje konie dawa, a drugiemi działa ciągnie; tych nigdy końmi nie prowadzą, tylko ludźmi, na co są też już niektóre wsi nadane – w których najwiętsza potęga Wielkiego Kniazia; jakoż niemało ma ich i dobrych, a koła u nich obodziste, nieokowane. Salitry w ziemi swej nie mają, tylko co im morzem z Niemiec prochy przychodzą i ołów z tych – jedno zielem, a drugie świńcem zowią. (…)
Sposób po te czasy wojowania narodu tego był wszytkich na koniach zwyczajem tatarskim, jedni z łuki, drudzy z rohatynami, drudzy też sztukę żelaza albo kości do nahajki uwiązawszy. Ludzie nadzy, nie każdy ma szablę. Teraz już niektórzy, chociaż barzo rzadko, miewając bechtery, pancerze, misiurki, a najdują się u niektórych i zbroje; oni je płatami zowią, których u naszych dostawali, ale takich jeszcze mniej.
Potykanie się u nich także dziełem tatarskim; albo gonią, gdy im kto ucieknie, albo uciekając, strzelają z łuków.(…) Szkapy u wszytkich lada jakie, ale ciało przecie trzymają, chociaż ich lada czem karmią, dryganta [ogiera, rumaka] w wojsku nie najdzie, albo rzadki.
Co im piechoty zbędzie do ciągnienia dział, to jest chłopstwa, czerni, wieśniaków, a inakszej u nich nie masz – ci idą za jezdą z berdyszami albo z kijami, kolkę jaką, albo góźdź na koniec wbiwszy i gdy przychodzi do potrzeby, poza tych stawają, dla tego samego, aby się wojsko więtsze zdało.
Iwan Wasilewicz [Iwan Groźny] ociec nieszczęśliwego nam i sobie Dymitra, ten suo malo doświadczywszy z Królem Stefanem [Batorym] wojując, co na ręcznej strzelbie i piechocie, tak w bitwach jak i w dobywaniu zamków należy, po wojnie postanowił we wszytkich pogranicznych grodziech strzelcy z rusznicami, którzy acz na wojnę na koniach jeżdżą, ale gdy do potrzeby przychodzi, zsiadają z koni i szkapy puściwszy, stawają przed jezdą  z rusznicami pieszo, które oni piszczelami dłuższe, a półhaki samopałami zowią. Chorągwi, bębna ani muzyki żadnej wojennej w żadnem pułku nie mają, ale każdy bojarzyn z przedniejszych u jarczaka bębenek wozi (tolembasem go zowią). W ten kołacąc nahajką, dawają sobie znak i pójścia, i stanowienia się, a skinieniem nahajki. U samego tylko Wielkiego Kniazia surma basowa wprzód, a potym trębacze, potym bębnów wielkich 7, jako fasy winne – oni je nabatami zowią – które chłopi na koniach prowadzą podle siebie. W te gdy wprzód (a tylko jedną ręką kołacą), w miedziane zaś drudzy tłuką.(…) Jako  u nas na roty, tak u nich na przykazy te strzelce dzielą, w każdem przykazie po 500, a do każdego 100 setnik, piątodziesiątnik, a po tym i dziesiętnik.

piątek, 21 stycznia 2011

Na nieprzyjaciół rzucali się z wściekłością, jak dzicz rozhukana

Dwa kolejne hasła z Encyklopedii Staropolskiej Zygmunta Glogera – tym razem opisujące słynną turecką formację wojskową. Opisy pióra mości Glogera mają w sobie nieodparty urok…

