środa, 27 czerwca 2012

Dobrze kopią skruszył

Uroczystości zaślubin Jana Zamoyskiego z księżniczką Gryzeldą Batorówną (bratanicą króla Stefana Batorego) przeszły do historii jako jednak z najbardziej hucznych imprez w historii Rzplitej. Ślub odbył się w katedrze wawelskiej 12 czerwca 1583 roku, po czym miało miejsce dwutygodniowe weselisko. Wśród zaproszonych gości znaleźć możemy parę królewską i śmietankę senatorów. Zamoyski sam miał wyreżyserować widowiska towarzyszące zaślubinom – min. oparł je o opisy rzymskich tryumfów starożytnych. Mnie najbardziej zaciekawił fragment opisujący turniej rycerski, gdzie gonili na ostre dosyć rządnie i mężnie dworzanie samegoż hetmana z niektórymi królewskimi na koniech dobrych. Jako że w Herbach rycerstwa polskiego możemy co nieco znaleźć o tych walkach, zacytuję je poniżej:
Naprzód Podhorecki z domu Belina z Pawłem Rackim; skruczył Podhorecki prawie dobrze kopią.
Potem Grudzięcki Andrzej z Jakóbem Jankowskim, Dobrzyniakiem z domu Junosza, któremu Janowski rękę przeszył na obydwie stronie.
Stefan Kazimierski z domu Biberstein z Górskim; odniósł ranę szkodliwą  Kazimierski przez ramię.
Paweł Piaskowski z domu Junosza z Mikołajem Rogozieńskim, o którego prawie dobrze kopią skruszył.
Miłkowski sędomierzanin, z domu Abdank, z Kirmańskim, który o konia Miłkowskiego kopią skruszył.
Broniewski z domu Tarnawa z Dobkiem, pod którym konia zabił Broniewski.
Bez wątpienia na zaślubiny pana Jana jeszcze zawitamy (gdzieś tam się nam uda wcisnąć ukradkiem, żeby hajducy nas nie dojrzeli) bo też sporo tam się ciekawych rzeczy działo…

wtorek, 26 czerwca 2012

Wojowniczy biskup i jego kolejna wyprawa

Ponad roku temu pisałem o projekcie zaciągnięcia armii na wojnę z Turcją w 1597 roku, którego autorem był biskup krakowski Józef Wereszczyński:
Miałem do tego wrócić, onegdaj o tym zapomniałem, więc teraz pora to nieco naprawić. Otóż to wszystko co opisałem w linku powyżej dotyczyć miało tylko pierwszej wyprawy na Turcję. Wereszczyński planował bowiem i kolejną, jako że zdawał sobie sprawę z potęgi państwa sułtańskiego. W drugiej wyprawie Małopolska, Wielkopolska, Wielkie Księstwo Litewskie, Mazowsze i województwo podlaskiego miały wystawiać jednego zbrojnego z kopią [husarza]  na każdych dwudziestu poddanych. Prusy, Inflanty, Kurlandia a także miasta, miasteczka i wsi niemieckie (z nazwy wymienione mamy Gdańsk, Elbląg, Rygę, Parnawę, Rewel i Narew) miały z każdych dwudziestu domów dostarczyć jednego rajtara.  Ziemie ruskie z każdych osiemnastu poddanych miały dostarczyć jednego zbrojnego po kozacku. Żydzi na każde dwadzieścia domów stawić winni jednego służebnego po rajtarsku. Piechotę, na podobnych zasadach jak w pierwszej wyprawie, miały wystawić wszystkie ziemie poza Prusami, Inflantami i Kurlandią. Duchowni z rocznym dochodem ponad 300 złotych mieli wystawić jednego rajtara, szlachta z podobnym i wyższym dochodem jednego husarza. W przypadku dochodu 200 złotych powinno się wystawić jednego kozaka. Biedniejsi mieli łączyć się jeden do drugiego sąsiada swego by w ten sposób wystawiać służebnego. Zagrodnicy, komornicy i luźni ludzie mieli dostarczyć oddziały inżynieryjne – dwudziestu takich ludzi miało stawić jednego chłopa z rydlem, z miechem i z siekierą.
Wyprawa trzecia także była planowana, o niej już wkrótce – tym razem postaram się nie robić rocznej przerwy…

