niedziela, 17 grudnia 2017

Gniew żołnierza i klątwa kowala


Pamiętniki Albrychta Stanisława Radziwiłła to kopalnia XVII-wiecznych anegdot: zarówno tych z dworu, senatu jak i dotyczących wojska, mieszczan czy szlachty. Dziś ciekawa powiastka z 1650 roku, mówiąca o tym, żeby nie denerwować się w święte dni – pamiętajcie, bądźcie spokojnie w te Święta…

W święto w Niebowzięcia Pańskiego byliśmy na obiedzie u podskarbiego. Tego dnia dziwny przypadek się stał: Pawłowicz, porucznik alias zacny człowiek, gdy hetmana do domu podskarbiego na koniu przeprowadzał, odpadła na bruku koniowi jedna podkowa, każde tedy on kowalowi podkować konia, gdy kowal wymawiał się świętem, żołnierzem gniewem zapalony, uderzył go buzdyganem, a on przeklinać go począł, [mówiąc:] bodajbyś szyję [spadając] z konia złamał; skoro to wymawiał, Pawłowicz z konia zpadł i nogę złamał, z i tego przypadku za 14 dni umarł. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Każdy chował po kilkanaście luźnych czeladzi


Bardzo ciekawa notka dotycząca armii litewskiej z przełomu XVII i XVIII wieku. Dotyczy ona luźnej czeladzi panoszącej się po kraju i żyjącej z rabunku, często de facto utrzymując z tego swojego towarzysza. Nic dziwnego że szlachta była bardzo zainteresowana zwinięciem tak uciążliwego komputu:
Był też abusus[1] w wojsku litewskim, że towarzysz husarski, petyhorski albo pancerny, chował po kilkanaście luźnych czeladzi, którym nie panowie, ale oni panom od siebie płacili, dawając każdy od siebie po taleru bitym i więcej drudzy, na tydzień, do tego i siebie i pana sustentowali[2]; a takim wolno było rabować, co chcieli na czaty wychodząc. Tu ztąd snadno zważyć, co za spustoszenie kraju za taką licencyą działo się w ciągnieniach.



[1] Nadużycie.
[2] Utrzymywali. 

czwartek, 7 grudnia 2017

Zbiory Riksarkivet dostępne za darmo (już niedługo)


Wspaniałe wieści ze Szwecji, Święta nadeszły nieco szybciej. Wczoraj szwedzki parlament poparł wniosek rządowy o przyznaniu Riksarkivet grantu na darmowe udostępnienie swoich zasobów z platformy SVAR online. Do tej pory można je było czytać odpłatnie (sam dwa razy miałem roczną subskrypcję) – archiwum planuje je udostępnić za darmo of 1 lutego 2018 roku. Niesamowita gratka dla badaczy armii szwedzkiej, z interesującej mnie epoki będą np. XVII-wieczne popisy armii szwedzkiej, naprawdę bardzo ciekawy zbiór informacji. A to tylko wierzchołek góry lodowej, będzie można tam znaleźć dużo dużo więcej. Jak tylko zbiory będą w wolnym dostępie, poinformuje (z odpowiednimi linkami)) o tym na blogu. 

wtorek, 5 grudnia 2017

Ale petarda, rzekł mistrz Walther


Dziś gratka dla miłośników XVI-wiecznej artylerii. W 1582 roku Walther Litzelmann opublikował swój Artillerierbuch, gdzie możemy znaleźć mnóstwo rysunków dział, petard i podobnego ustrojstwa. Autor służył w bawarskim arsenale w Ingolstadt, więc raczej wiedział o czym pisze. Zdigitalizowany manuskrypt można znaleźć na stronie BSB, polecam bo naprawdę jest co podziwiać. Początkowo zamierzałem ściągnąć karty z rysunkami i zrobić z tego kolejny album na mojej stronie na FB, biorąc jednak pod uwagę, że książką ma blisko 500 stron, a praktycznie na każdej jest jakiś szkic, byłoby to zbyt czasochłonne.  Zainteresowani mogą sobie więc ściągnąć sami…


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Trucizna, sztylet, pistolet - cz. VII


Dawno nic nie pisałem o sir Francisie Walsinghamie i spiskom przeciw Elżbiecie I. O tzw. spisku Babingtona z 1586 roku – którego bezpośrednim następstwem było skazanie i egzekucja Marii Stuart – warto poczytać chociażby na Wiki, nie będę więc zajmował się szczegółami. Spiskowców ujęto i po krótkim procesie skazano na powieszenie, rozciąganie i ćwiartowanie. Znalazłem jednak ciekawą anegdotę dotyczącą spiskowców, ukazującą dobrze realia epoki. Kiedy jeden z głównych autorów spisku, jezuita John Ballard, wpadł w ręce ludzi Walsinghama, wśród jego towarzyszy wybuchła panika. Grupa przywódców spotkała się na pośpiesznie zwołanym zebraniu, z którego pochodzi ten oto znakomity dialog[1].
Anthony Babington: Ballard pochwycony, zdradzi wszystko [o spisku]! Cóż czynić?
John Savage: Nie ma innego wyjścia, jak tylko natychmiast ją [królową Elżbietę] zabić.
AB: Dobrze więc. Udasz się więc jutro na dwór i tam dokonasz tego czynu.
JS (wyraźnie zalękniony): Nie mogę… Mój strój... Nie jestem godnie przyodzian. W tym stroju nigdy nie dopuszczą mnie w pobliże królowej.
AB (wściekły): Maszi! (podaje mu pierścień ściągnięty z palca i mieszek z pieniędzmi) Do dzieła!
Niedługo po tym (jakże owocnym) spotkaniu, Babington w towarzystwie dwóch przyjaciół uciekł z Londynu. Ukrywał się w Middlesex, skróciwszy włosy i zabarwiwszy twarze wyciągiem z orzechów włoskich. Dziesięć dni później wpadli jednak w ręce ludzi królowej, a 20 września pierwsza grupa 5 spiskowców (w tym Babington. Ballard i Savage) stanęła na szafocie. Rozwścieczona Elżbieta I nakazała dodatkowe tortury w czasie egzekucji. Wywołało to jednak takie oburzenie widzów, że kiedy następnego dnia miała miejsce kaźń kolejnych 7 spiskowców, ukrócono ich męki już przez powieszenie. W październiku tegoż roku przed sądem stanęła Maria Stuart, a kat pozbawił ją życia przez ścięcie 8 lutego 1587 roku.




