czwartek, 28 maja 2015

Za pomocą brandy i szalonej odwagi


Dawno nie cytowałem wspomnień pułkownika de la Colonie z okresu wojny o sukcesję hiszpańską, pora to więc dzisiaj naprawić. Przeniesiemy się w czasie do września 1709 roku, na krwawe pole bitwy pod Malplaquet. Pułkownik opisze nam wspaniały atak piechoty sprzymierzonych na lewą flankę armii francusko-bawarskiej. Rzadko się spotyka taki przykład chwalenia przeciwnika, ale Francuz – mimo złośliwego przytyku o brandy – oddał hołd atakującym jego towarzyszy. Tłumaczenie (nie zawsze wierne) mojego autorstwa z wersji angielskiej.
Następnego dnia rano[1] bateria 30 dział [sprzymierzonych[2]] otworzyła ogień, jej nieprzerwane salwy dokonały wreszcie wyłomu w naszych fortyfikacjach [polowych] w lesie na lewej flance, a wtedy nadciągnęła kolumna  nieprzyjacielskiej piechoty. Maszerowała powoli, a o 7 rano doszła na wysokość baterii [sprzymierzonych] ostrzeliwującej nasze centrum. Jak tylko ta zwarta kolumna pokazała się przed nami, pośpiesznie podciągnęliśmy 14 dział, które ustawiono na froncie naszej brygady, tuż obok regimentu Gwardii Francuskiej. Ogień tej baterii był straszliwy, rzadko która kula chybiła celu. Nie mogłem nie zauważyć dowódcy [kolumny przeciwnika], który – chociaż zdał się być starszym człowiekiem – był jednakże niezwykle aktywny wydając rozkazy, także marsz przeciwnika nie ustał nawet na chwilę, [mimo że] kule armatnie spadały na nich bez wytchnienia, przechodząc przez zwarte szyki i masakrując całe szeregi na raz; jednak luki w kolumnie były prawie natychmiast łatane i kontynuowali swój marsz w naszą stronę, nie dając jednocześnie sygnału gdzie dokładnie uderzą. Nareszcie kolumna, zostawiając wielką baterię [sprzymierzonych] po swojej lewej stronie, zmieniał kierunek na prawo i rzuciła się w stronę lasu na naszej lewej flance, szturmując wyrwę w naszych fortyfikacjach. Wytrzymała ostrzał ustawionej tam naszej piechoty i nie zważając na duże straty wdarła się do lasu, zawdzięczając swój sukces w takiej samej mierze temu, że [żołnierze sprzymierzonych] byli spici brandy jak i swej szalonej odwadze.
Niewątpliwie brandy pomagała w takim starciu… Gwoli przypomnienia: pod Malplaquet miało zginąć lub odnieść rany 21 000 żołnierzy Marlborough i 11000 żołnierzy de Villarsa. Nic dziwnego, że na głowę tego pierwszego spadły w Anglii gromy za takie pyrrusowe zwycięstwo.  



[1] Czyli 11 września 1709 roku.
[2] Używam tego określenia dla oddziałów brytyjsko-holendersko-cesarsko-pruskich. 

wtorek, 26 maja 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXIV


Znów klimaty hiszpańskie, chociaż tym razem bitwa mniej udana. Pieter Andruaebsziib Cluyt na obrazie namalowanym ok. 1580 roku ukazał nam oddziały hiszpańskiej Armii Flandrii oblegające Aalkmar. Trwające od 21 sierpnia do 8 października 1573 roku starcie zakończyło się sukcesem gezów[1]. Dowodzący Hiszpanami Fadrique Alvarez de Toledo y Enriquez de Guzman, 4-ty diuk Alby, diuk Huescar, markiz Corii[2] musiał się obejść smakiem i został zmuszony do zwinięcia oblężenia. Kilka  ujęć pędzla mistrza Pietera, ukazujących słynne Tercio w czasie tej operacji.
 Pośrodku ładnie widać hiszpańskiego muszkietera, po lewej Tercio czekające na rozkaz do ataku. 
 Kolejne Tercio, dobrze widać opancerzenie pikinierów. 
 Tu z kolei mamy ciekawe ujęcie na pełny przegląd żołnierzy hiszpańskich: opancerzeni oficerowie i podoficerowie, równie dobrze zabezpieczony chorąży, tylko dobosz raczej ma nieciekawie. Po prawej stronie widzimy tarczowników, a na pierwszym planie interesujący pan - bez uzbrojenia ochronnego, ale z bronią drzewcową, Zwracają też uwagę dwaj katoliccy mnisi, błogosławiący idących w bój Hiszpanów. 
A tu zapewne sam Don Fadrique, w asyście pieszych drabantów. W tle znów Tercio i wspaniały las pik - uwielbiam to na obrazach z epoki. 




[1] Wspieranych przez najemną piechotę angielską i szkocką.
[2] Nie mogłem sobie darować…

poniedziałek, 25 maja 2015

La conquista de las islas Azores

W dzisiejszym wpisie królować będą hiszpańskie Tercio i hiszpańska flota, przyjrzymy się bowiem lądowaniu wojsk króla Filipa II na portugalskich Azorach w 1583 roku. Z opisem kampanii można się zapoznać chociażby tutaj, skupię się bowiem na przepięknym malunku (jego autor jest niestety anonimowy), który do dziś widnieje w Escorialu. Udało mi się wejść w posiadanie dobrej kopii tego malowidła, pozwolę więc sobie zamieścić kilka zdjęć. Widzimy tutaj kilka najważniejszych faz lądowania: desant osłaniany przez galery Alvaro de Bazana, osławione Tercio formujące szeregi na plaży a także fort Św. Katarzyny, którego działa ostrzeliwały lądujących Hiszpanów.
 Łodzie transportujące piechotę hiszpańską. 
 Kolejne zbliżenie na desant, na pierwszym planie jedna z galer osłania ogniem z dział lądującą piechotę. Po lewej pechowi Portugalczycy...
 Wiosłować, nie ociągać się!
 Ta łódź nie miała szczęścia, widać że wpadła pod ogień portugalskich żołnierzy i siedzący tu desant ponosi straty. 
 My strzelamy, wy wiosłujecie...
 I jeszcze raz.
 Prawdopodobnie flagowa galera samego admirała Alvaro de Bazan - okręt ten prowadził flotę hiszpańską, został przy tym uszkodzony przez ostrzał z portugalskich dział.

