piątek, 23 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXIX


Cornelis de Wael (1592-1667) to flamandzki malarz, który w wieku 27 lat wyemigrował do Italii, z którą miał się związać do końca życia. Wśród jego licznych prac,  możemy znaleźć sceny bitewne, kilka z nich zebrał w albumie na mojej stronie Facebookowej. Ostatnio wpadły w ręce zdjęcia bardzo ciekawego obrazu, chciałbym mu się przyjrzeć w dzisiejszej odsłonie.

Obraz ma przedstawiać scenę plądrowania, prawdopodobnie z niderlandzkiej wioski w połowie XVII wieku. Trudno jednak z samego malowidła wywnioskować, kim są owi żołnierze-bandyci, dokonujący rozboju. Mogą to być tak Hiszpanie jak i Holendrzy, może nawet maruderzy-dezerterzy z jednej z armii. To mieszanka piechurów (muszkieterów) i konnych, możemy zauważyć sporo ciekawych detali strojów i wyposażenia. Rabują co się da: od bydła i drobiu, przez stroje aż po garnki. Przed budynek wyprowadzani są mieszkańcy, można się domyśleć że czeka ich straszny los. Scena jakich wiele w czasie wojen 80-letniej i 30-letniej,  uchwycona tuż przed największą tragedią. Jedno z wielu okrucieństw owych konfliktów, które tak zmieniły mapę Europy Zachodniej w tym okresie. 


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Białogłowy luźne i podejrzane...


Zawiązany w 1661 roku w wojsku litewskim Związek Braterski ogłosił swoje artykuły wojskowe, które uchwalono na kole rycerskim. To bardzo ciekawy dokument, który - przynajmniej na papierze - reguluje powinności i zachowanie oddziałów konfederacji. Widzimy tu sporą rolę jaką miała odgrywać postać marszałka związku (Kazimierza Żeromskiego), jako że koło nadało mu wiele funkcji. 







czwartek, 15 czerwca 2017

Starcie tytanów pod Novarą


Miały być recenzje, nie miałem jednak czasu nad nimi przysiąść. Miast tego udamy się na krwawe pole bitwy pod Novarą, gdzie 6 czerwca 1513 roku armia francuska została pokonana przez wojska szwajcarskie i mediolańskie. Jednym z najważniejszych momentów starcia było zwarcie szwajcarskich pikinierów z niemieckimi lancknechtami. Znalazłem bardzo ciekawy opis autorstwa (późniejszego marszałka) Florange, który walczył tam w pierwszym szeregu. Tłumaczenie własne (jak zwykle luźne)  z przekładu angielskiego[1], jako że początek XVI wieku to trochę jednak (jeszcze?) nie do końca moja broszka, pewne rzeczy których nie jestem pewien dopisuję w przypisach.
Szwajcarzy nabrali odwagi i zaatakowali dużymi siłami, po czym doszło do starcia wręcz z lancknechtami, ale zapewniam was, że Szwajcarzy znaleźli tu godnego przeciwnika i przez długi czas zdało się, że przegrają bitwę. Jednakże lancknechtów było zbyt mało, jako wierzę iż w tym momencie stanęło ich może [do boju] 5000 zdatnych [do walki]. A pierwszy atak Szwajcarów został odparty i wierzcie mi gdy rzeknę, żem nigdy nie widział oddziału lancknechtów i arkebuzerów [pieszych] którzy stawali by tak walecznie. I oto Szwajcarzy zostali zmuszeni do wydzielenia 400 halabardników, których użyto do zaatakowania arkebuzerów [pieszych] lancknechtów, których było 800. [Strzelców] zmuszono do ucieczki, po czym halabardnicy uderzyli na flankę lancknechtów.
I przyszło tedy to tego, że bitwa została przegrana. Nikt nie wsparł [bowiem] lancknechtów, bo francuska piechota niechętna była walce; jak tylko ujrzała drugi atak Szwajcarów, zaraz w całości dała dyla. A pan Sedanu[2] szukał swych synów, których znalazł w bardzo słabym stanie. Pan Jamais, który był jeno lekko ranion, wsiadł na konia i próbował zbierać uciekających lancknechtów, a Młody Podróżnik[3] został znaleziony między martwymi, w takim stanie że był nie do rozpoznania, odniósł bowiem 46 poważnych ran, z których najlżejsza wymagała sześciu tygodni leczenia[4].
Jego ojciec odnalazł go i wsadził na konia należącego do młodego lancknechta, znaleziono nieopodal, po czym wywiózł go w eskorcie żandarmów[5]. I próbowali dwa czy trzy razy zebrać lancknechtów, ale francuskie działa, zdobyte teraz przez Szwajcarów, dały tak straszliwie ognia, że zniweczyły wszelkie wysiłki. I zginęło tam wielu dobrych lancknechtów, bo z trzech czy czterech setek stojących w pierwszym szeregu przeżyli tylko Młody Podróżnik, jego brat, szlachcice Fontaine i Fuillalme de Lympel oraz dwóch przybocznych halabardników Podróżnika. A wszyscy kapitanowie, poza dwoma, legli na polu bitwy.
Wiedzcie jednak, że kwiat Szwajcarów poległ w tej bitwie, bo też zginęło więcej Szwajcarów niźli lancknechtów.
Trochę się na końcu próbował nam Florange podbudować psychicznie, bo też klęska armii francuskiej była straszliwa…