Wierni to Tatarowie JKM - cz. II

[ilustracja Tatara powyżej - copyright by Dariusza Wielec -  wielkie dzięki Dario!]
Wspominałem kiedyś o kniaziu Temruku Onychowiczu Szymkowiczu Petyhorskim, wiernym rotmistrzu Zygmunta Augusta, Stefana Batorego i Zygmunta III:
Oficer ten wsławił się w czasie wielu bitew i kampanii, już w 1577 roku, po bitwie lubieszowskiej, towarzystwo wojsk koronnych wstawiało się za nim u króla Stefana Batorego, by ten nagrodził rotmistrza. Monarcha nadał mu wtedy dwie wsie (Gierniki i Wierżajcie), jednak dopiero w 1601 roku Zygmunt III ostatecznie docenił wojowniczego kniazia, nadając mu na sejmie koronnym indygenat. Tak oto czytamy w uchwale sejmowej:
Za przyczyną y pozwoleniem wszech Stanów Koronnych Seymu tego, przyimuiemy za indygenę stanu szlacheckiego Korony tey Temruka Szymkowica: a napotym żadnemu tego inaczey pozwalać nie mamy, iedno ażby na Seymikach po Woiewodztwach u szlachty o to staranie czynił y przez Posły zalecony był, a proźbę za sobą otrzymał.
Militarne tradycje ojca podtrzymał zresztą syn – Mikołaj Michał Temruk Szymkowicz-  którego widzimy na służbie Zygmunta III (np. w trakcie wojny o ujście Wisły) i Władysława IV.

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Magiczna kuczma (+10 do charyzmy, -100 do kradzieży)

Trochę ostatnio nie miałem czasu na blogowanie (ech, Diablo III wciąga…), pora jednak zacząć nadrabiać zaległości. Można więc oczekiwać, że przez następne kilka dni pojawi się nieco wpisów. Przy okazji tego jubileuszowego posta nr 700 (hurra!) chciałbym przywitać nowych obserwatorów bloga - tu udało się już przekroczyć 90 - mam nadzieję, że czasami znajdziecie tu coś interesującego.
Zaczniemy od czegoś lekkiego, będzie to, cytowany za Kopczykiem… Lwa Kaltenbergha, opis śledztwa z 1609 roku, dotyczącego kradzieży kuczmy (czyli kołpaka). Początkowo oskarżony o to był towarzysz Białowski, szybko jednak zeznania ujawniły cały ciąg winnych:
 Żołnierz dobry i obywatel powiatu śródzkiego Michał urodzony Białowski zeznaje, iż kuczmy czerwonej bazarnikowi Gołce nie kradł, tylko ją sobie z powrotem zabrał, bo jego; zapytany, skądby ją miał, powiada, że ukradł, ale nie Gołce, tylko pocztowemu Tyfonowi; ten zapytany podaje, że kuczmę ukradł, owszem, luzakowi Ładysławowi, zaś ten dopiero zeznał, że ją Gołce ukradł. Zatem Białowski nie winien kradzieży u bazarnika.
Swoją drogą jakiś zacny to musiał być kołpak, że tak przyciągał uwagę coraz to kolejnego wojaka…

czwartek, 21 czerwca 2012

Podjazdy z armii Chowańskiego - OiM

Opublikowaliśmy właśnie kolejny darmowy pdf do OiM. Tym razem to historyczny podjazd do armii moskiewskiej wojewody Chowańskiego w 1661 roku. Rozpiska pełna rajtarów, więc odmienna od tej w podręczniku:
W tym miejscu specjalne podziękowanie dla Vlada Velikanova za udostępnienie materiałów  źródłowych - many thanks Vlad!