Raz jeszcze łodzie widoczne na lewej flance desantu.
Działa z fortu Św. Katarzy próbują powstrzymać atak Hiszpanów.
 Hiszpańskie Tercio sformowało szyki i maszeruje w głąb lądu. Dobrze widać niezwykle gęsty szyk tej formacji. 
 Kolejne Tercio, to nawet jeszcze liczebniejsze niż poprzednie.
 Oficerowie uzbrojeni w halabardy prowadzą Tercio do boju, 
 Arkebuzerzy z Tercio. 
 I kolejne zbliżenie na szyk Tercio. 
A tu ciekawostka, widzimy bowiem dwóch hiszpańskich (jak sądzę) kopijników. 

środa, 20 maja 2015

Sveriges Krig wydane po polsku


W zeszłym roku (jak ten czas leci) pisałem o tym, że będę miał przyjemność redagować polskie wydanie słynnego Sveriges Krig 1611-1632, tłumaczone przez p. Wojciecha Łygasia. Długo to zeszło - z mojej winy - niemniej jednak pierwsza część ukaże się wreszcie nakładem Wydawnictwa NapoleonV. Zapraszam do zapoznania się ze wstępem, spisem treści i kilkoma przykładowymi stronicami na stronie wydawcy. Jaki widać część 1 można zakupić z ładnym rabatem w porównaniu z ceną okładkową. Jest to pierwszy z 16 zaplanowanych tomów, każdy oryginalny tom SK będzie w polskiej wersji podzielony na dwie książki.
Jednocześnie raz jeszcze dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w pracach nad redakcją tejże pracy! Mam nadzieję, że przypadnie ona do gustu polskim Czytelnikom.

W konie (kopią!) - rzekł podstępny Hiszpan


Wczoraj pozostawiliśmy pana Bayarda tuż po pojedynku z Don Alonzem. Ciało Hiszpana zostało zabrane przez jego towarzyszy, tryumfujący Francuzi powrócili do swojego obozu pod zamkiem Monervine. Podpisano mający trwać dwa miesiące rozejm, ale sprawy nie wracały do normy. Hiszpanie nie mogli się pogodzić ze śmiercią Soto Mayor, niektórzy z nich przybywali do francuskiego obozu i zdawali się zaznawać niezwykłej przyjemności w próbach obrażania Francuzów.
Pewnego dnia Bayard i jeden z jego dobrych przyjaciół – D’Oroze – spotkali nieopodal swojego obozu grupę Hiszpanów. Panowie skłonili się sobie, a wtem jeden z Hiszpanów odezwał się do Bayarda:
Mój dobry francuski panie, ten rozejm trwać będzie jeszcze tylko osiem dni, a my jesteśmy nim już bardzo zmęczeni, być może i wy odczuwacie tak samo. Jest nas tu trzynastu; jeżeli zebralibyście swoją grupę [złożoną z] trzynastu [i stanęli na pojedynek] przeciw nam, byłaby to dla mnie i mych towarzyszy ogromna przyjemność.
Mówiący te słowa, Don Diego de Bizagna, miał w tym wszystkim ukryty motyw. Ten odważny i śmiały rycerz należał bowiem do kompanii poległego Soto Mayor, chciał więc pomścić jego śmierć. Bayard i D’Oroze zgodzili się na propozycję starcia i umówili się z Hiszpanami za tydzień w miejscu odległym o dwie mile. Jak można sobie wyobrazić, nie mieli żadnego problemu ze znalezieniem jedenastu ochotników do pojedynkowej kompanii…
Ustalono następujące warunki starcia:
- jeżeli rycerz straci swojego konia nie może już dalej walczyć
- ten który przekroczy wyznaczone granice pola starcia zostanie wzięty w niewolę
- starcie zakończy się z nadejściem zmroku
- jeżeli każda ze stron zachowa po jednym konnym na placu boju pojedynek zakończy się honorowym remisem.
W wyznaczonym dniu dwudziestu sześciu uzbrojonych w kopie rycerzy stanęło w szranki. Szybko okazało się jednak, że Hiszpanie mają opracowany plan zwycięstwa. Atakowali bowiem konie miast jeźdźców, czyniąc to tak skutecznie że po niedługim czasie jedenaście [francuskich] z nich leżało już martwych na placu. Hiszpańskie konie nie chciały jednak przestępować przez wał zabitych rumaków. Wykorzystali to Bayard i D’Oroze, szarżując śmiało i często na Hiszpanów, po czym wycofując się za wał trupów. Kiedy zapadł zmrok, Hiszpanie zeszli z pola walki, a dwa Francuzi zostali bezapelacyjnie ogłoszenie zwycięzcami.

Niestety kronika wyczynów Bayarda nie mówi co stało się z żądnym zemsty Don Diego de Bizagna, widać jednak że jego plan spalił na panewce. Bayardowi przybyło kolejne pióro do pióropusza jego rycerskiej sławy. Zapewne wspomnę w przyszłości o jego kolejnych wyczynach.

wtorek, 19 maja 2015

W akompaniamencie głośnego płaczu i lamentów...