[1] Za niezwykle ciekawą pracą Yuvala Noah Harari, Renaissance Military Memoirs. War, History and Identity, 1450-1600.
[2] Powstałe w 1424 roku księstewko (później protestanckie) ze stolicą w Sedanie. Jego władca tytułował się jako seigneur de Sedan.
[3] Le Jeune Adventureux, czyli sam autor relacji – Robert de la Marck, pan Florange, drugi syn pana Sedanu.  
[4] Ale wydobrzał – zuch chłopak!
[5] Ciężkiej jazdy.

niedziela, 11 czerwca 2017

Lud radosne wydawał okrzyki


Niedziela, wypadałoby więc nawet na blogu jakoś uroczyście i z przytupem. Udajemy się więc do Wilna w kwietniu 1745 roku, gdzie będziemy świadkami wjazdu hetmana Michała Kazimierza Radziwiłła (zwanego Rybeńko) do miasta. Będzie się działo: nie zabraknie husarii, petyhorców a nawet i przybocznych janczarów. Będą też przepięknie ustrojone konie, a od złota i szlachetny kamieni aż zabłyśnie. Jednym słowem - na bogato!


piątek, 9 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVIII


W kolejnym odcinku naszego tygodnia hiszpańskiego, mistrz Carducho ukaże nam bitwę pod Fleurus, stoczoną 29 sierpnia 1622 roku. To przepiękna scena bitewna, sam się dziwię że dopiero teraz zamieszczam ją na blogu.
Po lewej stronie widzimy atakujące oddziały protestanckie, dowodzone przez słynnych kondotierów: Ernsta von Mansfelda i „Szalonego” Chrystiana Brunszwickiego. Ten drugi, atakując na czele swojej jazdy, miał zostać ciężko ranny w rękę, którą trzeba było amputować.
Po prawej stronie opór stawia armia hiszpańska, zwłaszcza osławione tercios. Oficer z regimentem w dłoni, którego widzimy na pierwszym planie to dowodzący Hiszpanami Gonzalo Fernardez de Cordoba, generał armii w Palatynacie.
Po krwawym i zaciętym boju Hiszpanie pozostali na polu bitwy, ogłaszając się zwycięzcami (stąd też nazwa obrazu: Zwycięstwo pod Fleurus). Następnego dnia pościg ze strony hiszpańskiej jazdy doparł wycofujących się wojaków Mansfelda i Chrystiana, zadając im ciężkie straty. Zdziesiątkowane i zdemoralizowane resztki armii protestanckiej – praktycznie sama jazda – dołączyły do Holendrów, którzy zresztą niedługi potem, bo już po trzech miesiącach, pozbyli się Mansfelda i Chrystiana ze swojej służby. Strategicznie jednak patrząc, pojawienie się nowych oddziałów protestanckich zmusiło Hiszpanów, dowodzonych przez Spinolę, do zwinięcia oblężenia Bergen-op-Zoom.

Obraz to kolejne doskonałe studium strojów i wyposażenia z epoki. Widzimy to zwłaszcza na przykładzie dwóch oddziałów piechoty, walczących już niemal w zwarciu. Możemy także zauważyć ataki protestanckiej jazdy, załamujące się na zwartych szykach tercios. Nic więc dziwnego, że Carducho podkreślił tak ważną rolę piechoty w tej bitwie, nawet na pierwszym planie widzimy brutalną walkę wręcz pomiędzy dwoma piechurami. 

wtorek, 6 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVII


Kontynuujemy malarski tydzień hiszpański – znów Vicente Carducho, opiewający kolejny tryumf Armii Alzacji diuka Ferii. Tym razem to skuteczna odsiecz Konstancji, gdzie udało się odeprzeć Szwedów Horna. Diuk tym razem w o wiele bardziej bojowej pozie, doskonale widać detale zbroi – miejmy tylko nadzieję, że nie było mu zbyt zimno w nogi. Zwraca uwagę zamiłowanie mistrza Vicente do malowania kopii, nawet paź diuka trzyma w ręku jedną.
Kolejne przydatne studium strojów i wyposażenia z epoki: od oficerów, przez jazdę, po szeregowców z BPP. Na dalszych planach widzimy waleczne tercios, idące do boju w zwartych szykach. Moją szczególną uwagę zwróciła kolumna zaopatrzeniowa: widzimy tam wozy zaprzężone w woły, a także osły z przytroczonymi do boków kuframi.

Kolejny tryumf diuka – także z 1633 roku – już jutro. 