[1] Nieco ubarwiając, acz w oparciu o zeznania spiskowców -  za wspaniałą książką Roberta Hutchinsona „Elizabeth’s Spy Master” (London 2006). 

niedziela, 3 grudnia 2017

Siedmiogrodzka mąka, sól i woły na kanapki


Podczytywałem sobie znowu Pamiętniki ambasadora Ludwika XIV… autorstwa Huguesa de Terlon i zdałem sobie sprawę, że nie przytoczyłem jeszcze na blogu jego krótkiego opisu armii siedmiogrodzkiej. Jako że takie informacje dotyczące wojaków Jerzego II Rakoczego są zawsze w cenie, pozwolę sobie więc teraz na krótki wypis, bo też Francuz wystawił istną laurkę wojskom siedmiogrodzkim:
W trzecim dniu jazdy zwiadowcy szwedzcy powracający o świcie zawiadomili, że spotkali sześć tysięcy Kozaków wchodzących w skład przednich straży armii [siedmiogrodzko-kozackiej]. Składała się ona istotnie z sześćdziesięciu tysięcy ludzi: Siedmiogrodzian, Węgrów, Kozaków, Mołdawian, Wołochów oraz z dwóch regimentów niemieckich[1], nie licząc artylerii i wszystkich zapasów broni i żywności. Książę [Rakoczy] zabrał nawet mąkę i sól na potrzeby własnego stołu. To wszystko znajdowało się w wozach ciągnionych przez woły, które w razie potrzeby mogły posłużyć na wyżywienie oddziałów. Jeźdźcy siedmiogrodzcy i niemal wszyscy inni byli przepięknie odziani. Mieli wspaniałe, bogate kaftany, na czapkach zaś orle i sokole pióropusze ozdobione szlachetnymi kamieniami. Dosiadali równie pięknych koni, których uprząż była czysta jak odzienie.
W dalszej części tekstu znajdujemy interesującą wzmiankę dotyczącą piechoty Rakoczego:
Król Szwecji ponaglał księcia Rakoczego do zaopiekowania się Krakowem, należącym do niego zgodnie z podziałem. Mógłby wówczas wycofać stamtąd swoje własne wojsko. Zarówno książkę, jak i Kemeny Janos wykręcali się od tej propozycji, podając najróżniejsze powody. Twierdzili, że ich piechota jest i tak zbyt słaba, aby jeszcze uszczuplać o oddziały potrzebne do strzeżenia miasta. W dodatku ludzie ich nie przywykli do obrony fortyfikacji.
Mam też przytyk do jakości roboty wykonanej przez siedmiogrodzkich inżynierów:
Most w Zawichoście został wykonany przez Szwedów z dość dużą starannością, czego nie można powiedzieć o tym, który zbudowali Siedmiogrodzianie.



[1] Chodzi o najemną piechotę niemiecką, w armii Rakoczego służyli też dragoni. 

czwartek, 30 listopada 2017

Pechowe spotkanie z kulą armatnią


Nader krwawa anegdota z września 1674 roku -  w roli głównej sir William Ballandine, który przybył do obozu armii holenderskiej na czele sześciu kompanii piechota ze Szkocji. Oficer ten wybrał się z wizytą towarzyską do generała Rabenhauta, walczącego w szeregach armii oblegającej Grave. W drodze powrotnej  do głównego obozu, postanowił odwiedzić francuski fort wysadzony i opuszczony przez załogę. Tragedia wydarzyła się już po opuszczeniu zniszczonej placówki. Wracając, został zabity kulą armatnią, która trafiła go w plecy, wyrywając większą część ciała, zostawiając głowę i ręce wiszące tylko na skrawku skóry; jego serce – wciąż w całości – znaleziono kilka kroków od tego miejsca. Zginął także towarzyszący mu porucznik. Pozostałości ciała [Balladine’a] zebrano i przewieziono do Bolduc, by tam pochować.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Z mistrzem Rupertem pod Pawią


Co prawda wrzuciłem to już na swoją stronę na FB, ale fragmenty są tak śliczne że i tu nie może ich zabraknąć. Pochodzący z ok. 1529 roku obraz Ruperta Hellera, przedstawiający bitwę pod Pawią w 1525 roku. Śliczna sprawa, mamy ciężką i lekką jazdę, lancknechtów i artylerię. Obraz do 1648 roku znajdował się w Pradze, tam został zdobyty przez Szwedów i trafił do Sztokholmu, gdzie można go teraz podziwiać w Nationalmuseum.