Dawno temu obiecałem, że seigneur Bayard pojawi się po raz kolejny na blogu (pozdrowienia Matheo!). Pora więc obietnicy dotrzymać i to w najlepszym stylu, czyli opisując przesławny pojedynek z 1503 roku. Słynny rycerz wojował wtedy w szeregach armii francuskiej Karola VIII przeciw wojskom hiszpańskim w Italii – tak to się ślicznie w historii układalo…
W czasie tej kampanii doszło do starcia z oddziałem hiszpańskim dowodzonym przez kapitana Don Alonzo de Soto Mayor. Francuzi rozbili przeciwnika a sam Bayard pokonał Don Alonza i wziął go do niewoli. Bayard potraktował swego przeciwnika honorowo, oddając mu szacunek jako znanemu żołnierzowi, pozwalał mu więc na wiele, w zamian za danie słowa honoru że [Hiszpan] nie opuści murów zamku[1]. De Soto Mayor miał jednak inne plany i przemyśliwał jak to dać drapaka. Przekupił więc Albańczyka imieniem Theode, by ten pomógł mu w ucieczce i dostarczył dwa konie. Don Alonzo umknął do swojego obozu, mając jednak w planach przesłanie Bayardowi okupu za siebie, ustalonego wcześniej na 1000 dukatów. Gdy tylko Francuz zdał sobie sprawę z tego, że jego cenny więzień zniknął, wpadł w furię i wysłał oddział swoich przybocznych na poszukiwanie zbiegów. Po dwóch milach pościgu Hiszpan i Albańczyk zostali jednak złapani i przyprowadzeni do Bayarda. Ten skarcił Hiszpania, traktując cały pomysł ucieczki jako wyjątkowo niehonorowy. Kazał go od tej pory trzymać w jednej z zamkowych wież, acz we wszystkich pozostałych aspektach traktował go [honorowo] jak wcześniej. Po kilku dniach hiszpański herold i jeden z paziów Don Alonza przybyli z hiszpańskiego obozu z wyznaczoną sumą okupu. Panowie rozstali się – wydawało się – w zgodzie i Hiszpan powrócił do swoich towarzyszy.
Tu wydawałoby się, że historia mogłaby się zakończyć. Nic jednak z tego. Dumny Hiszpan zaczął bowiem narzekać na warunki w jakich go przetrzymywano, chociaż jednocześnie wychwalał charakter samego Bayarda. Le chevalier sans peur et sans reproche nie mógł jednak puścić tego płazem. Wysłał więc do Andres[2] herolda z pismem, w którym wyzywał Don Alonza na pojedynek. Hiszpan odpowiedział twierdząco, starcie ustalono na mające się odbyć za piętnaście dni. Bayard uzyskał zezwolenie od swoich dowódców na wzięcie udziału w pojedynku i poprosił swojego dobrego przyjaciela Bellabre’a by ten został jego sekundantem.
W dniu starcia Bayard był bardzo chory, nie powstrzymało go to jednak od stawienia się na polu. Czekał jako pierwszy, konno i ubrany na biało. Don Alonzo, wiedząc o chorobie Bayarda, postanowił zmienić warunki pojedynku i poprosił by walczyć pieszo. Myślał bowiem, że Bayard, będąc ciężko chorym, będzie zmuszony zrezygnować z pojedynku. Hiszpan jednak przeliczył się w swoich kalkulacjach, Bayard przyjął bowiem jego warunek. W obliczu licznie zgromadzonych szlachciców z obu stron, panowie stanęli do pojedynku, który trwał niezwykle długo. Przeciwnicy byli siebie warci i długo żaden z nich nie mógł zdobyć przewagi. Wreszcie Bayardowi udało się trafić Don Alonza w szyję, a w miarę upływu krwi Hiszpan zaczął słabnąć. Francuski rycerz rzucił się na niego i obydwaj padli na zakurzoną ziemię. Wykorzystując moment zamieszania, Bayard pchnął swoim poniardem pomiędzy nos a lewe oko. Zakrzyknął wtedy do przeciwnika, by ten poddał się  - Hiszpan jednak już skonał. Bayard, zasmucony śmiercią przeciwnika, oddał ciało Don Alonza pogrążonym w żałobie towarzyszom kapitana. Wtedy, w akompaniamencie głośnego płaczu i lamentów, Hiszpanie odjechali z ciałem poległego, a Francuzi zaprowadzili zwycięzcę [do swojego zamku] przy dźwięku trąb, obojów i licznych innych instrumentów.
I tu wydawałoby się, że historia mogłaby się zakończyć. Francuski honor został uratowany, Bayard podziękował Bogu za tryumf, Hiszpanie pogrążyli się w żałobie. To byłoby jednak za proste, prawda? Jutro napiszę więc o pojedynku, który był następstwem śmierci Don Alonza i utrwalił sławę le chevalier sans peur et sans reproche.


[1] Bayard wchodził wtedy w skład garnizonu w Monervine.
[2] Gdzie znajdował się obóz hiszpański. 

niedziela, 17 maja 2015

Szwedzi w 1813 roku (BW-N)


Znów wracamy do systemu "Bogowie Wojny - Napoleon", pora na kolejną nieoficjalną listę armijną. Jakiś czas temu wrzuciłem rozpiskę do korpusu duńskiego z 1813 roku, poprawiłem ten plik (zmieniłem zasady artylerii, doszło też kilka inspiracji do malowani) i można go znowu ściągnąć z dropboxa.
Duńczycy potrzebują jednak przeciwnika, opracowałem więc listę armijną dla armii szwedzkiej w 1813 roku. Pozwala ona wystawić 5 różnych awangard i 3 nieco zróżnicowane listy korpusu szwedzkiego z tego roku. Oczywiście to wstępna wersja zasad, mam nadzieję, że nieoceniony Artur (pozdrawiam!) spojrzy na nią krytycznym okiem i zasugeruje jeszcze jakieś zmiany. Póki co można jednak ściągnąć pdf z pierwszą wersją.
Mam już wstępnie rozpisany kolejny projekt nieoficjalnej listy do BW-N, tym razem dotyczące 1812 roku, ale o tym napiszę przy innej okazji.
Przy okazji reaktywowałem sobie stary Kadrinazi Wargaming Project, którym podpisywałem kiedyś Od Pskowa do Parkan. Od czasu do czasu różne nieoficjalne listy armijne do BW-N (a i nie tylko) będą sygnowane tym właśnie podpisem.