środa, 20 czerwca 2012

Żyłem wówczas jak młody książę

Wielokrotnie przytaczałem fragmenty wspomnień XVII-wiecznych wojaków, opisujących jak  to ciężko im się żyło w czasie kampanii, jakie to trudy i niedole musieli znosić. Tym razem jednak zapoznamy się z opinią zupełne odwrotną. Rzecz pochodzi z 1662 roku, kiedy regiment rajtarii Lubomirskiego, wchodzący w skład Związku Święconego, rozlokował się na kwaterach na granicy Pomorza. Dowodzący leibkompanią Hieronim Chrystian von Holsten wybrał na leże dla swojej kompanii miasteczko niemieckie Frydland, gdzie był luterański i katolicki ksiądz. Żołnierze zostali dobrze przyjęci przez mieszkańców. Sam kapitan lejtnant otrzymał rozkaz zaciągu dodatkowego żołnierza dla uzupełnienia kompanii, oprócz tego na czele wyboru z całego regimentu (po 10 rajtarów z każdej z 10 kompanii) udał się nad Zatokę Pucką w celu wybierania spyży. Spotkał się z radą miejską Gdańska; podczas tego spotkania Gdańszczanie bez oporów zgodzili się na przebywanie na podległym im terenie polskich żołnierzy, prosili jednak Holsten o to by zachował dyscyplinę wśród swoich wojaków. Jego samego zaprosili zaś do Gdańska. Kapitan zlecił komendę nad rajtarami dwóm lejtnantom, a sam spędził cztery niesamowicie przyjemne tygodnie w mieszkaniu przygotowanym przez gdańskich mieszczan. Gdańszczanie przekazali 15 000 złotych dla marszałka Związku Święconego Świderskiego, a samu   Holstenowi, za utrzymanie dyscypliny wśród swoich rajtarów, wpadło do kiesy 100 dukatów. Ech, piękne to były czasy dla naszego bohatera:
Żyłem wówczas jak młody książę. Kiedy pojechałem do Pucka, by zabrać ludzi, tamtejsi panowie ofiarowali mi furgon z dwoma mocnymi końmi, wyładowany prowiantem (…) Spędziłem jeszcze jakiś czas we Frydlandzie na hulankach, kuligach i łowach gdyż mieliśmy najlepsze kwatery jakich można sobie było życzyć.
Oczywiście taka sielanka nie mogła trwać wiecznie. I rzeczywiście, gdy wyrosła trawa, zaczęto mówić znowu o wymarszu. Chociaż przy Związku Święconym mieliśmy dobre czasy, nasi Polacy zapragnęli zrobić z tym koniec.

piątek, 15 czerwca 2012

Kopijnik po 15 złotych...


Pozostajemy przy uchwałach wojskowych króla Stefana Batorego, tym razem dokument z 8 sierpnia 1578 roku, ustanawiający skład i liczebność garnizonu Kamieńca. Załogę zamku miało stanowić bardzo mieszane towarzystwo:
Załoga ta składać się będzie z pięciudziesiąt kopijników, z których czterej ciężej uzbrojeni po 15 złotych za kwartał pobierać mają, czterdziestu zaś i sześciu po złotych 9 wyznaczamy. Pięćdziesiąt strzelców konnych mają mieć po siedm złotych na kwartał: na koniec zaciągnąć zalecamy poczet z dwudziestu czterech ludzi piechoty złożony, którym po złotych 5 kwartalnie dawać będziemy.
Co ciekawe garnizon mógł, jeżeli zajdzie taka potrzeba, zostać przerzucony na inny front działań:
Załoga ta w przypadku grożącego twierdzy niebezpieczeństwa, pilnie strzedz onej i bronić powinna; gdyby zaś tego wojska gdzie indziej nam potrzeba było, uda się tam gdzie wódz nasz rozkaże. 

czwartek, 14 czerwca 2012

Tysiąc ludzi wyborowej jazdy


1 maja 1576 roku Stefan Batory został koronowany na Wawelu na króla Polski.  Nowy monarcha musiał jednak orężem przekonać wielu opozycjonistów, że to jemu należy się władza w Rzplitej. Do tego typu argumentacji potrzebne było mu jednak wojsko, więc już 24 czerwca panowania zaś naszego roku pierwszego król postanowił utworzyć gwardię nadworną. Składać się miała ona z 1000 jezdnych, rekrutowanych zarówno w Koronie jak i na Litwie. Miast przepisywać ten dokument, zacytuję go in extenso, gdyż jest niezwykle interesujący. Reguluje wyposażenie żołnierzy, liczebność pocztów, a także powinności gwardzistów.  