piątek, 24 listopada 2017

Legenda wojowniczej mieszczki z Haarlemu


Wizerunek który widzimy powyżej przedstawia XVI-wieczną mieszczkę z Haarlemu, Kenau Simonsdochter Hasselaer (1526-1588). Według niektórych przekazów z tego okresu miała zasłynąć w czasie obrony miasta przez oblegającymi Hiszpanami w 1573 roku – stąd też cały wojskowy ekwipunek który widzimy na portrecie namalowanym przez anonimowego artystę[1]. Uwieczniono ją na obrazach, pomnikach, w XIX wieku nazwano nawet jej imieniem fregatę a w XX nakręcono o niej film. W drugiej połowie XIX wieku legendę jednak podważono, okazało się że militarne przewagi naszej bohaterki były raczej tylko opowieścią ‘ku pokrzepieniu serc’. Przez wieki jednak słowo ‘kenau’ oznaczało w języku holenderskim  kobietę która nie boi się nikogo i niczego. Niestety i tutaj czas zrobił swoje, z upływem lat słowo to zaczęto używać jako synonimu jędzy. Ciekawe jak duży wpływ miał na to ów specyficzny portret…






[1] Obecnie w zbiorach Rijksmuseum. 

czwartek, 23 listopada 2017

Lochy zaopatrzeniowe


Zima idzie, trzeba szykować zapasy. A gdzie je chować? Zwłaszcza jak będziemy musieli zachomikować cenniejsze od złota masło? Zapomnijcie o szufladach, szafkach i lodówkach. Ulryk Werdum opowie nam o skutecznym sposobie stosowanym w XVII-wiecznej Polsce.
Armia wróciła jeszcze tego dnia[1] do przeszłego obozu[2], jedną i trzy ćwierci mili. Tu żołnierze zatrudniali się wyszukiwaniem jam, mówiąc językiem kozackich i ruskich chłopów. Są to lochy wykopane w ziemi, u góry z małą okrągłą dziurą, przez którą człowiek od biedy może wśliznąć się do lochu. Lochy te są pod ziemią wydrążone stosowanie do potrzeby w kształcie piwnicy. W lochu takim rozpalają najpierw ogień i wypalają na twardo ziemię, później wsypują do niego zboże i przechowują w nim inne najlepsze swe rzeczy. Trzymają się one tu przez wiele lat w suchości i nie podlegają zepsuciu. Górny otwór mają zwykle w miejscu, gdzie go się można najmniej spodziewać, np. pod ścianą, pod progiem u drzwi, pod chlewem dla świń lub pod owczarnią. Żołnierze jednak przykręcali fewetty, czyli świdry, do pik i wiercili nimi wszędzie w ziemi. Tym sposobem odkryli dużo jam.
Ja już zaczynam podkop pod przystankiem autobusowym, będzie loch jak trzeba…



[1] 21 października 1671 roku.
[2] Pod Ilińcami. 

niedziela, 19 listopada 2017

Łokcie od lorda i kradzione siodło


Pamiętnik Patricka Gordona to niesamowite źródło informacji na temat żołnierzy z okresu „Potopu”. Szkot miał niezwykły talent do pakowania się w tarapaty, wpadając to w niewolę cesarską, to w polską, zmieniając potem „barwy klubowe” i lądując – po dłuższej przygodzie w armii koronnej – w służbie carskiej. Na kartach dziennika znajdujemy mnóstwo ciekawostek dotyczących życia wojskowych, problemów z jakimi się borykali, cen ich ekwipunku i tym podobnych.
Dziś taki właśnie interesujący urywek, dziejący się późną jesienią 1657 roku. Gordonowi udało się wtedy wraz  z jednym ze swoich kolegów-rajtarów uciec z niewoli cesarskiej i dostać się do zajętego przez Szwedów Torunia. Tu miała miejsca audiencja u dowodzącego garnizonem generała Bartolda Hartwiga von Bulow, który dokładnie przesłuchał obydwu uciekinierów (kazał ich jednak przy okazji uraczyć winem…). Rajtarzy trafili potem pod opiekuńcze skrzydła swojego rodaka, lorda Hamiltona[1], który zorganizował im audiencję u gubernatora Bengta Oxestierny. Szkocki podpułkownik wsparł ich też finansowo, darowując każdemu z nas po 5 łokci[2] szarego materiału, który sprzedaliśmy po 1.5 talara[3] za łokieć, co dobrze nas ustawiło [finansowo].  Gordon mógł więc zdobyć nieco ekwipunku: kupiłem konia za osiem talarów, płacą do ręki cztery [z nich], kupiłem też kradzione[4] siodło i pistolety za jednego talara.



[1] Dowodził on regimentem szkockiej lejbgwardii następcy tronu.
[2] Chodzi o tzw. szwedzkie łokcie, mierzące 59.4 cm.
[3] Gordon używa określenie reichs dollar.
[4] Sic!