sobota, 16 maja 2015

Rajtarzy rzeźnicy


W dzisiejszym wpisie złapiemy za ogon dwie sroki: będzie coś niecoś o gwardii Władysława IV, ale i o milicji z Gdańska. Stanisław Oświęcim tak nam oto pięknie opisał wjazd królowej Ludwiki Marii do Gdańska, który odbył się 11 lutego 1646 roku:
Szły naprzód dwie kompanie rajtarskie[1], jedna za drugą, obiedwie złożone z samych rzeźników, jednak samych panów, druga młodzieńców towarzyszów rzemiosła, na koniech wszyscy barzo dobrych, sami wszyscy w czerwonych ungarlingach ze srybnemi potrzebami, za niemi drugie dwie kompanie jezdne kupców, jedna także panów, druga młodzieńców lub kupczyków, wszyscy na koniech barzo dobrych, sami w czarnych aksamitnych ungarlingach, pióra białe z czarnemi mieszane u kapeluszów. Za niemi szły dwie chorągwi piechoty gwardyjej Króla JMci, potym Kozacy[2] Pana Podkanclerzego W. Ks. L.[3], za tymi kompaniej dragońskich trzy Króla JMci, kawalkata potym przed karytą,m w której siedziała Królowa JM, następowała, która była wszytka aksamitu błękitnego ze srybnemi potrzebami, ośmią koni siwojabłkowitych barzo pięknych ciągniona. Około karety szło piechoty gwardyej królewskiej trzy chorągwie. Za karetą dwieście draganów królewskich w czerwonej barwie. Gdańskich chorągwi wszytkich było siedemdziesiąt, dobrze ludżmi okrytych, to jest pięćdziesiąt z mieszczan i różnych rzemieślników złożone, a dwadzieścia za pieniądze zaciągnione.
Opisy Gdańszczan generalnie odpowiadają temu, co można znaleźć w innych źródłach. Bardzo ciekawa jest wzmianka o dragonach gwardii królewskiej, którzy mieli mieć barwę czerwoną, a nie niebieską jak piechurzy JKM. Potwierdza to informację o takiej barwie dragonów, którą możemy znaleźć w Ingresie triumfalnym do Warszawy… Co ciekawe, także na czerwono mieli być przybrani – według Ingersu albo wiazdu Krolowey Iey Mosci do Gdanska 11 Februarii – dragoni królewicza Ferdynanda. Bardzo lubię takie okruchy w źródłach…



[1] Milicji gdańskiej.
[2] Tj. jazda kozacka.
[3] Kazimierz Leon Sapieha. 

piątek, 15 maja 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXIII

Kontynuujemy wątki malarsko-rytownicze (i otagowywanie artystów - udało się chyba otagować wszystkich...). Dziś Jost Amman i akwaforta przedstawiająca Stefana Batorego. Rzecz ciekawa, bo Batory przedstawiony tu jest jako wojewoda siedmiogrodzki, podczas gdy w dwóch miejscach na tym wizerunki widzimy datę roczną 1576. Jak pamiętamy od 14 grudnia 1575 roku Siedmiogrodzianin był polskim królem-elektem, koronowany zaś został 1 maja 1576 roku. Zapewne więc ma być to wizerunek przedstawiający go w okresie przed koronacją właśnie, jako że w 1576 roku urząd wojewody siedmiogrodzkiego przejął po nim jego brat Krzysztof. Tak czy inaczej wizerunek ciekawy i chyba nieco mniej znany, stąd też warto go tu przypomnieć. Oryginał znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie.

czwartek, 14 maja 2015

Malarze znani i nieznani - cz. LXII


Dawno nie było wpisu z cyklu malarskiego (właściwie powinien się nazywać malarsko-rytowniczy, ale co tam…), pora to więc nadrobić. Swoją drogą muszę uzupełnić tagi na blogu i dodać nazwiska malarzy i rytowników - to jednak robota na inny dzień. Dzisiaj zaprezentuje się nam Herr Hans Weigel i ryciny z wydanej w 1577 roku książki Habitatus Praecipuorum Populorum… das ist Trachtenbuch. Tego typu książki z rycinami przedstawiającymi przedstawicieli różnych nacji – zwłaszcza tych których autor nigdy nie widział na oczy – były bardzo popularne w Europie w XVI i XVII wieku. Np. Trachtenbuch z rycinami Weigla doczekał się drugiego wydania jeszcze w 1639 roku. Całość można podziwiać online na stronie British Museum, w którego zbiorach znajduje się egzemplarz drugiej edycji właśnie.  Ja wybrałem skromną próbkę, zachęcam jednak do obejrzenia całości.

U góry widzimy perskiego satrapę, zapewne tak Weigel wyobrażał sobie perskich wielmożów. Poniżej turecki janczar, węgierski jeździec (być może na polowaniu?) i dosyć specyficznie wyglądają turecki żołnierz wyglądający na Węgra uzbrojonego w nadziak i szablę. 


środa, 13 maja 2015

O piechocie w wojnie pruskiej wzmianka kolejna


Zagadnienie liczebności i organizacji piechoty cudzoziemskiej w armii koronnej w wojnie pruskiej 1626-1629 to zdecydowanie jeden z najbardziej interesujących mnie tematów.  Nieco informacji na ten temat zamieściłem już na blogu, nieco można znaleźć także i w mojej książce. Wciąż ‘w szufladzie’ pozostaje mój artykuł o tej formacji, wciąż nie jestem z niego zadowolony i dodaję coraz to kolejne fragmenty. Może kiedyś ujrzy światło dzienne – w takiej czy innej formie. Dużym problem dla badacza tego zagadnienia jest brak źródeł, zwłaszcza popisów jednostek. W książce zamieściłem co prawda informacje dotyczące lata/wczesnej jesieni 1629 roku,  oparte o Comput Woyjska J.K.M, niemniej jednak bardzo boli luka źródłowa pomiędzy końcem 1627 a końcem 1628 roku. To na przełomie tych dwóch lat doszło do, wspominanej już na blogu, reorganizacji jednostek cudzoziemskich. Zlikwidowano praktycznie wszystkie mniejsze regimenty i freikompanie, wcielając je do trzech większych regimentów piechoty. W Summariuszu, co brało wojsko pruskie ad rationem z skarbu Rzptej po sejmie blisko przeszłym i co mu Rzpta winna od 1 decembris 1626 a 1 septembris 1628 możemy znaleźć jednak bardzo ciekawą wzmiankę, dotyczącą wielkości tych regimentów. Możemy ją też porównać z wielkością regimentów z lata 1629 roku co chciałbym zrobić w dzisiejszym wpisie. Zobaczmy jak to wygląda:
I. Regiment Gustava Sparre: w 1628 roku pieszych jest 2755; w 1629 roku dla 9 kompanii (z 12 wymienionych na liście regimentu) to 2517 porcji.
II. Regiment Jakuba Butlera: w 1628 roku pieszych jest 1221; w 1629 roku w 5 kompaniach dragońskich i pieszych to 1035 porcji.
III. Regiment Ger(h)arda Denhoffa: w 1628 roku to 2547 porcji; w 1629 roku w 9 kompaniach to 3073 porcje.
Co prawda Summariusz… nie podaje nam ilości kompanii w regimencie, tu jednak możemy (a raczej musimy, z braku innych źródeł) oprzeć się na źródłach szwedzkich, a dokładnie na planach z opracowanych przez Erika Dahlbergha Ordre de Bataille 1600-1679, (Krigsarhivet, Stockholm).
Regimenty mają tam następującą liczbę kompanii:
- Sparre – 7
- Butler – 6
- Denhoff – 9