Janczar, z turec. jeni,nowy i czery, wojsko, zatem dosłownie nowe wojsko, urządzone przez Urchana, drugiego z rzędu sułtana tureckiego w XIV wieku, początkowo z dzieci chrześcijan na wojnie zabranych w niewolę, które w późniejszych czasach stało się nieraz groźnem dla sąsiednich krajów i samych sułtanów, póki nie zostało ostatecznie w r. 1826 po dokonanym buncie wyrżnięte i rozwiązane. Janczarowie stanowili rodzaj gwardyi i milicyi sułtanów, której liczne przywileje skłaniały potem i młodych Turków do garnięcia się pod sztandary janczaryi. Służyli pieszo, uzbrojeni w strzelby, zwane w Polsce janczarkami, krótkie szable, kordelas i pistolet za pasem. Na nieprzyjaciół rzucali się z wściekłością, jak dzicz rozhukana, a sława ich wojenna zostawiła ślady organizacyi wojska polskiego, które w XVIII w. miało i chorągwie janczarskie w przybocznej straży hetmanów. Oddziały te jednak nie miały nic wspólnego z janczarami tureckimi, okrom nazwy, stroju z turecka przykrojonego i hałaśliwej muzyki janczarską zwanej, która dochowała się jeszcze do XIX w. we wszystkich niemal wojskach europejskich. Kitowicz w pamiętnikach swoich tak pisze o „Jańczarach”: „Dwie chorągwie janczarskie i trzy węgierskie należały także do wojska Rzplitej komputowem zwanego i były płatne ze skarbu. Jedna chorągiew janczarska asystowała zawsze hetmanowi wiel. kor., gdziekolwiek on rezydował. Druga – wielkiemu hetmanowi litewskiemu. Ubiór janczarów był taki, jaki widzimy u janczarów tureckich: Nakrycie głowy wysokie, płaskie, z blachą mosiężną, obdłużoną, na przodzie przyszytą; 2 pręty drewniane po bokach skroni, w temże nakryciu zaszyte, utrzymywały jego wyniosłość; druga połowa tegoż nakrycia spuszczała się na plecach aż do pasa; cała figura tej czapki wydawała rękaw długi prostokątnie przykrojony, a kolor tego nakrycia sukiennego taki, jaki był żupan. Odzienie takowe: na wierzch kiereja sukienna z rękawami pod łokieć krótkimi, wprost ściętymi, do kolan długa, w stanie żadnego kroju nie mająca, obszerna, z kołnierzem małym stojącym, sznurkiem koloru żupanowego po szwie, kołnierz z kiereją łączącym, przyszyty: niczem nie podszyta; pod kiereją żupan sukienny z rękawami pod pięść długimi, przestronnymi, na haftki koło ręki zapinanymi, z takiemiż haftkami pod szyją i na brzuchu aż do pasa zapięty, w stanie do miary człowieka przykrojony, za kolana długi, na bokach od dołu aż do pasa rozcięty, na przednich połach wyszywanym sznurkiem koloru kierejowego, wydającym, jakoby te poły były jeszcze raz tak długie i dlatego pod pas zakasane. Pod żupanem portki szerokie i długie, do pół cholew wiszące, koloru kierejowego. Buty na nogach polskie, do ordynaryjnego używania czarne, do parady żółte. Pas na żupanie rzemienny, mosiężnemi sztukami z przodu, tam, gdzie wyglądał z pod kierei, powleczony; na kierei po lewej stronie szabla prosta z turecką rękojeścią rogową, mosiądzem nabijaną, z prawego ramienia pod lewym bokiem, na pasie rzemiennym, mosiężnemi sztukami nabijanym, wisząca; na drugiej stronie ładowniczka mała, czarna, na takimże pasie pod prawy bok z lewego ramienia zawieszona. Taki był strój janczarski do parady, do odprawiania zaś warty, miał karabin z bagnetem, tak jak inna piechota, którego pochwy mieściły się przy pasie pod kiereją; w pochodzie karabin zawieszali na plecach, na flintpasie prostym z czarnej skóry. Bęben janczarski był 2 razy tak ogromny jak u innej piechoty, a do tego suknem mundurowego koloru pokryty; nosił go dobosz na brzuchu, u szyi rzemieniem zawieszony, tak jak zwykli nosić Niemcy wielkie rękawy z niedźwiedzia. Więc za takim gmachem, małego człowieka albo chłopca, jacy są pospolicie dobosze w regimentach, nie widaćby było. Do bębna komenderowani byli żołnierze kolejno, do którego wielkiej nauki nie potrzeba było, ponieważ jednym tonem szło zawsze bicie w bęben: 2 razy raz po raz uderzał pałką w jedną stronę; a raz prętem cienkim drewnianym w drugą, z tą różnicą, iż gdy bił na salutację, albo w gwałtownym jakim przypadku, np. podczas ognia, bił prędzej, gdy wartę zaprowadzał, to wolniej i z pauzami. Oficerowie jańczarscy nosili na służbie tegoż kroju i koloru suknie, jak i żołnierze, wyjąwszy głowę, którą przykrywali zawojem, jak Turcy, do zawoju używając czasem pasa bogatego, czasem muślinu białego z żółtą frędzlą u końców nad lewem uchem. Na przodzie, tam, gdzie się zawój dzieli czyli zwęża, przetykali pierścień z kamienia świecącego, a na prawej stronie zakładali kitkę lśniącą z egretką kamelizowaną; sama zaś czapka, którą opasywał zawój, była aksamitna koloru żupana z kutasem na wierzchu złotym. Szabli nie mieli wiszącej z ramienia, ale do boku przypasaną; pas perski lub turecki bogaty, w prawej ręce juka czyli szponton długi, czarno farbowany, drewniany, o dwu konarach, u wierzchu mosiężnych, pozłacanych, z dwoma dzwonkami takimiż. Poza służbą oficerowie nosili się po polsku w rozmaitych sukniach, albo w mundurach pancernych lub usarskich, jeżeli który z nich był towarzyszem pod którym znakiem. Wygodniejszą mieli służbę oficerowie jańczarscy, niż innych regimentów, ponieważ im godziło się podług mody tureckiej na powinności zostającym, odziewać się futrem, a innym nie. Dlatego też, profitując z tego przywileju, stawali zimą do parady w kierejach czyli szubach kunami, krzyżakami i innemi podszytych futrami. Latem podług tego przywileju w kierejach, kitajką tylko lub atłasem na lisztwach przednich, a w tyle wiatrem podszytych.” „Hetmani zazwyczaj dawali jańczarom taki kolor mundurów, jaką dawali swemu dworowi liberję. Jan Klemens Branicki, zostawszy hetmanem wiel. kor. (r. 1761), odmienił kolor i krój munduru janczarom swoim. Dwór bowiem jego nosił liberję popielatą z czerwonym, zamiast kierejów dawnych kurtki czerwone, w stanie wcinane, z krótkimi po łokieć rękawami.”

Janczarska kapela. Kitowicz tak pisze o „kapeli jańczarskiej” w wojsku polskiem w XVIII w.: „Kapela ta była tak odmienna od innej kapeli włoskiej, po wszystkich regimentach używanej, jak samiż jańczarowie odmienni byli strojem od innych regimentów. Składała się ona z 6-ciu a najwięcej 8-miu oboistów, czyli piszczków, na szalemajach do oboju podobnych, przeraźliwie piszczących, z 6-ciu doboszów, z 2-ch pałkierów, w parę kociołków na ziemi postawionych bijących i z 2-ch brzękaczów, tacami mosiężnemi, w środku wypukłemi, w brzegach płaskiemi, okrągłemi, uderzaniem jednej o drugą tęgi brzęk czyniących. Pałkierowie i brzękacze, stanąwszy szeregiem na dziedzińcu przed oknami pana hetmana, w odległości na 50 kroków, grali mu na dobrydzień dwie sztuki na kształt symfonii i drugie dwie nakształt mazurków. Primier kapelmajster zaczynał najpierwej solo na piszczałce, po której zrozumiawszy inni, jaką sztukę grać mają, odzywali się wszyscy według przypadającego taktu; piszczkowie bez przestanku w swoje fujary przeraźliwie dmuchali, aż im się gęby jak bochenki chleba od tęgiego dęcia wydymały i oczy na wierzch wysadzały; pałkierowie po kociołkach pałkami, a brzękacze tacą o tacę nieustannie chrobotali; dobosi zaś ogromnym głosem, bębnów niejako bas w tej kapeli trzymali, bijąc raz pręcikami, drugi raz pałkami; ale to wszystko nie miało żadnej muzycznej harmonii, tylko jakiś pisk i łoskot, zdaleka nieco miły, zblizka przeraźliwy. Gdy się miała kończyć muzyka, przestawały tace i bębny, a tylko same piszczałki i kociołki szybkim górkiem i turkotem jednym tonem kończyły kuranta.”

środa, 19 stycznia 2011

A o siodłach ma bycz rozumiano...