środa, 13 czerwca 2012

Nowy adres emailowy

W przypadku gdyby ktoś chciał się ze mną kontaktować via email podaję nowy adres:
kadrinazi[at]gmail.com
Na konto tlenowe będę wciąż zaglądał, ale stopniowo przestanę go używać. Jeżeli więc ktoś wyśle maila na adres tlenowy, a dostanie odpowiedź z gmaila to wszystko w porządku, to wciąż ja :)


Pozdrawiam


Michał 'Kadrinazi' Paradowski

Kij jako broń psychologiczna


Don Alvaro Navia-Osorio y Vigil, trzeci markiz Santa Cruz de Marcenado to hiszpański żołnierz i dyplomata, żyjący w latach 1684-1732. Zanim poległ w starciu z wojskami tureckimi w starciu nieopodal Oranu, zasłynął jako autor Refleksji Militarnych [Reflexiones Militares] –siedmiotomowego dzieła, gdzie omawiał min. zwalczanie partyzantki. Znalazłem bardzo interesujący fragment, napisany dwa lata przed śmiercią markiza, dotyczący szkolenia żołnierzy piechoty w walce z kawalerią. Oto jak Don Alvaro sugerował by przyzwyczajać piechurów do walki z kawalerią – głównie przez oddziaływanie psychologiczne:
Oficer piechoty winien dosiąść silnego i potężnego konia (…) a potem zaszarżować na piechura, który ma stać przygotowany [uzbrojony tylko] z kijem [drągiem czy po prostu dłuższym kawałem drewna…]; [piechur] zobaczy wtedy że gdy wyciągnie kij w stronę końskich oczu lub uderzy go nim w łeb, koń spłoszy się i zatrzyma atak. W tym momencie oficer powinien wykorzystać tę sytuację, by unaocznić żołnierzom, że jeżeli koń nie jest w stanie przejechać po człowieku uzbrojonym tylko w kij, kawaleria nie da sobie rady przeciwko sformowanym batalionom [piechoty], których bagnety, kule i zwarty szyk są w stanie jeszcze bardziej spłoszyć konie.    

Bez muszkietu, acz z rydlem, motyką, siekierą i taczką


Piechota wybraniecka w założeniu miała być formacją strzelczą (tak jak ukazuje to rysunek powyżej, wzorowany na regulacji z 1630 roku), jednak niskie wyszkolenie i częste problemy z wystawieniem dostatecznej ilości wybrańców powodowały że wartość tej jednostki w XVII wieku była z reguły niska. Co prawda stosunkowo często widujemy ją w służbie garnizonowej, jednak wynikało to przede wszystkim z braku innych jednostek piechoty które mogłyby pełnić ową służbę (Inflanty 1600-1611, tamże 1621-22, tamże 1625-1629, Prusy 1626-1629). Już jednak w toku wojny smoleńskiej, gdzie armia królewska miała bardzo silny kontyngent piechoty cudzoziemskiej i dragonii, postanowiono wybrańców przeznaczyć tylko i wyłącznie do służby inżynieryjnej. 15 kwietnia 1633 roku w liście króla Władysława IV do starosty żmudzkiego tak czytamy o wystawieniu piechoty wybranieckiej z ekonomii kobryńskiej:
Chcemy mieć po Uprzejmości Waszej, abyś przeznaczonemu rotmistrzowi naszemu wybrańców wybierać pozwolił.  Owszem pierwszą wybierania onych opuściwszy ordynacyą, podstarościemu swemu krom omieszkania do obozu tych wybrańców bez muszkiet i barwy takim wyprawić rozkazał porządkiem, aby każdy z nich rydel, motykę, siekierę, żywności na pół roku, a dziesiątek jeden [czyli na każdych 10 wybrańców] dwie taczki, jedną piłę, dwa świdry i dwa dłuta z sobą miał.
Widzimy więc że wybrańcy nie tylko nie mieli być uzbrojeni, ale i stanąć mieli w swoich ‘cywilnych’ strojach, bez przyznawanej przez państwo barwy. 