Brak polskich źródeł, wymieniających kompanie w regimentach  z tego roku,  nie pozwala co prawda ze 100 %-ową pewnością zweryfikować wiarygodności szwedzkiego źródła, jednak spora część nazwisk oficerów wymieniona przez Szwedów pokrywa się z tymi, które możemy znaleźć w 1629 roku. Mniejsza liczba kompanii w regimencie Sparre w 1628 roku nie dziwi – znaczna część tego regimentu pełniła bowiem służbę garnizonową (np. w Pucku). Ciekawostką jest spory spadek w liczebności regimentu Butlera, był to jednak swoisty „koń roboczy” armii Koniecpolskiego, bo składał się w znacznej części z dragonów. Nic więc dziwnego, że jednostka ta mogła ponosić wyższe straty niż pozostałe regimenty. Należy też oczywiście pamiętać, o charakterystycznym dla armii koronnej zawyżaniu liczebności oddziałów w trakcie ich popisów – nie możemy więc  zarówno liczb z 1628 jak i 1629 roku traktować jako bezwzględnej wielkości oddziałów. Duży odsetek dezercji, spore straty  - tak bojowe (Górzno, walki pod Malborkiem w 1629 roku) jak i niebojowe (z powodu chorób i głodu) – na pewno wpływały negatywnie na liczebność oddziałów. Źródła z 1629 roku podają podejrzanie wysokie stany jednostek, co daje podstawy do traktowania ich z dużą rezerwą.  

wtorek, 12 maja 2015

Kpi i z kurwy synowie


W kampanii żwanieckiej 1653 roku, u boku wojsk komputowych, wzięły także udział wyprawy łanowe. Województwa koronne wystawiły ok.5000 tego typu żołnierzy, sformowanych w chorągwie jazdy kozackiej i piechoty polskiej. Niestety zaciągi te nie odznaczyły się niczym pozytywnym, za to ich fatalnie niskie morale i wysoki poziom dezercji sprawiły, że łanowi szybko okryli się niesławą. Nic więc dziwnego, że w przekazach źródłowych możemy spotkać z bardzo dużą krytyką tego wojska. Poniżej chciałbym przytoczyć pamflet, którego autor nie przebierał w słowach i zarzucał łanowym tchórzostwo i brak patriotyzmu. Nie wiem co prawda spod czyjego pióra wyszedł ten wiersz, jednak biorąc pod uwagę dosadne określenia poeta musiał podzielać zdanie żołnierzy komputowych na temat wątpliwej jakości posiłków wojewódzkich.


poniedziałek, 11 maja 2015

Pokoje puste bez pieców, okien, drzwi.


Dzisiejsza notka będzie na smutniejszą nutę, ilustrując ogrom zniszczeń jakich doświadczyło wiele regionów w Polsce w czasie Wielkiej Wojny Północnej. Poniżej przedstawiam wycinek z akt grodzkich poznańskich z 1706 roku, ukazujący spustoszenia zamku Zbąszyń i okolicznych wsi przez Szwedów.  Oprócz ogromnych szkód natury materialnej, rzuca się w oczy zapis, że wszyscy ludzie strasznie zdezelowani i ubodzy. Fatalnie skończyła się dla Rzplitej ta wojenna awantura…




Szwedzi nie przepuścili i Kościanowi, tym razem jednak nie doszło tam - jak w czasie "Potopu" - do żadnej zasadzki na najeźdźców. 



niedziela, 10 maja 2015

Spisek koński z fryzami


Mam dziwne wrażenie, że poniższy zapis źródłowy już kiedyś na blogu zamieściłem, ale jakoś nie mogę go znaleźć. Może wrzucił to któryś z moich kolegów-blogerów?  Jeżeli okaże się, że już było, to z góry przepraszam, dajcie znać to skasuję wpis. O co chodzi? O spis koni królewskich ze słynnej stadniny królewskiej Zygmunta II Augusta; sporządzono go po śmierci króla. Ciekawe czy to owe ‘fryzy’ miały służyć w zbroi autorstwa Kunza Lochnera, którą widzimy powyżej.

Spisek koni które się zostały po śmierci króla J. M. Zygmunta Augusta w Knyszynie.
Konie jezdne:
Pocztowych koni – 120
Frizów młodych – 21
Dzianetów – 19
Łowczych – 30
Jednochodników – 28
Węzelków i podejzd(ków) – 48
Koni zbytnich – 40
Muł – 1
Summa jezdnych 395

Woźniki[1] :
Cugów[2] poszestnych[3] – 64
Cugów osmackich – 2
Cugów poczwórnych – 6
Cugów popiętnych – 1
Z gierarów cugów poszóstnych – 2
Cugów popiętnych – 2
Summa woźników koni 433

Summa jezdnych i woźników koni 828



[1] Konie zaprzęgowe.
[2] Czyli zaprzęgów.
[3] Czyli zaprzęgu złożonego z 6 koni. 

czwartek, 7 maja 2015

U Polaków wszystko odmienne


Znalazłem przepiękny fragment  opisu podróży króla-elekta Henryka Walezego do Polski , autorstwa legata papieskiego, Antoniego Marii Graziani, kardynała Commedoni. Rzeczy dotyczy przekroczenia granicy w Międzyrzeczach. Bardzo ciekawy jest kontrast pomiędzy eskortującą Francuza jazdą niemiecką, a  witającymi go Polakami. Istna rewia mody, którą w interesujący sposób opisał kardynał. Oj dostało się przy okazji niemieckim rajtarom, dostało - za to ich opis jest bardzo ciekawy.