Bardzo interesujący wyjątek z taryfy cen dla województwa krakowskiego z r. 1565, ustalonej na sejmie piotrkowskim.  Wejść w życie miała od świętego Michała roku 1565 stąd też nie mogłem się powstrzymać by nie zamieścić fragmentu. Poniżej ceny zalecane dla wyrobów autorstwa siodlarzy:
Siodlo Hyszpańskie z bliachami poliorowanymi y z szrzubami – fl. 3 i ½
Siodlo Hyszpańskie z bliachami zupełnymi także poliorowanymi oprocz szrzub – fl. 3
Siodlo Bruczswickie z bliachą na dwa palcza wszyrz około krayow – fl. 2
Wloskie siodlo z poduszkami a w siedzenyu zamszem ochendozone y naslane – gr. 45
Siodlo Tureczkie proste – gr. 40
Siodlo Wloskie bez zamszu z poduszkami – gr. 36
Siodlo Tureczkie safianem oblozone okolo kraiow – gr. 50
Siodlo Tureczkie po kraioch blachą zelyazną obdwiedzyone – gr. 45
Siodle malle dymit. – gr. 20
Iarczaki [kulbaki tatarskie] bez saffianu – gr. 24
Siodlo woźnicze – gr. 18
Podklad nowy do siodla – gr. 6
A o siodłach ma bycz rozumiano yz kazde s podkładem ma bycz przedawane. A ktoby chczial nad thę ustawę dacz sobie urobicz yakie ynaksze, ten ma placzicz, yako się z rzemieslnikiem zmowi.      

A żołnierz nieborak, który majętność traci, krew swą przelewa, uprosić nic nie może...

W XVII wieku okres zimowy bywał najczęściej porą odpoczynku od wojaczki – wymęczone i wykrwawione wojska miały odpoczywać na leżach zimowych. Oczywiście zależnie od teatru działań i walk które przyszło toczyć, odpoczynek ten mógł wyglądać bardzo różnie. Często oddziały były dziesiątkowane przez głód i choroby, których łupem padali tak żołnierze jak i konie. Nierzadko bardzo smutne są opisy ilustrujące stan wojska na zakończenie jesiennych walk, uświadamiają nam bowiem fatalną kondycję i morale żołnierzy. W niniejszym wpisie nie kto innych jak sam hetman wielki koronny Lew Sapieha opisze nam (we fragmentach z diariuszy i listów) sytuację żołnierzy swojej dywizji w Inflantach – jesienią/zimą 1625 roku, a także zimą z 1626 na 1627 rok. To bardzo ciekawe spostrzeżenia, ukazujące fatalną sytuację żołnierzy litewskich z dywizji Sapiehy, upadek ich morale i rozprzężenie w szeregach. Kwestie bez wątpienia smutne, ale sądzę że nie wolno zapominać  i o takim aspekcie kampanii wojennych.

Zapisek z grudnia 1625 roku, po ciężkich walkach ze Szwedami nad Dźwiną czytamy  - Nastąpiły zatem niepogody, zimna, mrozy, a bo najgorsza w głodnym kraju, gdzie nie tylko żywności, ale słomy za kilka mil a pogotowiu siana dostać nie mógł. Zaczem wojsko buntować się poczęło, bo i od koni i od czeladzi dla niewczasów, częstych czat i niedostatku żywności odpadli.
Stąd narzekanie, służby wypowiadanie poszło, więc wielom rotom służba wychodziła i rozjeżdżali się, a drudzy dopiero przychodzili. Widząc JM. Pan hetman, że gdyby wojskom żywności nie ukazał, wojsko by wszystko i do ostatka zniszczyć i rozjechać by się musiało.

Armia którą hetman zostawił w pieczy synowi przedstawiała się fatalnie – ci sami żołnierze zostaną w styczniu 1626 roku pokonani przez Szwedów pod Walmozją - Zostawiwszy tedy JM. Pan hetman na miejscu swym, przy wojsku syna swego JM. Pana marszałka wielkiego [Jana Stanisława Sapiehę] i wojsko rozporządziwszy, którego bardzo mało zostało, bo siła się ich za wyjściem służby i odpadnieniem od koni i od czeladzi rozjechało, a piechota wszystka zniszczała, dragonów, co było trochę i ci pochorzeli, odjechał 13 decembris z obozu.

Rok później sytuacja – po serii porażek odniesionych z rąk wojsk szwedzkich  - wyglądała jeszcze gorzej - U nas woysko to, które było z Panem Woiewodą Smoleńskim [Aleksandrem Gosiewskim] czatami i utarczkami częstemi znędzniało, na koniec od nieprzyjaciela z Inflant wyparte ustąpić musiało, nie mało ludzi nabito, poymano, a więcey się ich do nieprzyjaciela przedało, a insi, co uszli, bardzo są znedznieni, koni też nastrzelano, zgoła wszystko woysko od czeladzi, od koni, od rynsztunków odpadło, a nawet kopie, drzewka, a niektórzy i zbroie uchodząc rzucać musieli, a drudzy też ieszcze przed potrzebą chorągwie zwinęli i roziechali się, czym nieprzyjaciela na hardego wsadzili, i serca mu dodali (…) Nawet chorobami ciężkimi niemała część woyska zarażona była, i siła ich umierało.

Morale żołnierzy było bardzo niskie, na co bez wątpienia wpłynął brak żołdu – wszyscy ci, którzy służyli dotąd, narzekają na straty swe wielkie, i na niewdzięczność, na niełaskę Pańską, jakoś dotąd jeszczem żadnemu żołnierzowi u Króla Jmci nic nie uprosił. Senatorskim sługom, ludziom młodym niezasłużonym, upraszaią dobrą, wielkie opatrzenia, a żołnierz nieborak, który majętność traci, krew swą przelewa, uprosić nic nie może.

Hetman także nie miał już siły i ochoty do dalszego prowadzenia kampanii (tu wszak wiek robił bez wątpienia swoje…) – jeśliż J.K.Mość listów przypowiednich posłać, i wojska słusznego dać nie raczy, proszę aby J.K.Mość ten ciężar nieznośny z ramion moich zdiąć, i mnie z niego wyzwolić raczył.


poniedziałek, 17 stycznia 2011

Słoń, żuraw, kopyto wielbłąda i pies rasy samsuńskiej


Tym razem Zygmunt Abrahamowicz podzieli się z nami tłumaczeniem objaśnień nieznanego autora tureckiego z XVII wieku do rysunków przedstawiających chorągwie i emblematy janczarów Porty (źródło to rękopis nr 3358 Biblioteki Uniwersyteckiej w Bolonii). Pułki to oczywiście janczarskie ody (orty). Poniżej podaje tekst jak w tłumaczeniu, wszystkie komentarze w nawiasach są autorstwa Z. Abrahamowicza. Zulfikar to legendarna szabla proroka Mahometa – na sztandarach przedstawiano ją z rozdwojonym ostrzem.