środa, 15 listopada 2017

Ekstraordynaryjne poczty do obozu przysłali... - cz. XII


Jesienią 1625 roku hetman Stanisław Koniecpolski wyruszył z wojskiem kwarcianym na Kozaków. 25 października doszło do walk pod Kryłowem, gdzie Polacy próbowali zdobyć ufortyfikowany obóz kozacki. Po kilku dniach walk doszło 6 listopada do podpisania umowy, w której min. ustalano rejestr kozacki na 6000 ludzi. W wyprawie nie zabrakło wojsk prywatnych – magnaci przysłali Koniecpolskiemu liczne posiłki, zresztą wielu z nich pojawiło się u boku hetmana na czele swoich pocztów. Poniżej spis owych pocztów, jak zwykle ciekawa mieszanka wojsk.


poniedziałek, 13 listopada 2017

Zmiana barw klubowych w 1656 roku


Ciekawy wyjątek z pamiętników Patricka Gordona, tym razem dotyczący jego „zmiany stron” w 1656 roku. Szkot opowie nam w jaki sposób wyszedł z celi i znalazł się na służbie starosty sądeckiego Konstantego Jacka Lubomirskiego (to ten przystojny młodzian którego widzimy powyżej). Gordon już ponad 13 tygodni tkwił w niewoli, nic więc dziwnego że bardzo chętnie zgodził się na poprawę swojej sytuacji…
Starosta zapytał mnie po łacinie, czy chciałbym przejść na służbę Korony Polskiej. Odrzekłem „Z ogromną chęcią”. Pytał więc mnie dalej, czy wolałbym raczej służyć w gwardii królewskiej czy pod jego komendą. Odparłem, że wolałbym pod jego komendą. Na to znów zapytał, czy chciałbym zostać w garnizonie czy wyruszyć w pole [walczyć] u jego boku. Odpowiedziałem, że – będąc młodym człowiekiem – wolałbym raczej, jeżeli tylko obdarzy mnie taką łaską, służyć w polu, gdzie można zdobyć honor i wielce się zasłużyć.
Po kilku dniach faktycznie wyszedł z więzienia i trafił do prywatnej chorągwi dragonii młodego Lubomirskiego. Co ciekawe, Gordon wspomina że w czasie kiedy oddział maszerował by połączyć się z główną armią, powierzono mu zadanie wyszukiwania kwater. Dało mu to okazję zdobycia pistoletów i holenderskiego pałasza[1], nie wspomina jednak dokładnie w jakich okolicznościach pozyskał to uzbrojenie.



[1] Dutch sword. 

czwartek, 9 listopada 2017

Semeni na pasku Paska


Nasz  dobry znajomy Jan Chryzostom Pasek w czasie swojej kariery wojskowej walczył w szeregach różnych formacji armii koronnej. Pod komendą Czarnieckiego – włącznie ze słynną wyprawą turystyczną do Danii – stawał jako towarzysz chorągwi kozackiej. Na początku lat 60. przyszło mu jednak wykonywać różne „misje specjalne”, w czasie których dowodził nieco innymi żołnierzami. Wspominałem już kiedyś na blogu o jego walecznych dragonach, z którymi stawił czoła wolontarzom. Nieco później, bo zimą 1662 roku, z rozkazu Czarnieckiego został wysłany z eskortą do posłów moskiewskich. Tym razem przydano mu pod komendę ludzi  40 dobrych.  Byli to semeni, zapewne z chorągwi Franciszka Kobyłeckiego.  Formacja ta rzadko pojawia się na blogu, spójrzmy więc cóż też Pasek o nich wspomina. Nie ma tego zbyt wiele, ale na bezrybiu i rak ryba.
Pan Jan szybko pokazał żołnierzom kto tu rządzi: przykazuje im, żeby mię słuchali, żeby się trzeźwo chowali, a nie robili hałasów. Szybko udało im się spotkać z poselstwem moskiewskim, semeni nie sprawiali chyba żadnych problemów – przynajmniej Pasek nic o tym nie wspomina. Eskorta okazała się bardzo przydatna, gdy posłowie dotarli do Nowogródka. Stał tam na kwaterach skonfederowany pułk jazdy litewskiej, a jego żołnierze odmówili Paskowi prowiantu i podwód dla poselstwa. Ten nie dał sobie jednak w kaszę dmuchać, szybko objął komendę nad semenami i żołnierzami moskiewskimi (argumentując posłom, że tu o chodzi o kontempt i mego króla i waszego cara) po czym dokonał zbrojnej demonstracji przy wkraczaniu do miasta.
Zordynowałem ich tedy tak: semenów 40 i moja czeladź wprzód; strzelców moskiewskich, co od wozów, 15; po obydwu skrzydłach piechota z długą strzelbą, a Moskwa konna dopiero za nami. Takie zgrupowanie stanęło twarzą w twarz z 300 albo i więcej żołnierzy litewskich. Pasek nie ugiął się w obliczu bandoletów i strzelby konfederatów, twardo negocjując z Litwinami. Ważkim argumentem był w tym fakt, że semenowie i Moskwa muszkiety trzymają jak na widełkach (…) semenowie na paradzie stoją, Moskwa wszyscy armatno, bez ruśnice długiej żaden nie stąpi. Sprawa rozeszła się po kościach, poselstwo zajęło w końcu kwatery a Pasek prośbą i groźbą zdobył od mieszczan prowiant i podwody. Dalsza droga przebiegła bez większych problemów i semeni pana Jana mogli wrócić pod swoją macierzystą chorągiew.


wtorek, 7 listopada 2017

All, All, All, to follow him...