Przybyl nakoniec Król do Międzyrzecza, miasta w Biskupstwie Kujawskim, gdzie już dziesięciu Senatorów, i niezmierne mnóstwo rycerstwa czekało na niego. Pospieszyli bowiem przedniejsi, każdy z pocztem swoim, do przywitania nowo obranego Pana. Wszystkie okoliczne wzgórza jazdą były okryte. Po lewej ręce stało 3000 Niemców, te odprowadziwszy Króla do granicy wraz do domów wracać miały. Uszykowali się i oni w porządku. Nic bardziej oczu uderzać nie mogło, jak bijąca różnica między postacią tych dwóch Narodów. Konie Niemców były ciężkie, tłuste i prawie wszystkie kare, strój równie czarny i krótki, najeżone i nieutrefione brody: nazywano ich Schwartz Reytery: nosili podługowate miecze, każdy po dwie strzelby i młotek żelazny.

U Polaków wszystko odmienne, nie jednakowej maści konie, nie jednak ubiór, różne nawet oręże. Lubo nie ma kraju, coby tak dzielne konie wydawał, przecież sprowadzając je z Tureczyzny, a nawet i Włoch. Majętniejsi wiele powodnych koni prowadzą za sobą. Rozmaite ubiory: ci w narodowym stroju, inni w Węgierskim, Tatarskim, wielu w Włoskim, niektórzy w Francuzkim. Podobnaż różnica i w zbroi. Jedni z łukami, strzałami, i zakrzywioną szablą, ci z kopijami i tarczami, inni w pancerzach i hełmach: niewielu ciężko uzbrojonych, lecz wszyscy letko i zwinnie koniem toczący. Niektórzy mieli głowy ogolone, inni z obstrzyżonemi, u wielu włosy długie, u tych broda długa, u tamtych ogolona prócz wąsów. Sama różność w ubiorach, niebieskie, zielone, szkarłatne szaty, drogie futra, jedwabiem i złotem świecące, dziwnie zachwycały oczy patrzących.

Henryk, spojrzawszy na te tysiące hufów, zachwycony odgłosem trąb i kotłów, ochoczemi całego mnóstwa krzykami, zawołał radośnie, dziś dopiero widzę się prawdziwym Królem.



środa, 6 maja 2015

W barwie... - uzupełnienie


Rozszerzyłem nieco, o kilka nowych źródeł, wpis o barwie hajduków, piechoty polskiej i wybranieckiej w armii Rzplitej, dziś publikuję poprawioną wersję. Oczywiście mam nadzieję, że uda się dotrzeć do kolejnych materiałów i po raz kolejny (może znowu za rok?) dodać nieco do dzisiejszego wpisu. Zobaczymy co się uda z tym zrobić...

I. Przyboczna piechota węgierska Stefana Batorego, towarzysząca mu w Krakowie w kwietniu 1576 roku miała mieć barwę fioletową.

II. Według uniwersału króla Stefana Batorego z 10 lipca 1578 roku, piechota wybraniecka miała występować w sukni swej barwy takiej jaką mu rotmistrz albo porucznik jego naznaczy.

III. Piechota (i jazda) zaciągów Jana Zamoyskiego na popisie z lipca 1580 roku
Wszystkie te poczty zewnętrznym wyglądem różniły się od reszty wojska, używając koloru sukien i zbroi czarnego, na znak podwójnej żałoby wodza, który stracił oprócz żony,  Krystyny Radziwiłłównej, także córkę z niej jedynaczkę.

IV. Rota wybraniecka rotmistrza Krzysztofa Gojskiego na popisie z 1581 roku była w w barwie błękitnej. Także błękitne stroje miały rota wybraniecka rotmistrza Myśliborskiego i rota wybraniecka rotmistrza Łukasza Sernego (acz tu mamy wzmiankę o białych pętlicach), również biorące udział w tym popisie.

V. Hajducy gwardii Zygmunta III w 1596 roku:
Szła naprzód chorągiew od 300 pieszych żołnierzy, zwanych hajdukami, złożona z Polaków i Węgrów, w ubiorze niebieski, z czerwonymi czapkami, niosący jedni halabardy (…) przy szablach, drudzy mieli rusznice z lontami, albo też obosieczne berdysze, ci pod Chorągwią Królewską szli przed pierwszemi.

VI. Wygląd piechoty polskiej i litewskiej według biskupa krakowskiego Józefa Wereszczyńskiego, który na sejmie warszawskim 1597 roku wniósł votum z strony podniesienia wojny potężnej przeciwko cesarzowi tureckiemu. 
Piechotę miały wystawić wszystkie ziemie koronne i litewskie, włącznie z dobrami królewskimi, duchownymi i szlacheckimi. 10 mieszczan miało wystawić jednego żołnierza z żołdem 9 złotych za ćwierć. Z kolei z ludzi luźnych, komorników, etc , wystawić miano niechby w siermięgach prostych robotniki, z rydlami, z siekierami. Zresztą i piechota miejska miała mieć ów sprzęt inżynieryjny na wozach. Piechurzy przeznaczeni do walki mieli być piechotą strzelczą, każdy miał mieć półhak dobry z pięciu funtami prochu i ze trzema kopami kul. Co ciekawe, biskup zalecał nawet jednolite umundurowanie dla piechoty. Błękitne delie a kurty białe dla Wielkopolski i Małopolski, delie czerwone a kurtki białe dla Mazowsza i Podola, z kolei Litwini mieli walczyć w deliach zielonych a w kurtach czerwonych.

VII. Piechota wybraniecka w województwie wołyńskim w 1630 roku:
Barwa zwyczayna, obłoczysta [jasno niebieska], petlice czerwone, wiec dziesiętnicy delie czerwone, żupany białe mieć powinni, ynszych apparament, które służą do rzeczy wojennych, nie spominam (…) Podszewka ma być czerwona tak do deliey iako y do żupanów; u dziesiątników zielona podszewka pod deliami czerwonemi. O muszkiety porządne, sążniste y o ynszy rynsztunek poczciwy żebyście mieli, y powtóre was proszę; także dziesiątnicy dardy mieć powinni.