- Czerwony proporzec. Nad nim biała chorągiew. Na nim samym dwie białe chorągwie. Pułk drugi
 - Czerwona chorągiew pułkowa. Na niej biały zulfikar. Pułk trzeci
 - Na szczycie (namiotu) orle skrzydło. Pułk czwarty
- Czerwony ...(wyraz nie notowany w słownikach). U szczytu (namiotu) chorągiew biało-zielona (sic!). Pułk piąty
- Niewielki czerwony znak. Pułk szósty
- Zielony zulfikar. U szczytu (namiotu) zielona chorągiew. Pułk siódmy
- Czerwony lew. Przed (sic!) nim gałąź (sic!) palmy daktylowej. Pułk trzynasty
- Dwie kule. Nad nimi biała chorągiew. Pułk czternasty
- Czerwony porfir (?). U szczytu (namiotu) chorągiew pułkowa w połowie czerwona, w połowie biała. Pułk piętnasty
- Dwie armaty na krzyż. Dwie białe chorągwie. Pułk szesnasty
- Czerwona chorągiew pułkowa. Pułk siedemnasty
- Trzy razy jedne nad drugimi skrzyżowane armaty. Pułk osiemnasty
- Chorągiew pułkowa czerwono-biała, cętkowana. U jej wierzchołka dwie kule. Pułk dziewiętnasty
- U szczytu (namiotu) czerwony proporzec. Pułk dwudziesty
- Czerwony wielbłąd. Chorągiew czerwona i biała. U jej wierzchołka dwie kule. Pułk (dwudziesty) pierwszy
- Buńczuk biały z buzdyganem. Pułk dwudziesty dziewiąty
- Buńczuk czarny z buzdyganem. Pułk trzydziesty
- Czarny nadziak (topór bojowy). Na jego szczycie biała chorągiew. Pułk 33
- Czerwone schody (drabina). Pułk 34
- Czerwony zulfikar. Pomiędzy jego ostrzami czerwona tykwa. Pułk 35
- Biała chorągiew pułkowa z zulfikarem ze smoczymi paszczami. U jej szczytu kula
- Zulfikar ze smoczymi paszczami. Pułk 36
- Na głównych linach [i] u wierzchołka (namiotu) biała chorągiew. Pułk 37
- Czarne kopyto wielbłąda. Pułk 36
- Czerwona ryba. Pułk trzydziesty siódmy
- Na linach (namiotu paski) czerwonego sukna. Pułk czternasty
- Dwie czerwone chorągwie czorbadżych. Pomiędzy nimi kula. Pułk czterdziesty trzeci
- Zielony cyprys bez pnia. Pułk czterdziesty czwarty
- Pułk czterdziesty piąty. Zamiast rysunku wypisane słowa arabskie: Tewekkiiltu ala 'l-tah, tj. Zaufałem Ałłahowi
-  Czerwona kula. Na niej chorągiewka, na tej zaś pięć czelenków (tj. piór, stanowiących odznakę bojową). Pułk 59
- Czarna tarcza rumelijska, kula i czarna chorągiew pułkowa. Pułk 42
- Na ciemieniu czerwonego słonia chorągiew pułkowa. Pułk 43
- Czerwony topór. Pułk czterdziesty szósty
- U szczytu (namiotu) gałąź palmy daktylowej. Pułk czterdziesty siódmy
- Dwie litery w. Pułk czterdziesty ósmy
- Czarna wieża z czarnymi szybami. Pułk 50
- Czerwony namiot... (słowo niezrozumiałe). U jego szczytu chorągiew pułkowa w połowie biała, w połowie czerwona. Pułk 51
- Zielona chorągiew i czerwony tulipan, zaś na wierzchołku namiotu różnokolorowa chorągiew. Pułk 32
- Czerwony zulfikar. U szczytu (namiotu) biały proporzec. Pułk pięćdziesiąty pierwszy
 - Czerwony lemiesz pługa. U szczytu (namiotu) buńczuk paszyński. Pułk pięćdziesiąty drugi
- Czarny księżyc. Pułk pięćdziesiąty trzeci
- Niebieski żuraw. Pułk 68
- Czerwona manierka z tykwy. Pułk 69
- Na głównych linach (namiotu) czerwona chorągiew. Pułk 70
- Pies rasy samsuńskiej. Pułk 71
- Czerwona drabina (schody). Pułk 72
- Na szczycie namiotu biała chorągiew. Pułk 73
- Czarna litera n z czarną kropką w środku. Pułk 78
- Czarny słoń. Pułk 79
- U szczytu namiotu czarne ryby. Pułk 80
- Czarny but. Pułk 89
- Chorągiew pośrodku czerwona z białym tłem. Nad trzema kulami biały proporzec. Pułk 90
- Czarna tykwa. Pułk 91

niedziela, 16 stycznia 2011

Zasłużonemu w wojnie pruskiej nadaje się...