Dzisiejszy wpis zabierze nas do Szkocji, zresztą nieopodal miejsca gdzie jeszcze kilka lat temu mieszkałem, czyli Leith[1]. 2 maja 1662 roku generał Thomas Morgan, dowódca pozostałych jeszcze w Szkocji oddziałów angielskich,  przeprowadził popis swojego regimentu piechoty. Żołnierze ci mieli zostać wysłani do Portugalii, by walczyć przeciw Hiszpanom. Zobaczmy jak doświadczony[2] oficer podniósł morale swoich wojaków:
Wczoraj generał-major Morgan rozkazał swojemu regimentowi – liczącemu 1000 porządnych żołnierzy – wymaszerować z cytadeli w Leith i przemówił krótko do oficerów i żołnierzy, podkreślając jak Jego Wysokość[3] wysoce sobie ich ceni i jak dużą uwagę poświęcono w zorganizowanie ostatniego transportu pieniędzy i mundurów, z obietnicą rychłego uregulowania zaległości [w żołdzie]; że oto Jego Wysokość łaskawie wyznaczył regiment do honorowej służby za granicą [czyli w Portugalii]i że i sam generał postanowił wyruszyć tam z nimi, nie mając żadnych wątpliwości w ich gotowość do tak honorowe służby. W obliczu takiej przemowy nie podniósł się żadnej głos oporu [wśród żołnierzy], wszyscy – zarówno oficerowie jak i żołnierze – z wielką ochotą zakrzyknęli [że] „Wszyscy, wszyscy, wszyscy podążą [za Morganem] by służyć swemu Królowi i Krajowi”, na co generał kazał regimentowi powrócić do cytadeli, gdzie żołnierzom wydano pieniądze by mogli wypić za zdrowie Jego Królewskiej Mości.



[1] Obecnie część Edynburga, w XVII wieku port zapewniający ważne połączenia handlowe i transportowe dla szkockiej stolicy.
[2] Morgan walczył w armii Zjednoczonych Prowincji, potem u Bernarda Sasko-Weimarskiego a potem pod komendą Fairfaxa w czasie Angielskiej Wojny Domowej.
[3] Karol II Stuart. 

czwartek, 2 listopada 2017

Polacy z postępem czasu ugłaskani


Cytowałem kiedyś fragmenty relacji nuncjusza Ruggieri, dotyczące potencjału militarnego państwa rządzone przez Zygmunta Augusta. Był tam i fragment o wadach i zaletach Polaków, tym razem chciałbym zamieścić większy kawałek z tej rewelacji.  Zobaczmy ile z jego obserwacji przetrwało próbę czasy. Monsignore, prosimy...


wtorek, 31 października 2017

Dyscyplina na modłę polsko-moskiewską


Kilkakrotnie cytowałem na blogu fragmenty ze wspomnień Samuela Maskiewicza, zwłaszcza z okresu jego pobytu w Moskwie. Tym razem notka dotycząca skazania na karę śmierci jednego z pocztowych husarskich za, jakbyśmy to ujęli w dzisiejszej terminologii, obrazę uczuć religijnych.

Trafiło się też będąc na straży u jednej bramy rota Marchockiego[1], w której na poczcie towarzysza jednego był niejakiś Bliński, tenże upiwszy się strzelił kilkakroć do obrazu Najświętszej Panny, który był na tej bramie w murze wymalowany, o co skarga przyszła przed pana Gąsiewskiego od bojar. Osądzonoć go w kole na śmierć; i tak ręce poucinawszy na stos drew przed taż bramą złożony; włożono go na ogień i spalono.

Egzekucja wielce brutalna, miała zapewne mieć podwójne znaczenie: z jednej strony odstraszyć żołnierzy od podobnych zachowań, z drugiej pokazać mieszkańcom miasta że polski garnizon bardzo poważnie podchodzi do swojej zadania i jego dowódca egzekwuje dyscyplinę wśród swoich podkomendnych. Wydaje mi się, że nie bez znaczenia był fakt, że rzecz dotyczyła ‘tylko’ pocztowego’ – koło wojskowe mogłoby nieco przychylniejszym okiem spojrzeć na całą sprawę, gdyby był w nią zaangażowany towarzysz.



[1] Chorągiew husarska Mikołaja Marchockiego. 

wtorek, 24 października 2017

Zwycięska (acz ostatnia) bitwa admirała Jacoba


Dzisiaj rzadka wyprawa blogowa na morze, ale okazja ku temu dobra – zawsze bowiem chciałem napisać o pewnym artefakcie, a i data bliska memu sercu. 25 kwietnia 1607 roku w bitwie morskiej pod Gibraltarem, flota Zjednoczonych Prowincji zadała dotkliwą porażkę Hiszpanom. Nad samą bitwą nie będę się rozwodził, można o tym poczytać online, chciałem się jednak przyjrzeć jej jednemu epizodowi. Holendrami dowodził znany podróżnik i oficer Jacob van Heemskerk. Na swoim flagowcu Aeolus zaatakował hiszpański galeon San Augustin, flagowy okręt admirała Juana Alvareza de Avili. Obydwaj dowódcy zginęli w toku starcia, co ciekawe – van Heemskerk poległ zaraz na początku bitwy, kiedy to hiszpańska kula armatnia zgruchotała mu lewą nogę.