VIII. Hajducy Krzysztofa Opalińskiego w 1644 roku:
Piechota mi cwała w głowie. Mój MPanie Bracie, ratujże mię. Będzie moich z pięćdziesiat w takiej barwie, jakąś WMś radził i chciał, to jest żupany błękitne, delie czerwone, utrumque z białłym kirem.

XI. Poniżej fragment Wiazdu wspaniałego posłów polskich, gdy do Paryża po Królowę Maryę Ludwikę przyjechali z 1645 roku:
(…) Pan Chłapowski Rotmistrz pieszy JPana Wojewody Pozn[ańskiego] Opalińskiego, na nim żupan atłasowy żółty, ferezya szkarłatna sobolami podszyta, czapka złotogłowowa sobola, zapona rubinowa przy piórach białych żurawich, buzdygan złocisty w ręku na drzewie indyjskim, przy boku miał szablę turkusami sadzoną, pod lewą nogą koncerz [oczywiście rotmistrz, mimo że dowodził piechotą, jechał konno], takąż robotą iako i szabla, koń pod nim cudny, siodło i czaprak haftowany złotem w kwiaty, strzemiona srebrne szerokie: na głowach podpierścień takiż: wodza, z łańcuchów srebrnych bardzo piękney roboty. Za nim szło piechoty 30 w żupanach czerwonych sukiennych, w katankach, w deliach tegoż sukna i maści, które sobie na ramiona powrzucali, u każdey deliyi po 8 srebrnych guzów, za magierką nożyki srebrne, na lewem ramieniu muszkiet, a w prawey ręce siekierka; wszyscy wygoleni po polsku. Przodkiem szło 4 dziesiątników, w takieyże barwie, z dardami, proporce, żółte i czerwone: A za nimi 6 szyposzów [grających na piszczałkach].
Po tem jechał Pan Pieczowski Rotmistrz pieszy Jmci Xięcia Biskupa Warmińskiego, w żupanie atłasowym szkarłatnym, w ferezyi axamitney zapona z piórami iak i u pierwszego Rotmistrza: na konu też tak dobrym i tak przystojnym iako i pierwszy, tylko że na nich była barwa zielona, za nim szło piechoty 25  w takimże stroiu, a petlice srebrne u delyi, w lilie robione za nimi 6 szyposzów, ubrani iako i piechota.

X. Kawaler de Labouveur w składzie wojsk witających królową Marię Ludwikę w Gdańsku w lutym 1646 roku widział trzysta hajduków, jasno-niebiesko ubranych księcia Karola (co jednak nie pokrywa się z innym źródłem, może więc chodzi o oddział kogoś innego?) oraz dwieście hajduków i dragonów czerwono ubranych Stanisława Albrychta Radziwiłła.

XI. W anonimowym Ingresie… wśród wojsk witających wjazd królowej Marii Ludwiki do Warszawy 10 marca 1646 roku znajdujemy także dwie chorągwie starosty lanckorońskiego w barwie błękitnej z węgierska przybrane.

XII. Wyprawa łanowa województwa bełskiego w 1648 roku:
W tych ze nowych osadach, od których poddanych, którzy w chałupach tylko przy ogrodach swych mieszkają, a pól do nich nie maią, także od trzydziestu chałup, hajduka, byle nie Rusina  z muszkietem y szablą, w barwie błękitney, to iest żupan y katanka, porządnie wyprawić powinien.

XIII. Piechota łanowa województwa sandomierskiego wedle uchwały z 28 kwietnia 1655 roku:
(…) żupany błękitne w pół goleni, katanki czerwone, białym kirem podszyte z potrzebami błękitnymi, kto chce może i delię, byle błękitną dać swemu [chodzi tu o to, że szlachcic wedle uznania mógł rekrutowi zapewnić delie], spodnie czerwone, czapki kapturowe na modłę niemiecką i buty również robione według niemieckiego wzoru.

XIV. W czerwcu 1653 roku szlachta ziemi przemyskiej uchwaliła wystawienie hajduków wyprawy łanowej w barwie, w żupanach błękitnych, w deliach czerwonych z muszkietami dobrymi.

XV. 22 kwietnia 1655 roku sejmik ziemi halickiej ustalił wystawienie ubranej z cudzoziemska wyprawy łanowej: muszkieter (…) w barwie błękitnej białym kirem podszytej, z guzami takimi częścią niemieckim krojem w palendraku strojem i sposobem cudzoziemskim z muszkietem lontowym.

XVI. Szlachta województwa ruskiego z kolei ustaliła 28 kwietnia 1655 roku, że hajducy wyprawy łanowej mają wyglądać następująco: barwa ma być żupan błękitny, katanka czerwona a przytem i kożuch in casum wojowania [w] zimie; muszkiet tenże hajduk powinien mieć lontowy.

XVII. Hajducy na ślubie Jana Sobiepana Zamoyskiego z Marią Kazimierą d’Arquien w 1658 roku, czyli pełna gala:
Szło najprzód sto hajduków w barwie Zamojskiego, na której wyszyte były płomieniste serca, cyfry i napisy złote, ładownice ich i pasy, podobnież ozdobione były: mieli na głowach kołpaki bobrowe z dwoma piórami białemi, stalowe ich topory, były pozłacane.

XVIII. Hajducy hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego (chorągiew dowodzona przez Franciszka Szeligowskiego) uczestniczący w tryumfie hetmańskim w Warszawie 12 czerwca 1661 roku wystąpili w barwie czerwonej.

XIX. Hajducy osłaniający poselstwo polsko-litewskie do Moskwy (1677-1678):
(…) po bokach szli hajducy pąsowo z Węgierska ubrani, z haftkami, petlicami i srebrnemi guzami.

XX. Hajducy nadworni króla Jana Kazimierza w 1667 roku opisani są jako piechoty węgierskiej w deliach tureckich trzydzieści.

