czwartek, 17 sierpnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXXIV


We wczorajszym wpisie wspomniałem, że znalazłem bardzo specyficzną kopię albumu kostiumów Lamberta de Vos. Możecie ją obejrzeć w zbiorach Gallici jako album strojów orientalnych. Niestety brak tam wzmianki o autorze i datowaniu tego uroczego zbioru. Widać jednak, że malarz kopiował z mistrza Lamberta na potęgę - te same pozy, mini-koniki, kolory. Bardzom ciekawy historii tego album, muszę napisać do Francuzów w tej sprawie. Dam znać jeżeli czegoś się dowiem.

środa, 16 sierpnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXXIII


Kilka lat temu wspominałem na blogu o słynnym albumie kostiumów autorstwa Lamberta de Vos. W owym czasie nie udało mi się znaleźć zdigitalizowanej kopii tego przepięknego dzieła, jednak latka lecą i sytuacja uległa zmianie. Teraz znalazłem ją już bowiem na dwóch stronach:
- biblioteka w Bremie, posiadająca oryginalne wydanie, opublikowała wersję online tutaj
- w formie pokazu slajdów można ją z kolei podziwiać na stronie ateńskiej biblioteki Gennadiusa. Należy kliknąć tutaj, a potem z menu w górnym lewym rogu wybrać odpowiednią książkę
Polecam, bo też album ten jest naprawdę śliczny. Co ciekawe, znalazłem także w sieci jego bardzo specyficzną kopię. Ale o tym już jutro...

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

niedziela, 13 sierpnia 2017

Wielkie Oblężenie Malty - crowd funding


Miał być zestaw albumowy z FB, zamiast tego notka informacja - może kogoś zachęci. Profesor Arnold Cassola - tu można poczytać jego biogram  a tu konto na academia.edu - prowadzi kampanię crowd fundingową w celu wydania swojej najnowszej książki. Będzie to historia Wielkiego Oblężenia Malty z 1565 roku, oparta o źródła tureckie z tego okresu. Profesor ma już na koncie kilka książek o tym jakże ważnym wydarzeniu, tu jednak ciekawi mnie właśnie tureckie ujęcie tematu. Kampania trwać będzie jeszcze 18 dni, brakuje jeszcze 300 Euro do jej zrealizowania. Ja sam już ją wsparłem, 7 Euro za e-booka na tak ciekawy temat to grosze. Zachęcam do zajrzenia na stronę projektu, może i niektórzy Czytelnicy tego bloga będą chcieli wesprzeć wydanie książki.

sobota, 12 sierpnia 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXXI


Ostatnio na blogu dzieje się (znowu) mało, bo skupiłem się na obrazkowych albumach, które zamieszczam na swojej stronie Facebookowej. W tym tygodniu tematem przewodnim są klimaty węgierskie, może więc kogoś to zainteresuje:
- wizerunki wojsk siedmiogrodzkich z okresu Potopu, według Erika Dahlbergha
- wizerunki władców i żołnierzy węgierskich, według Issaca Maiora

A dla miłośników podobnie orientalnych klimatów:
- wizerunki Tatarów (XVI-XVIII wiek)
- wizerunki władców i wojowników perskich (XVI-XVIII wiek)


W jutrzejszym wpisie nieco linków do armii zachodnich...

niedziela, 6 sierpnia 2017

Ze sznurem (pewnie jedwabnym) na sułtana


Następstwem kampanii chocimskiej w 1621 roku był turecki przewrót pałacowy: obalono sułtana Osmana II, przekazując władzę jego stryjowi, Mustafie I Szalonemu. W iście wschodnim stylu pozbyto się ambitnego władcy (udusili go gwardziści janczarscy), stryjek jednak rządził po nim zaledwie jeden rok. Ot, działo się w tym Konstantynopolu, działo… Niech nasz dobry znajomy, Miron Costin, przedstawi nam to wydarzenie. Pamiętajmy jednak, że jego opis powstał kilka dziesięcioleci później, jest jednak na tyle barwny, że warto się z nim zapoznać. Co do bohaterów dramatu – Osmana II widzimy powyżej, Mustafę I poniżej.