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVI


W tym tygodniu skupimy się na wpisach „malarskich”, znów związanych z malowidłami przedstawiającymi tryumfy armii hiszpańskiej. Ech ta kolekcja z Prado…
Obraz namalowany przez Vicente Carducho (1576-1638) znany jest jako Szturm na Rheinfelden albo też pod jakże uroczym długiem tytułem Odsiecz dla trzech miast nad Renem, poprowadzona przez diuka Ferię. Rzecz dotyczy istotnie zdobycia, w 1633 roku, szwajcarskiego miasta Rheinfelden. Liczącą 20 000 żołnierzy armią hiszpańską (tzw. Armią Alzacji) dowodził Gomez Suarez de Figueroa y Cordoba, trzeci diuk Ferii – od swoich przewag na polu bitwy znany zresztą jako Wielki Diuki Ferii.
Widzimy go po prawej stronie (w zbroi i kapeluszu), wydającego rozkazy oficerom. Tuż obok widzimy paziów generała, trzymających jego konia; także oddział przybocznych kirasjerów. Na dalszym planie widzimy hiszpańskich lansjerów ścierających się z jazdą protestancką. Piechota tercios szturmuje zarówno przez wyłom w murze jak i używając drabin. Zwraca uwagę hiszpański chorąży, który dostał się na jedną z wież i stamtąd zachęca towarzyszy do walki. Jak zwykle mamy tu do czynienia z przepięknym studium strojów i uzbrojenia, chociaż nieco podejrzana jest tak duża ilość lansjerów.

Jutro zajmiemy się kolejnym obrazem Carducho ukazującym tryumf Armii Alzacji…

piątek, 2 czerwca 2017

Po szwedzku na modłę włoską...



Dziś ciekawostka ze świata szermierki z końca XVII wieku. W 1693 roku w Sztokholmie został opublikowany pierwszy szwedzki traktat szermierczy pod przydługim tytułem Palaestra Svecana: eller den Adeliga Fachtare-Konsten. Jego autorem był dworski fechmistrz Dietrich von Porat, a ryciny (w liczbie 24) wykonał Erik Reitz. Von Porat miał pożyczyć to i owo od włoskich mistrzów, mając nadzieję że przyjmie się to na zimnej Północy. Kto chętny do ćwiczeń, proponuje zapoznać się z wersją dostępną online

sobota, 27 maja 2017

O wojakach co się ich ani szabla ani kula nie ima


Okazuje się, że armia koronna miała w Prusach kuloodpornych żołnierzy. Co prawda było w to zaangażowane nieco magii, ale czego się nie robi by pokonać Szwedów? Charles Ogier pod koniec marca 1636 roku zanotował taką oto historię opowiedzianą przez gdańskiego mieszczanina:

(…) prawdziwe są opowieści o pewnych żołnierzach, którzy dzięki diabelskim i czarodziejskim sztuczkom tak są przeciw kulom muszkietowym zabezpieczeni, iż nie można ich zranić. Kiedy bowiem kula ich trafi, to nie wchodzi w ciało, lecz robi tylko guza, który da się wyleczyć w ciągu kilku dni. Opowiadał też co z kolei zasłyszał od swojego brata, kiedy tamten, będąc jeszcze młodzieńcem, wybierał się na wojnę. Otóż pewnego razu wsiadł on na wóz jakiegoś chłopa, ten zaś widząc młodzieńca sposobiącego się do wojaczki, zadeklarował się wtajemniczyć go w ów sekret przeciw kulom muszkietowym. Wówczas młodzieniec, mając przy sobie muszkiet, bez zastanowienia wypalił do woźnicy. Ten, będąc pod wpływem czarów, lecz nie spodziewając się takiej reakcji, zwalił się wprawdzie na ziemię, ale kula nie utkwiła w jego grzbiecie. Nieco rozgniewanych powiedział, że gdyby został o tym uprzedzony, to nawet z kozła by nie spadł. Kerschenstein wymienił mi nawet pewnego kapitana czy pułkownika, który wielu takich żołnierzy do Prus ściągnął; sam zresztą widział niektórych z nich.

Dociekliwy Francuz wrócił do tego jakże fascynującego tematu miesiąc później, znów wypytując Gdańszczanina o owych zaczarowanych, co to się ich ani szabla ani kula nie ima. Odrzekł mi ten człowiek, nie lękliwy  i rozumny, że z taką pewnością może mi o nich opowiedzieć, z jaką by chciał, żebym go uważał za człowieka uczciwego. Oświadczył, że widział nawet cały regiment takich żołnierzy, którymi dowodził Ernest Denhoff, ten sam co w Sztumskiej Wsi był z nami w charakterze komisarza. Nazywano ich passawczykami, gdyż – jak już wspominałem – przybyli z wojska biskupa Passawy. Wielu chłopów z okolic Norymbergii do teraz praktykuje w życiu codziennym tę czarnoksięską sztukę.


 Księciem-biskupem Passawy był od 1625 roku arcyksiążę Leopold Wilhelm czyli nader bojowy pan którego widzimy powyżej. Nic dziwnego, że u tak wojowniczego władcy służyli kuloodporni żołnierze. A że były w to zaangażowane czarty i magia? Cóż, cel uświęca środki...
Co do Ernesta Denhoffa – wydaje mi się, że chodzi o Magnusa Ernesta Denhoffa, który pod koniec 1626 roku zaciągał regiment piechoty niemieckiej dla armii koronnej. Oddział ten dotarł do wojsk Koniecpolskiego po bitwie pod Tczewem, a po pewnym czasie Magnusa Ernesta zastąpił Gustav Sparre. Kuloodporni służyliby więc głównie w obronie wybrzeża w okresie po 1627 roku. 