Maxgall [pozdrawiam i bardzo dziękuję Robercie!] przypomniał mi ostatnio podczas wymiany maili o ciekawym zbiorze dostępnym w AGAD, a dokładniej na stronie internetowej archiwum. Chodzi tu o serię dokumentów których oryginały spoczywają w Riksarkivet w Sztokholmie:
Poniżej pozwoliłem sobie zacytować kilka nadań ziemskich dla żołnierzy koronnych zasłużonych w czasie wojny pruskiej. Gdzie to możliwe, starałem się zidentyfikować w jakiej jednostce służył uhonorowany żołnierz. Niestety dwóch rotmistrzów jest mi nieznanych (toż to plama na honorze...), postaram się jednak zbadać tą kwestię i uzupełnić informację.
1628.07.07
Zygmunt III Waza, król Polski etc., nadaje dobra po zmarłym Kasprze Kosibie, mieszkańcu Krosna, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Wojciechowi Razewicowi, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi Mikołaja Kossakowskiego, starosty wiskiego – Mikołaj Kossakowski dowodził w okresie 1626-1629 chorągwią husarii.
1628.07.21
Zygmunt III nadaje urząd podczaszego wołyńskiego, wakujący po śmierci Jana Wyleżyńskiego, Adamowi Kisielowi z Brusiłowa, nagradzając jego odwagę okazaną w wyprawach wołoskiej i pruskiej, w której Kisiel uczestniczył jako rotmistrz – niestety tego rotmistrz z wojny pruskiej nie kojarzę...
1628.07.29
Zygmunt III nadaje Janowi Szywicowi, żołnierzowi królewskiemu, służącemu pod rotmistrzem Kossakowskim, pewną sumę pieniędzy, przypadłą prawem kaduka skarbowi królewskiemu po śmierci Hieronima i Samuela Trepków i ich siostry Agnieszki – może chodzić o wspomnianego powyżej Mikołaja Kossakowskiego, ewentualnie o Andrzeja Kossakowskiego, który dowodził od 1626 roku chorągwią rajtarii kwarcianej.
1629.02.07
Zygmunt III zapisuje wieś Wiśniowo w województwie chełmińskim i inne dobra pozostałe po zdrajcy Albercie Finku, zwolenniku Gustawa II Adolfa, Pawłowi Zakrzewskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi rotmistrza Mikołaja Gniewosza, który zasłużył się w wyprawie pruskiej – nie wiem niestety czy chodzi o chorągiew arkabuzerii Gniewosza (w służbie od 162.) czy też jego chorągiew husarii (w służbie w 1629 roku).
1629.02.08
Zygmunt III nadaje sołectwa po zdrajcach Baranie ze wsi Legnowo w starostwie kościerzyńskim i Grzegorzu ze wsi Stamisła w starostwie człuchowskim, którzy dobra te trzymali wbrew prawu, a które obecnie przypadły skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Marcjanowi Chełniowskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi starosty winnickiego, który to Chełniowski odznaczył się w wyprawie pruskiej – starosta winnicki to Adam Kalinowski, w kampanii pruskiej dowodził kwarcianą chorągwią husarii.
1629.02.22
Zygmunt III nadaje dobra, przypadłe skarbowi królewskiemu po śmierci Stanisława Lisowskiego, Gabrielowi Witkowskiemu, który odznaczył się w wyprawie pruskiej pod rotmistrzem Stefanem Wieruskim – osoba tego rotmistrz także nie jest mi znana...
1629.02.24
Zygmunt III nadaje dobra po zmarłej Katarzynie Meier Blomberg, mieszczce z Nowego, wdowie po Janie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Stanisławowi Wolskiemu, żołnierzowi królewskiemu, który służył pod komendą podkanclerzego Tomasza Zamoyskiego w wyprawie pruskiej – zapewne chodzi o kwarcianą chorągiew husarii Tomasza Zamoyskiego.
1629.02.23
Zygmunt III daje w dożywotnie użytkowanie Wojciechowi Kownackiemu, żołnierzowi spod chorągwi Stanisława Potockiego, kasztelana kamienieckiego, sołectwo we wsi Biskupice w powiecie lelowskim, w wojewdztwie krakowskim, wakujące po śmierci Marcina Reszki Pokornego – Stanisław Potocki dowodził kwarcianą chorągwią husarii.
1629.02.20
Zygmunt III przyznaje sumę 600 złotych Adrianowi Achersdorff, żołnierzowi spod chorągwi Henryka Schmoellinga, rotmistrza królewskiego i starosty orelskiego, którą to sumę przekazali bracia Jan Łukasz i Engelbert von Mossen Michałowi Brunow na drodze hipoteki. Król wzywa Michała Brunow do wypłacenia tejże sumy – chodzi tu o rajtarską chorągiew Henryka Szmelinga, walczącą pod Gniewem w 1626 roku.
1629.09.20
Zygmunt III nadaje dobra po Samuelu Zarębie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Jerzemu Lowczyckiemu, rotmistrzowi, który odznaczył się w wyprawie pruskiej – Jerzy Łowczycki dowodził chorągwią jazdy kozackiej.
1629.11.17
Zygmunt III nadaje w dożywocie sołectwo we wsi Lipniki w starostwie oświęcimskim Baltazarowi Malińskiemu, żołnierzowi weteranowi, który zasłużył się w wyprawie pruskiej jako vicerotmistrz piechoty wybranieckiej
1629.11.02
Zygmunt III nadaje dobra pozostałe w Śniatyniu po Mardyrosie Persie, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Maciejowi Gruszeckiemu, żołnierzowi spod chorągwi Tomasza Zamoyskiego, zasłużonemu w wyprawie wołoskiej i pruskiej – znów chodzi zapewne o kwarcianą husarię Zamoyskiego.
1630.08.28
Zygmunt III zgadza się, by Otton a Medon, podkomorzy parnawski i dworzanin królewski, oraz Katarzyna Rappe, jego żona, scedowali prawa dożywotnie do wsi Januszów w województwie pomorskim Reinholdowi a Rozen, pułkownikowi – Reinhold Rosen był oberszterem regimentu piechoty cudzoziemskiej, w służbie od 1629 roku.
1630.12.31
Zygmunt III udziela zgody Januszowi Rakowskiemu, podkomorzemu wiskiemu, na odstąpienie dożywotnich praw do młyna i wójtostwa w mieście Radziłowie w powiecie wiskim Pawłowi Zakrzewskiemu, który walczył pod Janem Zamoyskim i Janem Karolem Chodkiewiczem, a w wyprawie pruskiej pod Łukaszem Żółkiewskim, starostą kałuskim i Mikołajem Gniewoszem – chorągiew Łukasza Żółkiewskiego to kwarciana husaria,  o Gniewoszu napisałem powyżej.
1631.02.10
Zygmunt III nadaje sołectwo we wsi Rywałd w starostwie radzyńskim, wakujące po śmierci Feliksa Wieckiego, Mikołajowi Leszczyńskiemu, który uczestniczył w wielu wyprawach, także ostatniej przeciwko Gustawowi II Adolfowi, pod chorągwią Działyńskiego, starosty pokrzywnickiego – Jan Działyński od 1626 roku był rotmistrzem chorągwi husarskiej.
1631.03.04
Zygmunt III nadaje dobra po Krzysztofie Zaleskim z Sanoka, który podawał się za szlachcica, przypadłe skarbowi królewskiemu prawem kaduka, Adamowi Skrzydłowskiemu, żołnierzowi królewskiemu spod chorągwi Tomasza Zamoyskiego, który odznaczył się w wyprawie pruskiej – po raz kolejny żołnierz spod husarskiego znaku Zamoyskiego.
1631.03.13
Zygmunt III potwierdza prawo wybranieckie Tymkowi Boryńskiemu z Urynowicz, Loizie, Lewce z Lubohory, Wasylowi Kowalowiczowi z Gnili, Iłkowi Szeniucie z Wiśnicki ze starostwa samborskiego, za zasługi poczynione w wyprawach wołoskiej, inflanckiej i pruskiej. Król podaje to do wiadomości wszystkich, a w szczególności Hermolausa Ligęzy z Bobrka, podskarbiego koronnego, starosty samborskiego – tym razem chodzi o piechurów wybranieckich.
1631.10.21
Zygmunt III daje w dożywocie młyn we wsi Buda w starostwie wałeckim, po śmierci Marcina i Stanisława Polęckich, młynarzy, Wawrzyńcowi Cechowskiemu, żołnierzowi spod chorągwi rotmistrza Moczarskiego – Mikołaj Moczarski dowodził chorągwią jazdy kozackiej – lisowczyków.
1631.10.20
Zygmunt III nadaje w dożywocie kopalnię rudy zwaną Sroczyńska w starostwie radoszyckim, żołnierzowi Wacławowi Hadborowi i jego żonie, Dorocie Chomętowskiej, za zasługi oddane przez Hadbora w wyprawie moskiewskiej, inflanckiej i wołoskiej pod Janem Karolem Chodkiewiczem oraz w wyprawie pruskiej pod Marcinem Kazanowskim, kasztelanem halickim – Marcin Kazanowski dowodził w toku wojny kwarcianą chorągwią husarii.