wtorek, 12 czerwca 2012

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. X (IIb)


Króciutki, acz interesujący suplement do wpisu o wojskach prywatnych walczących w 1637 roku pod Kumejkami:
Napisałem tam, że Samuel Łaszcz miał pod komendą 500 jazdy, sugerowałem że chodzi zapewne o jazdę kozacką. W Dyaryuszu transakcji wojennej… znalazłem dzisiaj wzmiankę o owych przybocznych pana Samuela. Otóż nasz (nie)sławny zagończyk przyprowadził dworską gwardyą swoję, której było koni pięćset pod pana Turzejskiego dozorem, z Wołochów, Tatarów i wiernych sobie Kozaków zebranej. Nic więc dziwnego, że  pułk ten idealnie nadawał się do harców i podjazdów, zwłaszcza pod komendą tak doświadczonego oficera. 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Jako jabłko ze dwu czas złożone



W pierwszym tomie Ojczystych spominkow… Ambrożego Grabowskiego możemy znaleźć opis interesującego wynalazku artyleryjskiego:
Kulą Bonarowską zowiemy, bo za inwencią tego zacnego męża P. Jana Bonara, który był Rządcą wielgim (Wielkorządcą] wynaleziona: co ono był człek tłusty ale rozumu wielgiego i dowcipnego. Będzie jako jabłko ze dwu czasz złożone, a bywa z miedzi: wewnątrz łańcuch zamkniony w niej, a jeden koniec przynitowany bywa do jednej czasze, a do drugiej czasze drugi koniec łańcucha. Atoż skoro z działa ona kula wyleci, tedy one czasze rozskoczą się, a łańcuch jako szyroko rozciągniony między dwiema czaszami ile zajmie ludzi, tyle ich pobije. Do szturmu to dobra.
Nie wiem czy owej kuli kiedykolwiek użyto w operacjach wojennych, rzecz wydaje się bardzo ciekawa. Jeżeli ktoś kojarzy takowy przypadek, proszę o odpowiedni wpis w komentarzu. 

piątek, 8 czerwca 2012

Malarze znani i nieznani - cz. XLVIII


Tym razem obrazek będzie propagandowy, pytanie jednak czy sytuacja tam przedstawiona jest daleka od prawdy – prawdopodobnie nie. Rycina zatytułowana jest Okrucieństwa wobec ludności Dolnej Austrii wyrządzone przez polskich kozaków w służbie cesarza [w roku] 1620. Autorem był niderlandzki rytownik Jan Luyken (1649-1712), rzecz wydano w Leiden w 1698 roku. Oryginał znajduje się obecnie w zbiorach Rijksmuseum w Amsterdamie. Autor zapewne nie bardzo wiedział jak wyglądać mogli lisowczycy w 1620 roku, przedstawił ich więc jako bandę raczej odpychającą, brodatą, w podartych strojach (no i te urocze czapeczki…), uzbrojoną w szable, sztylety i dziwne rohatyny. Nie dziwi jednak, że 78 lat po wydarzeń w Dolnej Austrii owi ‘polscy kozacy’ cieszyli się tak złą sławą. Wszak w 1620 roku potrafili nawet wydobywać zwłoki z grobów, by je obrabować; mordowali kobiety i dzieci, tak że dowodzący na tym terenie oficerowie cesarscy starali się jak najszybciej pozbyć lisowczyków i odesłać do Polski. Polecam do zastanowienia tym wszystkim którzy pełni są bezkrytycznych zachwytów nad elearami polskimi…