środa, 24 maja 2017

Colours playing and the Drums beating


W 1678 roku Karol II wysłał do Flandrii niewielki korpus posiłkowy, który miał wspierać Hiszpanów i Holendrów w walce z Francuzami. Na jego czele stał James Scott, pierwszy diuk Monmouth[1]. Brytyjczycy (bo wśród wysłanych regimentów były też regimenty szkocki i irlandzki) zostali rozlokowani w Ostendzie i Brugii, gdzie przyszło im cierpieć z powodu chorób, które zebrały krwawe żniwo wśród żołnierzy. Korpus nie walczył zbyt wiele, miał to za okazję – 29 maja 1678 roku – odbyć całkiem miłą dla oka defiladę w Brugii. Świętując urodziny Karola II, żołnierze:
Zaczęliśmy naszą ceremonię około 9 rano i trwała ona do 2 po południu. Wszystkie regimenty ustawiły się, wedle starszeństwa, w linii, przyjmując postawę [jak na placu bitwy]:pikinierzy pomiędzy [oddziałami] muszkieterami, 30 dział oddało w mieście trzy salwy, a pomiędzy każdą z nich strzelali muszkieterzy, po czym wznoszono [głośny] okrzyk. Machano sztandarami, bito w bębny, wszyscy mieszkańcy [miasta] przyznawali że nigdy w życiu nie widzieli wspanialszego widoku.




[1] Najstarszy nieślubny syn Karola II. 

wtorek, 23 maja 2017

Niezwykle bojowe anioły


Dziś będzie bojowo-religijnie, bo Bartek (serdecznie pozdrawiam!) podrzucił mi niezwykle interesujący artykuł. Agata Andrzejewska i Karol Demkowicz w 2012 roku opisali bowiem specyficzny wątek w ikonografii hiszpańskiego Wicekrólestwa Peru: wizerunki aniołów uzbrojonych w broń palną. Autorami malowideł byli indiańscy poddani Hiszpanii, z tzw. szkoły cuzqueńskiej. Badacze opisali sporo przykładów, artykuł jest też suto okraszony ilustracjami. Zdecydowanie polecam lekturę, artykuł w języku angielskim można przeczytać tutaj.

niedziela, 21 maja 2017

Alabastrowy Szwed


W dzisiejszym wpisie rzadkość, bo nie malarstwo a rzeźba. Leonhard Kern (1588-1662) to niemiecki rzeźbiarz, specjalizujący się w XVII wieku w produkcji niewielkich figurek, z motywami religijnymi, mitologicznymi, ale i nie tylko. Kern miał niestety okazję na własne oczy być świadkiem okropieństw wojny trzydziestoletniej: w 1620 roku musiał uciekać z ogarniętego walkami Palatynatu. Nic więc dziwnego, że i tematyka z tego konfliktu trafiła do jego warsztatu. Niestety udało mi się znaleźć tylko jedną próbkę tego rodzaju. Jest to pochodząca z lat 40. XVII wieku alabastrowa figurka przedstawiająca szwedzkiego oficera (kawalerzysty?) prowadzącego nagą brankę. Kobieta ma związane ręce, żołnierz  przytknął jej do pleców ostrze. Niestety możemy się domyślać, jak okrutny los ma ją czekać. Jest coś przerażającego w tej scenie,  w tym zastygłym prologu do tragedii która zaraz się rozegra…

Jeżeli ktoś z Czytelników ma zdjęcia innych rzeźb Kerna związanych z tą wojną, proszę się odezwać – bardzom ciekaw ich tematyki.  

sobota, 20 maja 2017

Nie ciążą jeleniowi rogi


Bardzo ładna anegdota o moim ulubionym wodzu, czyli hetmanie Stanisławie Koniecpolskim. Niestety nie wiem której kampanii to dotyczy (w końcu kilku brał udział), ale fakt że żołnierz winien nosić uzbrojenie ochronne wskazywałoby na to, że wchodził w skład jednej z jednostek jazdy: husarii, kozaków lub rajtarii. Tak czy inaczej, historyjka „bardzo zgrabna”:

(…) zobaczywszy na placu żołnierza niezbrojnego, strofował go, że był bez pancerza: »Moje to będzie nieszczę­ście gdy zginę," odpowiedział śmiało żołnierz. »Prawda, rzekł Koniecpolski, ale gdy tak niedbasz o życie, pamiętać masz, że winieneś go szanować dla ojczyzny i wodza, który radby was nietylko nieobrażonych, ale i nieśmiertelnych oglądał. Niepowinno bydż ciężkiem żelazo, kiedy jest ochroną życia. Tak, tak wolę ja, że długo będziesz zwyciężał, niż gdybyś prędko zgi­nął. Nieciążą jeleniowi rogi, ale go zdobią, a zbroja żołnierzów i zdobi i bespieczeństwo daje."