Wdzięczni rodacy uhonorowali admirała, składając go do grobowca w słynnym Oude Kerk w Amsterdamie. Zbroję którą nosił w czasie bitwy zawieszono nad monumentem w kościele, a po pewnym czasie trafiła ona do Rijksmuseum, gdzie można ją podziwiać do dziś. Jest to ciekawy przykład na to, w jakim rynsztunku stawali do bitwy morskiej tacy oficerowie jak van Heemskerk. Charakterystyczny jest brak lewego nabiodrka (cuisse), zgruchotanego w momencie trafienia kulą armatnią. Wraz ze zbroją zachował się i miecz admirała, który także trafił do zbiorów muzeum. 



poniedziałek, 23 października 2017

Polacy pana Jana


Jan Luyken i jego dosyć dziwne przedstawienie wojsk polskich już kiedyś gościło na blogu. Znalazłem jednak kolejne dzieło tego artysty, także i to powstało w 1698 roku. Ma ono przedstawiać Katolickich Polaków na pogrzebie w kościele Riddarholm w Sztokholmie w 1593 roku. To żołnierze którzy przybyli latem 1593 roku z Zygmuntem III do Szwecji. Polski król pojawił się tam w związku ze śmiercią swojego ojca, Jana III – jako najstarszy syn chciał bowiem zagwarantować sobie utrzymanie szwedzkiej korony. Ukazani tu Polacy wyganiają z kościoła Szwedów, ‘anektując’ świątynię na czas pogrzebu, niestety nie wiem kim miałby być ów zmarły. Futrzane czapy, specyficzne stroje i szable podkreślają tu odmienność przybyszów, skontrastowanych  z uciekającymi szwedzkimi protestantami. 

sobota, 21 października 2017

Na ćwiartowanie skazany


Kilkakrotnie pisałem o przykładach skazywania w XVII wieku polskich i litewskich żołnierzy na karę śmierci. Kolejny przykład tym razem z roku 1651, z armii litewskiej pod komendą – słynącego z ciężkiej ręki – księcia Janusza Radziwiłła.
W drugiej połowie marca w obozie pojawiła się tatarska chorągiew dowodzona przez Karacewicza. W czasie jej popisu tatarskiego pacholika, który garbarza pana na ten czas swego w Wilkiej zabiwszy, do Tatarzyna [w] chorągwi tej Karacewiczowej towarzysza przysłał[1] (…) poznano i za warte wzięto[2]. Ów pacholik, zwany Sawicki, został postawiony przez sądem hetmana. Oskarżony dobrowolnie[3] przyznał się do zabicia pana swego i został skazany na karę śmierci poprzez ćwiartowanie. Co prawda nie znalazłem informacji o tym, czy wyrok faktycznie wykonano, biorąc jednak pod uwagę, że chodziło o pacholika a nie o towarzysza, trudno zakładać by koło wojskowe upomniało się o los Sawickiego.



[1] Wydaje mi się, że jednak w oryginalnym zapisie mogło być słowo ‘przystał’, co niejako wynika z całego ciągu zdania – że oto pacholik najął się na służbę u jednego z towarzyszy w chorągwi Karacewicza.
[2] Zaaresztowano.
[3] Taaa, znamy te dobrowolne metody przyznawania się do winy. 

czwartek, 19 października 2017

Szkocki pułkownik na gdańskim koniu



Kilka tam temu popełniłem krótki wpis o szkockim regimencie Stewarta, służącym w armii Gdańska w wojnie ze Stefanem Batorym. Dziś znalazłem ciekawy zapisek źródłowy, jako uzupełnienie tego wpisu. To informacja o tym, jak Stewart o mały włos wpadłby w ręce Polaków w czasie tego konfliktu:

Tej soboty, 7 grudnia 1577 [roku] szkocki pułkownik, przystojny i budzący podziw wojownik królewskiej krwi, wyjechał poza miasto na przejażdżkę na swoim dopiero co zakupionym koniu, by poćwiczyć go naprzeciw wzgórz nieopodal miejskiego placu ćwiczeń [dla milicji]. Kiedy jednak nieprzyjaciel [tj. Polacy] spostrzegł go, natychmiast ruszył zza swych pozycji, chcąc go pochwycić. Pułkownik wraz ze swymi ludźmi, szybko uciekli w stronę Kościoła Świętego Ciała, gdzie znaleźli się pod osłoną [miejskich] dział i przeciwnik nie śmiał ich [dłużej] ścigać.

wtorek, 17 października 2017

Chorągiew wyborna (ale spośród zapasowych)


Znalazłem bardzo ciekawy cytat[1] dotyczący sztandaru przekazanego wolnym Kozakom w Carstwie Moskiewskim. Flagi były wszak ważnym symbolem, nic więc dziwnego, że darowując takową kozackiemu „hetmanowi” starano się go sobie zjednać:
Roku 7140[2], miesiąca stycznia, dnia 14, nakazał Car[3] przysłać do Urzędu Spraw Zagranicznych chorągiew wyborną, wybraną spośród chorągwi zapasowych, a następnie wysłać tę chorągiew dowódcy Kozaków Tulskich i Dnieprowskich, Iwanowi Worypajowi. Chorągiew ta z weneckiego adamaszku: obwódka czerwona, w środku dwa pola żółte i pola czarne, na czarnym polu wszędzie tafta czerwona, tafty w nim 2 arszyny 6 werszków[4]; po 26 ałtynów za 4 arszyny; odebrał poddiaczy Isaj Rtiszcziew.