czwartek, 7 czerwca 2012

Rój AD 1693


[powyższa fotka szerszenia została umieszczona tylko w celach ilustracyjnych, jako że nie wiem czy to o owe owady chodzi we wpisie, za to groźnie wygląda bestia…]
Ostatnio więcej czasu poświęcam ciekawostkom nie związanym bynajmniej z wojskowością XVII-wieczną. Z jednej strony to pewna forma odpoczynku od pik, rajtarów i sztandarów, z drugiej zaś strony czasami są to rzeczy tak interesujące, że aż człowiek chce się nimi podzielić. Ot, na przykład w 1693 roku Krzysztof Zawisza zanotował:
(…) robactwo zjawiło się dziwnie szkodzące ludziom i bydłu, od którego ukąszenia w przeciągu dwudziestu czterech godzin ludzie umierali, bydło zdychało. Ale ludzkie inwencje prędko wynalazły sposób uleczenia się, takowy: że to miejsce które było ukąszone, dziegciem okładali, od którego jad ów ustępował. Robactwo też to na kształt osy, w tem tylko różność, że i w pysku i w ogonie miało żądło, a nie tylko domowemu bydłu szkodziło robactwo to, ale leśnemu zwierzu; zkąd bardzo często znajdowano po lasach łosie zwłaszcza, zdechłe, tak dalece, że pod Króleszczewicami jp. podkomorzego mińskiego, strzelcy znaleźli łosi czternaści zdechłych. I gdzieindziej znajdowano padlinę zwierza.
Jak widać gdyby w Polsce kręcono filmy katastroficzne to pomysłów można by szukać nawet kilka wieków wstecz.

środa, 6 czerwca 2012

Łanowy rajtar, kozak i hajduk (byle nie Rusin)


[podziękowanie dla Marka Rogowicza za udostępnienie materiału źródłowego]
Udało się, dzięki materiałom z kolekcji Marka [dzięki!], znaleźć bardzo interesujący zapis źródłowy który do tej pory znałem tylko z wzmianki w pracy prof. Wimmera. We wrześniu 1648 roku szlachta województwa bełskiego zdecydowała się na wystawienia żołnierza łanowego; wojsko wojewódzkie miano 24 września popisać w obozie pod Bełzem. Niezwykle ciekawy jest sposób w jaki miano wystawić oddziały, a także jakie formacje miały być reprezentowane. Przyjrzyjmy się więc co przyjęło koło rycerskie województwa Bełskiego:
Każdy szlachcic, dziedzic y zastawnik […] także ich mość pp. duchowni y dzierżawcy dobr rzptey [królewszczyzn] mieli z 10 łanów wystawić żołnierza rajtara z koniem dobrym, z trojgiem strzelby, we zbroi, porządnie opatrzywy wszelką żywnością. Także z nowych osad, gdzie łany zkomputowane nie są, dziedzice mieli z każdych trzydziestu domów wysłać jednego rajtara. Arendarze, tak szlachta iako y plebeii, którzy dobr dziedzicznych nie maią w tym woiewodztwie, a summy znaczne na arendy rożnych dobr lokują, mieli także wystawić rajtara jeżeli suma wydana na arendy to 20 000 lub więcej.
Arendarze mniejszego kalibru mieli z kolei wystawić kozaka [chodzi tu o jazdę kozacką]. Także ci szlachcice, dziedzice, zastawnicy… nie posiadający 10 łanów mieli z każdych 6 łanów wystawic kozaka z troygiem strzelby, także porządnie. Uboższa szlachta miała się po kilku lub kilkunastu składać na wystawienie rajtara lub kozaka.
Wyprawa łanowa miała także składać się z piechoty. W tych ze nowych osadach, od których poddanych, którzy w chałupach tylko przy ogrodach swych mieszkają, a pól do nich nie maią, także od trzydziestu chałup, hajduka, byle nie Rusina [sic!] z muszkietem y szablą, w barwie błękitney, to iest żupan y katanka, porządnie wyprawić powinien.  Wystawienia piechoty mieli także współfinansować Żydzi.
Szczególnie (przynajmniej dla mnie…) interesująca jest instrukcja opisująca rajtarię, gdyż wspomniane jest uzbrojenie ochronnego w postaci enigmatycznej zbroi. W tym okresie może zapewne chodzić już tylko o napierśnik i naplecznika, niemniej jednak to kolejny przyczynek do historii tej formacji w służbie Rzplitej. 