czwartek, 18 maja 2017

800 Irlandczyków - ale na obrazku tylko 5


Słynna rycina ukazująca przykłady "800 Irlandczyków' z armii Gustawa II Adolfa, którzy mieli w 1631 roku wylądować w Szczecinie od lat jest przedmiotem sporów i dyskusji. Bardzo ciekawą analizę przedstawił autor bloga "Project Auldearn 1645", wpis można znaleźć tutaj. Jest tam też i druga znana rycina, przedstawiająca Irlandczyka/Szkota, Lapończyka i Fina, czyli najbardziej "egzotyczną" część armii szwedzkiego króla.
W kolekcji online British Museum znalazłem kolejną wariację na temat tej ryciny (widzimy ją powyżej), pochodzącą z 1631 roku. Jest ona o tyle ciekawa, że do oryginalnych czterech postaci dodaje jeszcze jednego łucznika - ubranego zupełnie inaczej niż koledzy, ale także uzbrojonego w łuk. Ciekawego skąd autor czerpał inspirację do tego dzieła? Wrzucam w charakterze ciekawostki, bo też tego rodzaju ulotki tak jak są często urocze, tak często mają totalnie poplątane szczegóły i nie można ich traktować jako najlepszego źródła.

środa, 17 maja 2017

Padli na kolana zaraz i śpiewali nabożnie


Wspominałem kiedyś o przykładzie dobrej religijnej „wróżby” przed bitwą pod Beresteczkiem. Stanisław Oświęcim podał jeszcze jeden, nieco wcześniejszy przykład z tej kampanii, wskazujący jak ważną rolę przy morale armii polskiej odgrywała religia.
Tej nocy zaraz[1], która to była ze środy na czwartek, chorągiew[2] Pana Stanisława Potockiego, Wojewody Podolskiego, na straży będąc w polu, widzieli białogłowę na powietrzu płaszczem swym obóz nas okrywającą, co Najświętszej Pannie przypisawszy, padli na kolana zaraz i litaniam Lauretanam śpiewali nabożnie. Które widzenia mieliśmy sobie za oczywiste znaki protekcyej Jej nad wojskiem i przyszłych, da Bóg, zwycięstw. A nie dziw, było albowiem na ten czas tak żarliwie w obozie nabożeństwo, że szopa królewska, w której na ołtarzu cudowny N. Panny stał zawsze obraz, we dnie i w nocy bez przestanku napełniona zawsze była towarzystwa, czeladzi i innych różnych ludzi, nabożeństwa swoje z wielką odprawujących pokorą.
Swoją drogą zaciekawił mnie wątek owego cudownego obrazu, towarzyszącego Janowi Kazimierzowie. Kojarzy ktoś o co chodzi?




[1] Z 31 maja na 1 czerwca.
[2] Mogła to być chorągiew husarska lub jedna z trzech chorągwi kozackich wojewody. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Na trąbach podobnych żmudzkim


W lutym 1658 roku do Moskwy przybyło poselstwo perskie. Na nasze szczęście w stolicy carów przebywał wtedy Stefan Franciszek Medeksza, który pozostawił po sobie opis wjazdu Persów do miasta. Notka niezbyt długa, ale wspomina obecność perskich tufekczi uzbrojonych na modłę europejską.


niedziela, 14 maja 2017

Bardzom chętny na wejście w szwedzką służbę


Latem 1629 roku John Barrington miał nadzieję zostać oficerem na służbie szwedzkiego króla Gustawa II Adolfa.  Najmłodszy syn Sir Francisa i lady Joan Barrington, miał już pewne doświadczenie wojskowe – w 1628 roku brał udział w angielskiej wyprawie do La Rochelle. Z listu który w sierpniu 1629 roku napisał do swojej matki możemy się dowiedzieć o planach angielskiego najemnika. Oddajmy mu głos, bo też to bardzo ciekawe spojrzenie na motywację ludzi szukających w tym okresie wojskowego zatrudnienia:
Mam nadzieję, jeśli Bóg pozwoli, udać się do Szwecji z kompanią na szwedzką służbę, jednak póki co nie mamy absolutnie żadnej odpowiedzi na warunki [zaciągu i służby] które zawiózł do króla [Gustawa II Adolfa] Holender który ma być naszym pułkownikiem [regimentu] jeżeli dojdzie do zgody [na nasze] warunki. Mój specjalny przyjaciel[1] zażądał bym służył [jako oficer] w regimencie, na com ochotnie przystał. Nie ma jednak pewności, póki nie usłyszymy [ze Szwecji] by wiedzieć na czym stoimy. Główne punkty na które nalegaliśmy dotyczą pieniędzy które mianoby nam wypłacić na zaciąg ludzi; oraz na jak długo mogliby nas zaciągnąć, jako że chcemy by król w naszym kontrakcie zapewnił nam przynajmniej trzy lata służby. Na zaciąg wojska winni nam zapłacić, tak jak robili to dla niektórych [oficerów] wcześniej, połowę pieniędzy tu i teraz, a resztę miesiąc po naszym dotarciu tam, jednak mamy nadzieję, że wypłacą nam całość tutaj na zaciąg i transport ludzi -  – to jest 300 dla każdego kapitana. Żołd kapitan jest [u Szwedów] bardzo dobry, to jest 25 funtów na miesiąc, 10 dla porucznika i tyleż dla chorążego. Bardzom chętny na wejście w szwedzką służbę, jeżeli tylko uda się uzgodnić by wypłacono nam całość pieniędzy tutaj na zaciąg i transport naszych ludzi, inaczej nie będziemy ich w stanie zaciągnąć z braku pieniędzy.
Co ciekawe, plan dołączenia do armii szwedzkiej spalił na panewce. Młody Barrington wciąż jednak próbował szczęścia w wojsku. W 1630 roku trafił do armii Zjednoczonych Prowincji, pod komendę lorda Vere.  Tu jednak szybko opuściło go szczęście i zmarł na początku 1631 roku.