piątek, 14 stycznia 2011

Najwyższa kara za tchórzostwo

Onegdaj dyskutowałem z Wojciechem ‘Harrym’ Olszewskim na Jego blogu Pro Gloria at Patria… o kwestiach dyscypliny w armii pruskiej i austriackiej. W toku dyskusji pojawiła się kwestia cesarskiego regimentu który miał zostać bardzo dotkliwie ukarany za ucieczkę z pola bitwy w czasie II bitwy pod Breitenfeld (bitwa pod Lipskiem) w 1642 roku. Udało mi się wreszcie znaleźć dokładniejszy opis i szczegóły kary – są bardzo ciekawe, więc chciałbym temu wydarzeniu poświęcić kilka słow.
Rzecz dotyczy cesarskiego regimentu pułkownika Hansa Georga Madlo, jednostki utworzonej na Śląsku w 1639 roku. W sile 6 kompanii jednostka wzięła udział w II bitwie pod Breitenfeld, gdzie (ktoś chyba nie do końca to przemyślał) ustawiono ją w pierwszej linii lewego skrzydła. Na widok zbliżających się Szwedów arkebuzerzy oddali kilka strzałów po czym pośpiesznie dali nogę, pociągając za sobą kolejne regimenty. Regiment Madlo utracił w wyniku bitwy 41 żołnierzy (zabitych, zaginionych lub wziętych do niewoli), postanowiono jednak ukarać przykładnie całą jednostkę, uzasadniając że ucieczka regimentu przyczyniła się do porażki w bitwie. Arcyksiążę Leopold Wilhelm, stojący na czele armii cesarskiej, nie miał litości dla śląskich arkebuzerów – wyrok na regimencie i jego żołnierzach postanowiono bowiem wykonać publicznie.
W obliczu sześciu innych regimentów kawalerii, który wykazały się w toku przegranej bitwy, a także najważniejszej generalicji armii cesarskiej (w tym arcyksięcia, feldmarszałka Piccolomini i dowodzącego kawaleria armijną markiza Gonzagi), odczytano arkebuzerom zarzuty, a także poinformowano ich, że egzekucja zostanie przeprowadzona publicznie.
Na rozkaz feldmarszałka przed szereg regimentu wyjechali chorąży, którzy uciekli ze sztandarami – musieli zsiąść z koni i złożyć broń przed naczelnym prowostem armijnym, kładąc także na ziemi powierzone im sztandary. Po nich broń złożyli porucznicy i sierżanci. Podpułkownik i major regimentu pozostali w siodłach, ale wypomniano im po raz kolejny niesławny czyn w czasie bitwy. Następnie szeregowcy z wszystkich sześciu kompanii zsiedli z koni i także złożyli broń. Konie arkebuzerów zostały oddane żołnierzom z innych regimentów.
Następnie po raz kolejny przypomniano niehonorowe zachowanie regimentu w toku bitwy, po czym nastąpił moment na który, bez wątpienia z drżeniem serca, czekali arkebuzerzy Madlo. Sam pułkownik, a także podpułkownik i major regimentu mieli pozostać w areszcie, dopóki nie zostanie zdecydowane, jaki będzie ich przyszły los. Pozostali oficerowie, podoficerowie i żołnierze regimentu mieli zostać poddani straszliwej karze decymacji – niczym w starożytnym Rzymie. Arkebuzerzy mieli rzucać kości, które miały zdecydować o ich losie, co dziesiąty spośród nich miał zostać zabity. Wybrani w ten sposób podoficerowie i żołnierze mieli zostać powieszeni, oficerowie (kapitanowie i porucznicy) mieli zostać ścięci. ‘Wyjątek’ zrobiono dla chorążych – ci którzy mieli pecha w śmiercionośnej grze w kości, mieli zostać także powieszeni (chociaż jako że byli oficerami powinni zostać ścięci). Wytłumaczono to tym, że jako że uciekli z pola walki niosąc sztandary, było to wyjątkowo niehonorowe.
Kiedy zakończono już rzucanie kości i wybrano skazanych na śmierć arkebuzerów, do akcji wkroczył kat, łamiąc pałasze należących do chorążych. Zgromadzeni jako świadkowie żołnierze z innych regimentów zniszczyli następnie sztandary arkebuzerów Madlo, w gniewie drąc je na strzępy. Jako że dzień miał się już ku końcowi, egzekucje przełożono na kolejny ranek. Arkebuzerom którzy mieli pecha w grze w kości i zostali skazani na śmierć umożliwiono ostatnią posługę kapłańską.
Następnego dnia rano kat przystąpił do wykonywania wyroków. Jednym z pierwszych powieszonych był jeden z sierżantów, który w dniu bitwy zastępował jednego z chorążych i uciekł z pola bitwy unosząc powierzony mu sztandar. Dwom kapitanom, którzy mieli zostać ścięci, udzielono prawa żołnierskiej śmierci  - dzięki łasce arcyksięcia. Zostali oni rozstrzelani przez eskortujących ich dragonów, każdy z kapitanów zabity został jednym strzałem. Na skutek wstawiennictwa wielu wyższych oficerów a także w uznaniu wielu zasług w trakcie wcześniejszych kampanii arcyksiążę ułaskawił także podpułkownika, kapitana, porucznika, dwóch chorążych i sierżanta. Pułkownik Madlo zapłacił jednak najwyższą karę za tchórzostwo podległej mu jednostki, gdyż i jego skazano na karę śmierci. W tenże sposób regiment Madlo poniósł wielce zasłużoną karę...