[1] W tłumaczeniu Jurija Sawczuka.
[2] Czyli używając bardziej swojskiej terminologii – 1632 roku.
[3] Michał I.
[4] Jeden werszek to ok. 4.45 cm, arszyn składał się z 16 werszków. 

poniedziałek, 16 października 2017

Zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek


W czasie obrad XVII-wiecznego sejmu i senatu Rzplitej nierzadko dochodziło do utarczek słownych między posłami i senatorami, czasami brano się jednak dosyć dosłownie „za łby”. Taki  oto przypadek z kwietnia 1689 roku przytoczył w swoim liście nuncjusz papieski Jacob Cantelmi:
Tymczasem król siedział na tronie, cały senat był w izbie, gdzie odnowiły się wzajemne przycinki pomiędzy posłami koronnymi i litewskimi, do których przyczyniali się także senatorowie, a w szczególności biskup wileński (Konstanty Brzostowski), który słysząc że jeden z Litwinów (Dąbrowski) nazwał posłem królewskim kogoś (Grothusa kasztelana żmudzkiego) krzątającego się po izbie, ostro zgromił rzeczonego Litwina, nazywając go, jak mówią, skurwysynem, na co gdy ten zuchwale i podobnym wyrazem odpowiedział, przybiegło wielu w pomoc biskupowi, między innymi wojewoda malborski[1] przyskoczył do posła litewskiego i zamierzając się pięścią chciał mu wyciąć policzek. Nie przyszło wprawdzie do tego, dzięki kardynałowi prymasowi[2], który mających rzucić się na siebie rozbroił, ale wszyscy porwali się do szabel i cudem stało się, że nie przyszło do krwi rozlewu.



[1] Ernest Denhoff.   
[2] Michał Stefan Radziejowski. 

środa, 11 października 2017

W wielkim i ciężkim turbanie, biegle władając szablą


Nasz dobry blogowy znajomy – pułkownik Jean de la Colonie – po wojnie o sukcesję hiszpańską miał okazję walczyć przeciw Turkom w czasie konfliktu austriacko-tureckiego 1716-1718. Pamiętnikarz zostawił po sobie bardzo ciekawe opisy wojsk tureckich, poniżej drobny fragment. Jak zwykle to tłumaczenie własne z wersji angielskiej, a jako że łeb mi dzisiaj pęka od samego rana, to tłumaczenia będzie baaaaardzo luźne:
Ich jedyna szansa na sukces leży w przewadze liczebnej lub w jakowymś [szczęśliwym] przypadku, kiedy to Turcy okazują się o wiele bardziej niebezpieczni niźli inny przeciwnik; są tak aktywni i szarżują z takim impetem, choć bez większego porządku, że jeżeli ich przeciwnik raz pokaże im plecy, to może tylko ratować się ucieczką. Są niezwykle biegli w używaniu szabli, te które mają są z reguły naprawdę wspaniałej jakości, a oni tak potrafią ich używać, że jeżeli przeciwnik zacznie przed nimi uciekać, w niezwykle krótkim czasie [Turcy] potrafią go zmasakrować.
Inne uzbrojenie zależy od tego jakie narody wchodzą w skład armii; niektórzy mają muszkiety, tak jak janczarzy – w przypadku ludzi zwanych Arnautami ich broń ma długą lufę i duży zasięg; inni z wielką biegłością rzucają oszczepami; kolejni mają łuki i strzały, a jeszcze inni używają kopii[1], będących rodzajem lancy[2] czy pół-piki. Konni oprócz szabli mają krótkie muszkiety, nie noszą jednak pistoletów.
Nie ma żadnych reguł dotyczących strojów. Janczarzy jak i większość Turków ma duże, ciężkie turbany, długie stroje i bardzo szerokie spodnie, związane wokół kostki. Inni noszą [spodnie] bardzo obcisłe poniżej kolana, kurtki do połowy ciała i nader liche turbany. Niektórzy mają kaftan sięgający ledwie do pasa, z bardzo obcisłymi rękawami, które kończą się na łokciu; ich spodnie są krótki i kończą się na kolanie, mają [więc] gołe nogi i ręce, a z małymi czerwonymi czapeczkami na głowach wyglądają jak galernicy. Jeszcze inni ubrani są w szmaty i łachmany, którymi opatulają się zależnie od pogody.
Przy innej okazji zamieszczę kolejne fragmenty, bo obserwacje de la Colonie są nader ciekawe.



[1] W angielskim tłumaczeniu mamy słowo ‘coupies’.
[2] Czy kopii właśnie…

wtorek, 10 października 2017

Oficerowie leibkompanii naszych cudzoziemskich - uzupełnienie


Kilka lat temu wrzuciłem  drobną notkę dotyczącą oficerów piechoty cudzoziemskiej i dragonii w armii Koniecpolskiego w Prusach w okresie 1626-1629. Trochę informacji od tego czasu przybyło, doszło nieco oficerów, kilku udało się nieco dokładniej zidentyfikować. Najnowszy plik (wciąż bez przypisów, sparzyłem się tekstami o rajtarii i już takiego błędu nie powtórzę) można sprawdzić tutaj

poniedziałek, 9 października 2017

Rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta


Po paru latach wracamy do Gilesa Fletchera i jego opisu Państwa Moskiewskiego. Pozostaniemy w klimatach wojennych, tym razem nieco o artylerii i walkach z Polakami:
Nie biorą ze sobą wiele artylerii [na kampanię] gdy przyjdzie im się potykać z Tatarami; kiedy jednak przychodzi walczyć z Polakami (których wyżej sobie cenią jako przeciwników) ruszają dobrze zaopatrzeni w [działa i] amunicję i wszelkie niezbędne zapasy. Powiada się, że żaden z chrześcijańskich władców nie ma większych zapasów dział i amunicji niż car Rosji. Duża w tym zasługa arsenału w Moskwie, gdzie mają niezwykle dużo  wielkich dział, wszystkie z nich mosiężne, bardzo porządnie wykonane.
Mówi się, że rosyjski żołnierz lepszy jest broniąc jakowegoś zamku czy miasta, niźli stając do walnego starcia poza granicami swego kraju. Dobrze na to wskazują [poprzednie] wojny, zwłaszcza oblężenie Pskowa, które miało miejsce osiem lat temu. Kiedy to udało się [Moskwie] odeprzeć polskiego króla Stefana Batorego, z całą jego armią licząca 100 000 ludzi, zmuszając go do zwinięcia oblężenia, w którym stracił wielu swoich najlepszych kapitanów i żołnierzy.