[1] Nie wiadomo kim jest ów Holender, będący ‘specjalnym przyjacielem’.  

sobota, 13 maja 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXV


Dawno tu u nas nie gościł Matthäus Merian Starszy, ale za to dzisiaj będzie miał pokaźne wejście. Chciałbym bowiem przedstawić garść jego rycin z wydanego w 1630 roku dzieła Historische Chronica, autorstwa Johanna Gottfrieda. Na Akg-images udało mi się znaleźć pokaźną ilość, niestety część z nich pokolorowana, więc nie z oryginalnego wydania. Merian Starszy ukazał tam wydarzenia od czasów biblijnych po jemu współczesne (jak prezentowana u góry defenestracja praska z 1618 roku). Oczywiście mamy tam pomieszanie z poplątaniem, wielu wojaków starożytnych czy średniowiecznych wygląda jak ci z XVI czy XVII wieku, Tatarzy mieszają mu się z Turkami, niemniej jednak warto to pooglądać. Poniżej wybór skupiający się na interesującej mnie epoce.
Morderstwo Michała Walecznego w 1601 roku 

Concino Concini zostaje zamordowany w 1617 roku z rozkazu diuka de Luynes

Bitwa pod Kappel w 1531 roku

Masakra Naarden w 1572 roku (Hiszpańska Furia)

]
Sułtan Mehmed III nakazuje egzekucję żony i synów

 Oblężenie Budy w 1603 roku

 Oblężeniu Osijeku w 1537 roku
Egzekucja uczestników Spisku Prochowego
 Prześladowanie protestantów francuskich w 1534 roku

Kolejne tureckie oblężenie, acz nie znalazłem czego

Francois Ravaillac śmiertelnie rani Henryka IV w 1610 roku

Sacco di Roma w 1527 roku

A na koniec dwie polskie perełki...
 Bitwa pod Legnicą w 1241 roku
Straszliwy najazd Tatarów na Polskę w 1288 roku

piątek, 12 maja 2017

Szalony koń i italskie winorośla


Wracamy do przygód seigneura de Bayard, tym razem lądując pod Marignano pierwszego dnia bitwy, czyli 13 września 1515 roku.  Chociaż to Francuzi ostatecznie wygrali to krwawe starcie, pierwsza faza bitwy wcale na to nie wskazywała. To wtedy właśnie nasz rycerz otarł się o śmierć w czasie walk ze szwajcarskimi piechurami. Jak zwykle luźne tłumaczenie z angielskiego jest mojego autorstwa.
W toku ostatniej [tego dnia] szarży na Szwajcarów nader dziwna przygoda przydarzyła się Bayardowi, który cudem tylko uratował swój kark. Dosiadał wtedy narowistego konia, który, ranion od wielu pik, pozbył się ogłowia i nie czując już [kontroli ze strony jeźdźca] ruszył prosto śród Szwajcarów i zawiózłby swego jeźdźca w kolejny oddział [którego żołnierze] nie daliby [Bayardowi] pardonu. Szczęśliwym jednak trafem, koń zaplątał się w winoroślą wiszące, jak to zwykle w Italii, między drzewami i musiał się zatrzymać.
Jeżeli Bayard kiedykolwiek bał się o swe życie, to właśnie wtedy. Zsunął się z siodła na ziemię, pozbył się całej zbroi i pełznąc na czworaka – by nikt go nie zauważył – ruszył w tę stronę skąd dochodziły okrzyki ‘Francja! Francja!’ i tak dotarł bezpiecznie do obozu królewskiego [króla Franciszka I], z całego serca dziękując Najwyższemu za wybawienie z tak wielkiego niebezpieczeństwa.

Jak widać Bayard nie widział nic niehonorowego w takiej ucieczce, zresztą walki z drugiego dnia bitwy pokazały, że duch w rycerzu nie upadł, a ostatecznie to Francuzi przeważyli w bitwie. Ale to już historia na inną okazję…