wtorek, 5 czerwca 2012

Cebula, śliwki i spirytus marszałka Vaubana


Vauban w czasie swojej długiej kariery napisał wiele traktatów dotyczących zarówno obrony jak i zdobywania fortyfikacji. Lektura jego dzieł przynosi wiele ciekawych informacji, gdyż opisywał on nawet najdrobniejsze aspekty działań oblężniczych. Znalazłem właśnie ciekawy opis wiktuałów które zalecał dla złożonego z 4000 żołnierzy garnizonu sześciu bastionowej twierdzy. Zapas ten miał być wystarczający na 48-dniowe oblężenie – gdyż w tyle według niego dobrze przygotowani oblegający powinni być w stanie zdobyć twierdzę (niedługo przedstawię rozpiskę takiego oblężenia). Czym więc mieli się żywić obrońcy? W spiżarni twierdzy powinny się znaleźć przede wszystkim:
- 3 495 septiers [jeden septier to 235 funtów] ziarna i ryżu
- 5051 skrzyń cebul
- 1424 kwintali [gdzie jeden kwintal to 112 funtów] wołowiny
- 480 kwintali baraniny dla rannych i chorych oficerów
- 480 kwintali cielęciny dla rannych i chorych [szeregowych] żołnierzy
- 385 kwintali sera
- 8 kwintali śliwek dla chorych
- 275 muides [jeden muide to ok. 160 litrów] wina
- 825 muides piwa
- 108 muides eau de vie, czyli spirytusu
Niezwykle ważny, dla utrzymania morale żołnierzy, miał być tytoń. Na 4000 żołnierzy trzeba było przygotować 12 900 funtów tytoniu, gdzie jeden funt wystarczy na 112 fajek, dla równego rachunku przyjmijmy 100, biorąc pod uwagę ubytki [przy nabijaniu fajki]. Dowódca garnizonu powinien dbać o to, by zbiorniki na wodę były czyste i zawsze pełne. Co ciekawe, Vauban zalecał także, by żołnierze garnizonu mieli regularne dni postne, które miały ich uodpornić i przygotować do trudów oblężenia i braków żywności.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Kozacka metoda wychowawcza


XVII-wieczne metody wychowawcze bywały niezwykle interesujące, acz nie wiem czy udałoby się je teraz wprowadzić w życie. Bohdan Chmielnicki, mając problemy ze swoim synem Tymofiejem (znanym jako Tymosz lub Tymoszak) postanowił sięgnąć po ciężki (dosłownie) środek…
Tymosz, syn Chmielnickiego, srogi dziwak, wielki tyran, niestateczny, którego chcąc poskromić ojciec tymi czasy do dział przywiązać kazał i srodze bić go kazał, aż mu [Tymosz] przysiągł, że ma być dobry, stateczny i tak go kazał odkować i często się Chmielnicki porywał do szable, aż mu zachodzi z oczu.

sobota, 2 czerwca 2012

Tamgi


Jeszcze raz sięgniemy do Tatarów Litewskich pióra Stanisława Kryczyńskiego, tym razem jednak zahaczymy aż o okres średniowieczny. Kryczyński zamieścił bowiem w swojej pracy tamgi – znaki plemienne i rodowe plemion z Wielkiego Stepu. Takie wizerunki mogą zainteresować przede wszystkim wargamerów, grających armią tatarską (np. w OiM, acz nie tylko), jako interesujące wzory na sztandary dla tatarskich dostojników. 

piątek, 1 czerwca 2012

Hajduk nieborak i bestya jadowita


Z księgi horroru XVII-wiecznego tym razem atak żmii (jak sądzę po opisie) na hajduka służącego Albrychtowi Stanisławowi Radziwiłłowi. Rzecz działa się latem 1642 roku, a jak to relacjonował kanclerz wielki litewski:
Ku końcowi tego m[iesią]ca mój hajduk na świeżem sianie się położył: któremu, otworzywszy gębę, śpiącemu jadowita bestya w gardło wlazła; poczuł nieborak wchodzącą gardło już bestyą, ale już sobie nie mógł poradzić. Czuł rżnięcia wielkie wewnątrz, aż po lekarstwo zdechła już bestya jest wyrzucona.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło (no może nie dla żmii), ale za to hajduk bez wątpienia najadł się strachu…