Za to w walnej bitwie moskiewski zawsze jest gorszy od Polaków i Szwedów. 

czwartek, 5 października 2017

Kącik polemiki - odsłona V


Generalnie staram się na blogu unikać współczesnej polityki, a także i historii spoza interesującego mnie okresu, czyli XVI-XVIII wieku. Tym razem jednak nie mogę sobie darować kilku słów.
Jarosław Szarek, prezes IPN miał 4 października tego roku tak oto powiedzieć do studentów Akademii Sztuki Wojennej (grafika z FB IPNu):

Prezes jest doktorem nauk humanistycznych, obronił w 2011 roku pracę zatytułowaną „Działalność Służby Bezpieczeństwa wobec młodzieży akademickiej Krakowa w latach 1970-1980”, nic więc dziwnego, że ma – jak widać – brak jeżeli chodzi o wiedzę historyczną o wiekach wcześniejszych. Już samo zdanie o kradzieży Wojska Polskiego przez komunistów wzbudza lekkie uśmiech politowania (komu ukradli, kto odzyskał, co, jak i dlaczego?), ale to odwołanie się do ratowania Europy wymaga chwili zastanowienia.

O ile bez większego problemu można się zgodzić z rolą bitwy warszawskiej (biorąc pod uwagę sytuację wielu krajów Europy po Wielkiej Wojnie) to już kwestia odsieczy Wiednia z 1683 roku i owego ‘ratowania’ tam Europy to temat na długą dyskusję. Rozumiem że w obecnej sytuacji politycznej kwestia odsieczy wiedeńskiej i pokonania armii tureckiej jest nader często tematem który przewija się w polskich mediach, jednak nie bierze się przy tym pod uwagę całej sytuacji geopolitycznej ówczesnej Europy. W Londynie, Sztokholmie, Kopenhadze czy Madrycie ( o Paryżu już nie wspominając) nie panikowano bowiem w 1683 roku z powodu wyprawy tureckiej, nie organizowano posiłków dla cesarza jak miało to miejsce 20 lat wcześniej. Ale też dr Szarek zapewne nie słyszał nigdy o wojnie Cesarstwa w Turcją w latach 1663-1664, kiedy to nawet Szwedzi i Francuzi przysłali swoje kontyngenty do walki z wojskami sułtana.  No ale przecież w wojnie tej nie brała udziału polska husaria, więc po co o tym mówić. Zostawmy jednak w spokoju Wiedeń, gdzie Polacy faktycznie odegrali ważną rolę jako część (podkreślmy to – część) armii koalicyjnej, bo została nam z tej wypowiedzi istna perełka.

Mamy tu bowiem jeszcze bitwę pod Legnicą w 1241 roku jako wydarzenie w którym ‘armia Rzeczypospolitej ratowała Europę’. Uff, to jest naprawdę działo ciężkiego kalibru. Może dr Szarek słyszał kiedyś o rozbiciu dzielnicowym, ale wiedza te musiał mu przejść koło uszu. O Unii Lubelskiej pewnie  nie słyszał, wiedziałby bowiem od którego momentu możemy mówić w Polsce o Rzeczpospolitej. Przypomnę, w bitwie pod Legnicą, sojusznicza armia składała się z wojsk różnych księstw: ze Śląska, Wielkopolski, ziemi krakowskiej. Udział brali też templariusze, joannici i być może Krzyżacy. Do tego dodajmy Morawian i niemieckich górników. Co jest rzeczą oczywistą nawet dla leniwego czytelnika Wikipedii, sprzymierzeni tej bitwy nie wygrali. To armia mongolska zwyciężyła w starciu, rozbijając armię dowodzoną przez Henryka II Pobożnego. Sam książę śląski, krakowski i wielkopolski zginął w bitwie lub został ścięty przez zwycięzców. Sam bitwa w żaden sposób nie mogła też ‘ratować Europy’, jako że zgrupowanie mongolskie było tylko silny zagonem dywersyjnym. Główna armia mongolska walczyła bowiem wtedy pod dowództwem Batu Chana na Węgrzech, gdzie w tymże roku w bitwie na równinie Mohi/nad rzeką Tiszą pokonała wojska węgierskie.


To naprawdę żenujące, że historyk – nawet zajmujący się historią współczesną – nie mógł się porządnie przygotować i wygłosił takie straszne banialuki przed grupą studentów. Co gorsza, IPN chwali się tą wypowiedzią w formie ‘mema’ na swojej oficjalnej stronie FB, mimo wielu komentarzy których autorzy komentują ewidentne błędy. Może trzeba zorganizować jakieś specjalne kursy dla szefów Instytutu Pamięci Narodowej, żeby nieco lepiej zapoznali się z historią własnego kraju?