środa, 10 maja 2017

Ono słowo, o które się i chłopi w karczmie gniewają


Kniaź Temruk Onychowicz Szymowicz Petyhorski gościł już wcześniej na blogu, bo też był z niej wojak niezwykle dzielny. W czasie swojej kariery przyszło mu walczyć z Turkami, Gdańszczanami i Moskwą, znalazłem jednak epizod w którym doszło do specyficznej walki bratobójczej z udziałem naszego rotmistrza. W 1578 toku, w czasie pobytu Stefana Batorego we Lwowie, Temruk miał się pokłócić z pisarzem polnym Wacławem Wąsowiczem. Oto jak doszło do zwady:
Wąsowicz Pisarz polny na ratuszu oddawał z kwarty pieniądze żołnierzom. Timrukowi się coś do Pisarza nie podobało, że mu się ta czegoś z służby wytrącać miał, napominał się często by mu tego nie czynił a niewinności swej rationes dawał. Owa na rynku zetknąwszy się z nim Timruk surowo z nim mówić począł, odpowiadać słowa za słowa, aż Timruk zapalony powiedział mu ono słowo, o które się i chłopi w karczmie gniewają, za tym Wąsowicz pięścią mu w gębę dał, on zaś do szable, owa było ich wnet kilkadziesiąt dobytych. Timruk jakoś ustępując się z bronią padł, i w prawą rękę obrażon,  nie wiedzieć od kogo, nie od Wąsowicza, ale w rozwadzeniu od kogoś innego, owa skoczyli, to ten, to ów, rozerwali je, kłopotu dosyć było. Timruk jako wściekły żadnym sposobem jednać się nie chciał.
Panowie byli tak skłóceni, że sprawę przedłożono przed sąd królewski, gdzie Temruka, jako cudzoziemca, reprezentował przydany przez Batorego jako prokurator Dutkowicz. Król próbował pogodzić skonfliktowane strony, jednak Petyhorski okazał się w bardzo gorącej wodzie kąpany. Jedno chciał aby Wąsowiczowi gardło wziąć, a jemu rękę uciąć, albo niemożeli być tak, więc powiada i mnie i onego ściąć, a inaczej serce moje ukojone być nie może.

Takie dictum musiało rozwścieczyć Batorego, który nie był władcą skorym do tego, by ktoś dyktował mu warunki. Kazał więc obydwu uczestników bójki zamknąć na Wysokim Zamku. Po dwóch tygodniach ogłosił dekret, że obydwaj są niewinni – chociaż Wąsowicz niewinniejszym nalezion jest, niż Timruk. Nerwowy rotmistrz mógł ruszyć na wyprawę przeciw Moskwie i  tam odzyskać łaskę królewską. 

wtorek, 9 maja 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXIV


Dzisiejszy wpis jest nieco nietypowy, bo to raczej prośba o pomoc w kwestii pewnego obrazu. Bartek (pozdrawiam serdecznie!) podesłał mi zdjęcia zrobione w Muzeum Archologiczno-Historycznym w Elblągu. Niestety (ech te dzieci...) udało mi się je zrobić 'na szybko', nie ma też fotki podpisu obrazu. Jak podejrzewam - wnioskując z tego co mogę odcyfrować - mamy tam przedstawiony wjazd króla Władysława IV do Elbląga w 1635 roku. Bardzo ciekawi mnie, kto i kiedy namalował ten obraz. Być może wśród Czytelników bloga jest ktoś z Elbląga, kto mógłby poratować takimi informacjami? Więcej zdjęć też by się przydało...


poniedziałek, 8 maja 2017

Sztandary, flagi i kornety w 30 tomach


Wspaniałe wieści o tym, że Armémuseum zamieszcza kolekcję rysunków Hoffmana-Jonssona opublikował jakiś czas temu Vlad Velikanov na swoim blogu. O tym, że to świetna sprawa, chyba nikomu kto się interesuje tematem nie trzeba przypominać. 30 tomów z rysunkami sztandarów z kolekcji szwedzkich zdobyczy wojennych to istny skarb. Olof Hoffman malował je od 1677 roku, dzięki czemu na wielu z rysunków możemy znaleźć sztandary które nie dotrwały do naszych czasów (pożary w szwedzkich muzeach pochłonęły sporą część kolekcji).  Jako że póki co możemy online znaleźć flagi cesarskie, duńskie, bawarskie i brandenburskie napisałem do Muzeum pytając o bardziej swojskie klimaty – polskie, litewskie, moskiewskie i kozackie. P. Karin Tetteris (yet again, many thanks for prompt answer!) w odpowiedzi poinformowała mnie, że na dzień dzisiejszy trwają prace nad digitalizacją tomu 20-tego. Jako że zajmuje się tym jeden pracownik (i to nie w pełnym wymiarze godzin), oznacza to że sztandary z Europy Wschodniej powinny się pojawić online do wiosny przyszłego roku. Należy się więc uzbroić w cierpliwość, bo też jest na co czekać. A póki co i tak jest co podziwiać i ściągać na dysk do dalszego oglądania i badania…