Knechci i rajtarzy spod Hammerstein

[jako ilustracja przepiękne modele z kolekcji Artura]
Jerzy Teodorczyk (a za nim Paweł Skworoda) pisząc o bitwie pod Hammerstein w 1627 roku stwierdził, w oparciu o pewne zapisy źródłowe, że z części wziętych do niewoli szwedzkich knechtów hetman Koniecpolski utworzył  dwie nowe kompanie i odesłał podobno na Podole. Chciałbym się zatrzymać nad ową kwestią, gdyż fakt odesłania takich oddziałów wydaje mi się niezwykle mało prawdopodobny. Przypatrzmy się więc kwestii szwedzkich najemników przejętych na służbę polską.
Zacznijmy od ustalenia pewnych faktów. Jednym z postanowień kapitulacji szwedzkich najemników  było (jak czytamy w Diariuszu albo summie spraw...) aby piechota wszystka została na służbie Rzplitej przy J.M.P. Hetmanie, także i rajtarom też wolność dano; jakoż więtsza się ich część została przy wojsku naszym. W dalszej części Diariusza... znajdujemy informację, że odprawiwszy przysięgę [po złożeniu sztandarów przed hetmanem Koniecposkim], piechota wszystka została przy naszem wojsku, których zaraz między się kapitani rozebrali, i rajtarów część zaciągniono [resztę odprowadzili na granicę z ks. pomorskim lisowczycy Moczarskiego]. W Rosprawie Jaśnie Wielmożnego Pana J.Mści P. Stanisława z Koniecpola Koniecpolskiego, Woiewody Sendomirskiego, Hetmana Koronnego, etc, etc, z Woyjskiem Xiążęcia Sudermańskiego Gustawa pod Amerstynem, w R. P. 1627, d. 17 kwietnia odnajdujemy jeszcze ciekawsze informacje. Zapis z postanowień kapitulacji brzmi tam aby z iazdy ktoby chciał, a piechota wszytka Jego K. Mci przysięgę koniecznie uczynili y służyli, pod Rotmistrzami którzy iey będą naznaczeni, a żołd iako y drugim będzie im dany. O wcieleniu do polskiej służby knechtów czytamy ci wszyscy [poddający się piechurzy] przysiągłszy że Krolowi J. Mści, Panu naszemu miłościwemu, wiernie służyć mieli, y Koronie Polskiey, pod rożne chorągwie nasze piesze są rozdani. Mamy także dokładną liczbę rajtarii, także y konni, których 400 y coś na służbę J. K. Mci dobrowolnie zostali, pod rożne chorągwie raytarskie są podzieleni.  
Z rajtarami raczej nie ma większego problemu – wcielono ich na pewno do regimentu Mikołaja Abrahamowicza/Abramowicza, być może także i do chorągwi Ernesta Denhoffa (ta jednak w bitwie nie uczestniczyła). Regiment Abrahamowicza brał udział w bitwie pod Hammerstein, jak się wydaje mógł ponieść spore straty w pierwszych fazach walk – stąd uzupełnienia była na pewno mile widziane. Co ciekawe, regiment ten w okresie 1626-1627 miał 2 lub 3 kornety, kolejne informacje jakie znalazłem pochodzą z 1628 i 1629 roku, gdzie jednostka składa się już z 5 kornetów. Sugerowałoby to, że właśnie dzięki wcieleniu ex-szwedzkich żołnierzy udało się powiększyć liczebność regimentu rajtarskiego.
Przechodzimy teraz do kwestii piechoty. Pod Hammerstein walczyły następujące jednostki ‘niemieckie’, które możemy zidentyfikować:
- kwarciany regiment dragonii Jakuba Butlera
- kwarciany regiment dragonii Wintera (Winteroya)
- kwarciany regiment (chorągiew) dragonii Wilhelma Lassego
- rota piechoty cudzoziemskiej Mikołaja Judyckiego
- rota piechoty cudzoziemskiej Ernesta Fitinghoffa
W Diariuszu... mamy jednak enigmatyczną wzmiankę o innych rotach niemieckich, które wraz z hajdukami i artylerią dotarły do sił głównych hetmana. Widzimy więc, że ewentualnych chętnych do przejęcia poddających się knechtów mogło być sporo. Prof. Wimmer, analizując liczebność armii koronnej w tym okresie, zauważył, ze tak dragonia jak i jednostki piechoty cudzoziemskiej powiększyły swoje etatowe stany liczebne, nie pokusił się jednak o wytłumaczenie źródła takiego zjawiska. Dragoni i piechurzy walczyli pod Puckiem i Hammerstein, zwłaszcza w działaniach oblężniczych wokół pierwszego z tych miasta poniesiono straty. Sądzę, że to właśnie wcielenie do służby ex-szwedzkich żołnierzy (z garnizonu Pucka, a przede wszystkim spod Hammerstein) jest główną przyczyną zwiększenia liczebności jednostek i to mimo strat w kampanii, które zostały z nawiązką pokryte kilkoma setkami (ok. 800) knechtów Teufella i Streiffa.
Nie można jednak wykluczyć utworzenia dwóch nowych kompanii – mogły wszak zostać dodane do już istniejących jednostek i w ten sposób większych ich liczebność. Trzeba bowiem pamiętać, że Koniecpolski wciąż czekał na zaciągi czynione przez Denhoffów na Śląsku (które okazały się mizerniejsze niż zakładano) i bardzo potrzebował piechoty. J. Teodorczyk jako źródło informacji o utworzeniu owych kompanii podaje Copię listu Jmci Pana Wojewody Sędomirskiego Hetmana Koronnego do Króla  - niestety nie mam dostępu do owego listu (znajduje się w Archiwum Radziwiłłów w zbiorach AGAD) by móc  go zweryfikować.  Co do owej kwestii wysłania dwóch nowych kompanii na Podole – informacja ta pochodzi z cytowanej przez J. Teodorczyka pracy R. Hanncke Cosmus von Simmerns Bericht... wydanej w roku 1890, brak jednak źródła na której mogłaby być oparta. Jak widzieliśmy powyżej, polskie materiały źródłowe tego nie potwierdzają. Co ważniejsze, jak już zresztą wspomniałem, nie leżało w interesie hetmana Koniecpolskiego odsyłanie takich oddziałów (dwie kompanie to sirca about 200-300 żołnierzy) z teatru działań przeciw Szwedom. Wojewoda sandomierski wciąż bowiem czekał na nadejście nowych oddziałów piechoty cudzoziemskiej, część dostępnych jednostek była związana służbą garnizonową (chociażby w Pucku), liczebność piechoty spadła także (jak to było w zwyczaju) po okresie zimowym z 1626 na 1627 rok. Według mnie nie istnieją żadne podstawy do stwierdzenia, że odesłanie oddziałów na Podole faktycznie mogłoby mieć miejsce. Oczywiście pozostaje otwarty na wszelkie dyskusje w tym temacie, do czego zapraszam...