XXI. Nadworna chorągiew hajducka Jana III Sobieskiego (opłacana z jego własnej szkatuły) w latach 80-tych XVII wieku ubrana była z węgierska, suknem czerwonym. Mieli oni zrazu wielkie białe płaszcze, wzorem Siedmiogrodzian, lecz zmieniono je następnie na kaftany, bardziej odpowiednie zwyczajem ich narodowości. Czapka ich opatrzona jest pióropuszem; dowódcy noszą pióra orle. Pierwszy dowódca nosi tygrysią skórę na plecach i wiele dziwacznego kształtu broni. Żołnierze uzbrojenie są w muszkiety i szablice.







wtorek, 5 maja 2015

Czarno to widzę, rzekł kanclerz do króla


Kolejny popis armii Stefana Batorego, tym razem z lipca 1580 roku, czyli poprzedzający wyprawę na Wielkie Łuki. Autorem opisu jest Reinhold Heidenstein, cytat oczywiście z Pamiętników wojny moskiewskiej:
Po rozejściu się rady, rozpoczął król przegląd wojska, a naprzód tych rot które były pod Gdańskiem[1] i Połockiem[2], a teraz dopiero co z leż zimowych ściągnęły. W tym celu stanąwszy na poblizkim pagórku, kazał chorągwiom przechodzić przez wązki mostek; a lubo wbrew dotychczasowemu swemu zwyczajowi staranniej niż poprzednio odbywał przegląd, mimo to jednak zaledwie kilku jeźdźcom zbrakował konie; zresztą ludzie, konie i zbroje wyglądały wspaniale.
Następnie popisywał się świeży żołnierz[3], mianowicie roty jezdne i piesze, zaciągnięte przez Zamojskiego[4]; widziałeś tam i senatorów i weteranów, co wiek na żołnierce strawiwszy, porzucili ją wreszcie, a teraz po długiej przerwie powrócili do niej na nowo; byli tam między innymi tacy, co jako namiestnicy roty dawniej wodzili; niejeden z nich sprawował urzędy, starostwa, inni znów zaszczytne dygnitarstwa na dworze; było też i mnóstwo paniąt z najpierwszych rodzin.
Jazda była dwojaka: ciężka czyli husarze z rynsztunkiem opisanym powyżej, gdy była mowa o popisie pod Dzisną[5], i lekka czyli kozacy; tym zamiast łuku i strzał dał Zamoyski dwułokciowe samopały, noszone przez plecy, i pistolety wiszące u pasa, zostawiając im szablę u lewego boku i spisy, od dawna przez nich używane.
Piechota pochodziła w przeważnej części z pogranicznych Węgier, część pewna nawet od Waradyna i z dalszych okolic; miał też nieco i polskiej piechoty, której część już w poprzednich wojnach służyła, w przeważnej jednak części był to żołnierz nowozaciężny. Przeszłego roku[6] miał Zamojski pod Połockiem piechotę węgierską z tychżesamych okolic; owóż gdy się rozeszła wieść o jego hojności dla wojska, zbiegały się teraz liczne hufce pod jego chorągiew i tym także osobno wyznaczył żołd, dając im za dowódcę Jana Tomasza Drohojowskiego, starostę przemyskiego, swego krewniaka.
Wszystkie te poczty zewnętrznym wyglądem różniły się od reszty wojska, używając koloru sukien i zbroi czarnego, na znak podwójnej żałoby wodza, który stracił oprócz żony,  Krystyny Radziwiłłównej, także córkę z niej jedynaczkę[7]; ta czerń niemało się też przyczyniała do tego, że hufce Zamojskiego już na pierwszy rzut oka wśród innych się wyróżniały.
Szczególnie interesująca wydaje się informacja o wyposażeniu jazdy kozackiej w zaciągach Zamoyskiego, jak widać kanclerz nie szczędził wydatków na swoich żołnierzy.
Co ciekawe, motyw żałobnych strojów w oddziałach Zamoyskiego miał się powtórzyć po śmierci króla Stefana Batorego. Na czarno odziane miały być oddziały zgromadzone na Woli w czasie elekcji, o której pisałem wczoraj[8], a sam hetman wielki w żałobnym stroju miał prowadzić swoją „czarną” piechotę do obrony Krakowa przeciw wojskom arcyksięcia Maksymiliana.

poniedziałek, 4 maja 2015

Pięćset pomieszanych z Niemcami Francuzów


Dziś coś w klimatach wyborczych. 30 czerwca 1587 toku rozpoczęła się wolna elekcja, która miała doprowadzić do wprowadzenia na tron Zygmunta III Wazy. Dwie najpoważniejsze kandydatury popierane były przez silne stronnictwa magnackie: szwedzkiego władcę wspierał swoim autorytetem i potęgą Jan Zamoyski, z kolei magnaci skupieniu wokół rodu Zborowskich byli  stronnikami austriackiego arcyksięcia Maksymiliana III Habsburga. Nic więc dziwnego, że sytuacja na Woli przypominała obóz wojenny w czasie kampanii. Pięknie to opisał biskup Piasecki w swojej kronice, pozwolę sobie w dzisiejszym wpisie przytoczyć ten zapis:
Naczelnicy stron z pocztami ludzi zbrojnych w wojennym wystąpili porządku. Górkowianie ze Zborowskiemi i ich stronnikami złączeni, liczyli blisko dziesięciu tysięcy wojska, w którem znajdowało się niemało chorągwi cudzoziemskiego zaciągu: sam Krzysztof Zborowski przyprowadził pięćset pomieszanych z Niemcami Francuzów, w sztuce wojennej doskonale wyćwiczonych. Zamojski przybył liczbą żołnierzy słabszy, ale potężniejszy ztąd, że cała wojska koronnego moc zawierała się w jego orszaku: wszyscy albowiem weterani, co na wyprawach króla Stefana służyli, pospołu z przebraną tego króla piechotą węgierską jego strony się trzymali. Hufce więc Zamojskiego, jako sztuki i karności wojskowej świadome, naprzód stanowiska swoje nakształt obozu obwarowały, opasawszy sięwałem i przekopem u wsi Powązków i Folwarków.

Bardzo zaciekawił mnie wpis o owej „Legii Cudzoziemskiej” Zborowskiego, niestety Piasecki nie wspomniał czy chodziło o piechotę (jak sądzę) czy o jazdę. Nie mogło też zabraknąć informacji o bitnych hajdukach Batorego, w tym okresie była to bodaj najlepsza piechota w armii Rzplitej.