niedziela, 7 maja 2017

Smutni i w milczeniu


We wczorajszym wpisie obiecałem, że będę kontynuował historię egzekucji księcia Mustafy, syna Sulejmana Wspaniałego.  Oczywiście znów pomocą przysłuży nam nieoceniony Ogier Ghiselin de Busnecq. Egzekucja została wykonana, ciało zamordowanego Mustafy – przede wszystkim jako pogróżkę dla janczarów – wystawiono na dywanie przed namiotem…
Kiedy wieść [o śmierci i wystawieniu zwłok] rozeszła się po obozie, wszyscy w armii poczuli smutek i żałość; nikt też nie zrezygnował z okazji by podejść tam i przyjrzeć się temu smutnemu widokowi. Pierwsi wśród nich byli janczarzy, tak zdumieni i oburzeni [tym co się stało], że gdyby znalazł się wśród nich przywódca, nie powstrzymali by się przed niczym. Jednakże ten którego wybrali na swego wodza leżał oto teraz bez życia na ziemi. Jedyne co mogli zrobić to czekać znieść cierpliwie swoją żałość. Tak też, smutni i w milczeniu, wielu z nich roniąc łzy, odeszli do swych namiotów, gdzie w spokoju mogli poddać się żałości na tak smutny koniec młodego faworyta.
Najpierw ogłosili, że [sułtan] Sulejman jest zdziecinniałym starcem[1] i szaleńcem.  Potem wyrazili swoje zgorszenie z powodu okrutnej zdrady macochy[2] i niegodziwości Rustema[3], którzy między sobą zgasili najwspanialszy promyk nadziei w domu osmańskim. Spędzili ten dzień poszcząc, nie tykając nawet wody; niektórzy z nich zresztą nie jedli i nie pili przez  o wiele dłuższy okres czasu.
Przez kilka dni w obozie panowała powszechna żałoba, wydawało się że nie ma żadnej szansy na uspokojenie smutku żołnierzy, dopóki Rustem nie zostanie usunięty z urzędu[4]. Sulejman podjął ten krok, jak się wierzy za podszeptem samego Rustem. Zwolnił go więc  z urzędu i w niełasce odesłał do Konstantynopola[5].



[1] Sułtan miał wtedy 59 lat.
[2] Czyli Roksolany.
[3] Rustem Pasza, pochodzący z Chorwacji wielki wezyr. To jego wizerunek otwiera ten wpis.
[4] Innymi słowy, w wojsku wybuchł bunt.
[5] Rustem zmarł tam 8 lat później, spędzając czas w błogim luksusie – w czasie swojego urzędowania zgromadził bowiem ogromny majątek. Już w 1555 roku został zresztą znów powołany na wielkiego wezyra i piastował to stanowisko aż do śmierci. 

sobota, 6 maja 2017

Walcząc o życie i tron sułtański


W 1553 roku, w czasie kampanii perskiej, sułtan Sulejman Wspaniały nakazał egzekucję swojego syna Mustafy. Cała sprawa odbiła się szerokim echem, Mustafa był bowiem najstarszym synem głównego odaliski Mahidervan, czyli następcą tronu. Wielu wierzyło, że za egzekucją stała ulubienica sułtana, Haseki Sultan Roxelana (Roksolona/Churrem), która chciał swojemu synowi utorować drogę do tronu. Ogier Ghiselin de Busnecq zanotował przejmujący opis egzekucji księcia, pozwolę go sobie tu zacytować[1] - zawsze to jakaś gratka dla miłośników Wspaniałego stulecia.

Kiedy Mustafa dotarł do obozu, wśród żołnierzy zapanował wielki niepokój. Przyprowadzono go do namiotu ojca, a wszędzie tam panował spokój. Na straży nie było żadnego żołnierza, żadnego adiutanta ni gwardzisty, niczego co mogłoby go zaalarmować i sprawić że podejrzewałby jakąkolwiek zdradę. Ale w tymże namiocie ujrzał kilku niemowów – ulubiony to bowiem typ sługi wśród Turków – silnych i barczystych, którzy jak się okazało mieli być jego katami. Jak tylko [Mustafa] wszedł do wewnętrznego namiotu, rzucili się na niego, próbując zarzucić mu śmiercionośną pętlę na szyję[2]. Mustafa, sam będąc człekiem silnym, walczył i stawiał im dobry odpór – wszak nie tylko o życie tu chodziło, ale i o jego [przyszły] tron [sułtański]; nie było żadnej wątpliwości, że jeżeli uda mi się umknąć katom i rzucić się między janczarów, wieści o takim dyshonorze bowiem ich ukochanego księcia wzbudzą w nich litość i współczucie, tak że nie tylko go ochronią, ale i [z miejsca] ogłoszą sułtanem. Sulejman wiedział jak krytyczny to moment, stojąc za ścianą namiotu od miejsca [trwającej egzekucji]. Kiedy zdał sobie sprawę, że cała rzecz nieoczekiwanie się przeciąga, zajrzał do namiotu i spojrzał na niemowów wzrokiem srogim i z groźbą w oczach, jednocześnie zdecydowanymi gestami ganiąc ich opieszałość. Pod wpływem takich gróźb słudzy nabrali nowej siły, rzucili Mustafę na ziemię, zacisnęli mu cięciwę na karku i zadusili. Niedługo potem ułożyli jego ciało na dywanie przed namiotem, tak by janczarzy mogli ujrzeć człowieka którego chcieli jako swego sułtana.

W jutrzejszym wpisie przyjrzymy się reakcji armii na tak zdradziecką egzekucję…



[1] Tłumaczenie, jak zwykle luźne, z wersji angielskiej w moim wykonaniu.
[2] Wedle legendy księcia miano zadusić cięciwą od łuku.