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie...

Podobna zaniedbuje na blogu Kozaków, trzeba więc się nieco poprawić. Sir Thomas Roe, poseł na dworze sułtańskim (w okresie 1621-1628), opisze nam, w swym liście z 20 lipca 1624 roku, jak to mołojcy zasiali trwogę w samej stolicy osmańskiego państwa. Sir Roe, if You be so kind, please begin...

9 tego miesiąca [lipiec 1624 roku] Kozacy w 70 lub 80 łodzi (czajek) mając w każdej po 50 ludzi, wioślarzy i żołnierzy, korzystając z pory w której Kapitan Pasza wyprawił się do Krymu, o samem świcie weszli do Bosforu, gdzie rozproszywszy się złupili i spalili na 4 mile (angielskie) od miast, wszystkie niemal wsie i domy. Główniejsze miejsca są: Bajkdery i Jenichoje na Greckiem, i Stenia na Azyatyckim pobrzeżu gdzie wielkie i bogate zdobywszy łupy o 9 przed południem uspokoili się. Cała stolica i przedmieścia w takiej były trwodze, że Sułtan nawet udał się na brzegi morza, a Kajmakan [wielki wezyr] do portu. [Kajmakan] Halil Pasza sam wodzem się w tym rozruchu ogłosił; nie mając ani jednej galery gotowej do obrony, osadził i uzbroił wszystkie okrętowe łodzie, barki i inne pomniejsze statki w liczbie 4 do 500 ludźmi którzyby mogli to do wioseł to do bitwy stanąć. Jazdę i piechotę w liczbie 10 000 rozesłał dla bronienia brzegów od dalszej rubieży. Rzadko widzieć podobną trwogę i zamieszanie. Sądziliśmy że ci biedni rabusie [Kozacy] natychmiast się cofną, lecz oni widząc łodzie tureckie zbliżające się ku sobie, skupili się w środku kanału blizko zamków,  i uszykowawszy się w półkole czekali w gotowości do boju, mając bowiem nieprzyjazny wiatr, sami napadać niemogli. Halil Pasza kazał dać ognia z daleka; Kozacy nieodpowiedzieli ani jednym wystrzałem, tylko podpływali to do jednego to do drugiego, bez żadnej oznaki cofnienia się. Pasza widząc ich obroty i odwagę, bał się przypuszczać ataku na swoich słabych statkach; owszem uznał za rzecz rozsądniejszą, starać się przynajmniej wstrzymać ich od dalszych zamachów, obawiając się, iż gdyby ta flotta jego rozbitą została, co arcypodobnem było, mogliby wtedy wpaść w głąb Stambułu wszelkiej pozbawionego obrony. Tak tedy kilkadziesiąt łódek, uczyniwszy wielkie łupieże, spoczywały cały dzień, aż do zachodu słońca, śmiało stawiając się i grożąc wielkiej, lecz trwożnej stolicy świata, i całej jej potędze; nakoniec z łupami swemi przy powiewających banderach odpłynęły, bez walki, a prawie bez oporu.  
Małe to zdarzenie, i zuchwały zamiar porwania się na tak wielkie mocarstwo, dziwną odkryło prawdę, że państwo to, które uchodziło za tak groźne i potężne, w istocie jest słabem i bez obrony... Rzecz ciekawa, jak to zdarzenie uważać będą Polacy, gdyż przez to warunki pokoju zupełnie są naruszone. 

niedziela, 9 stycznia 2011

Aby było z honorem narodu naszego

Fragment z Dyaryusza wiedeńskiej okazji autorstwa Mikołaja na Diakowcach Diakowskiego (Dyakowskiego), w którym znajdujemy ciekawy opis popisu naszych husarzy przed cesarzem Leopoldem I już po odblokowaniu Wiednia. Nieco anegdotyczne, jak cały dziennik tegoż gentelmana, pamiętajmy jednak, że jako pokojowiec króla Jana III imć pan Mikołaj wziął udział w wyprawie wiedeńskiej więc to i owo widział. Poza tym zawsze przyjemnie poczytać o walorach naszej husarii, która wzbudzała podziw wśród obcokrajowców. Jakoś mnie natchnęło po lekturze nowego tekstu Radka Sikory o husarii pod Wiedniem:
Oddajmy więc głos panu Mikołajowi:
Objechawszy wszystkie nasze wojsko, stanął sobie tam na skrzydle, gdzie Król i Hetmani byli, i prosili Króla aby mógł exercitium kopji widzieć, jakich ich sposobem zażywają. Zaraz tedy obróciwszy się Krol do Hetmana mówił; aby pokazać jak kruszą kopie, ale wybrać doświadczonych gońcow, aby było z honorem narodu naszego. Tak tedy Hetman jako przezorny  i doskonały wodz, 24 od rożnych chorągwi, kompanji i officerow którzy się umieli z tem dobrze sprawiać, (dawszy im rumaki swoje, jeżeli który nie miał sprawnego swego konia), na to ordynował, i sam tenże Hetman na to instruował ich jakim sposobem, tego oręża prezentę mieli czynić; których rozdzielił na dwie partie; kazał im do siebie skoczyć złożywszy kopie i jak już mają w same piersi składać tak w tym punkcie aby do góry podnieśli;  wszystko to za instrukcją Hetmana zrobili, i udało się bardzo chwalebnie, bez żadnej próby, z czego był bardzo kontent Cesarz, ale czy im co za to dał tego nie wiem, bo jedni affirmowali że im za to kazał kilka set dukatów dać, a drudzy negowali.