Przyczyna zaś buntu janczarów przeciw sułtanowi Osmanowi była taka: sułtan Osman, powracając bez sukcesu spod Chocimia, zrzucił całą winę na janczarów, że nie chcieli stawić się do walki, jak wypadałoby dobrym żołnierzom, napominając ich zawsze, że są dobrzy tylko do pijaństwa i że stają się przestępcami religii Mahometa. Powziął więc myśl, aby uczynić żołnierzami Arabów, którzy najdzielniej stawali w walce pod Chocimem i tak każdej nocy kazał dusić janczarów. Nie mogąc jednak wypełnić swego zamiaru w Carogrodzie, zamierzał udać się do Anatolii, aby się pokłonić pomnikowi swego proroka, dał to według zwyczaju heroldom do ogłoszenia i heroldowie dali wiadomość o przygotowywanym wyjeździe cesarskim.
Janczarzy, widząc zamysł cesarza zmierzający do ich zniszczenia, szli najpierw zebrani w grupę do wezyra i do muftiego. Krzyczeli, ażeby powiedzieli cesarzowi, by cesarz odstąpił od tej drogi, gdyż wojsko niedawno zsiadło z koni i brakuje mu wszystkiego. Skoro jednak nie mogli przez rozmowy wezyra i muftiego nic uczynić, aby cesarz zawrócił z drogi, na drugi dzień zebrali się wszyscy, przeciągając ku sobie także spahisów, weszli na dwór cesarski i krzyczeli, aby cesarz odstąpił od drogi, w tym dniu weszli jeszcze bez broni. Odpowiedział im jednak sułtan Osman, że tak będzie czynił, jak czyni, więc na trzeci dzień przyszli z tłumem ze wszystkich stron Carogrodu, z wieloma, którzy nawet nie byli janczarami, uderzyli na pałace cesarskie i natychmiast rozbili w puch eunuchów, co pełnili straż obok sułtana Osmana. Sam sułtan Osman zaraz uszedł do stajni, ale janczarzy go znaleźli.
Był ukryty między ogrodami tych domów sułtan Mustafa, wuj sułtana Osmana, który był najpierw cesarzem przez krótki czas, ale złożono go z tronu[1] i trzymano w zamknięciu wśród ogrodów, gdyż był z natury bardzo głupi[2]. Skoro janczarzy zobaczyli go tam zaatakowali, pochwycili go stamtąd śmiertelnie przestraszonego i posadzili na tronie ogłaszając wspólnie: "Ten naszym cesarzem".
Skoro sułtan Mustafa został cesarzem[3], z jego rozkazu wzięli janczarzy sułtana Osmana, wsadzili go na zwykłego konia, osłonili głowę, aby nie mógł nikogo poznać i prowadzili go najpierw do Jedykuly. Później sułtan Mustafa, obawiając się, aby jakkolwiek nie wszedł na cesarstwo, wydał rozkaz, aby go zabić[4] i zabili go janczarzy[5] na drodze do Jedykuły i pochowali go w meczecie cesarskim, ale bez honorów.




[1]  Był uprzednio sułtanem w latach 1617-1618.
[2] Najprawdopodobniej cierpiał na bliżej niesprecyzowaną chorobę umysłową.
[3] Już w 1623 roku został zmuszony do zrzeczenia się tronu na rzecz Murada IV.
[4] Jak widać nie był aż taki głupi…
[5] 20 maja 1622 roku. 

sobota, 5 sierpnia 2017

Janczar strażakiem


Wracam do jednego z moich ulubieńców, czyli Ogiera Ghiselina de Busnecq. Tym razem opowie nam o janczarskich strażakach – i nie tylko. Rzecz dzieje się w 1555 roku w mieście Amasya.

W noc naszego przybycia wybuchł wielki pożar, który zgasili janczarzy, robiąc to na swój sposób to jest burząc pobliskie budynki. Jak doszło do zaprószenia ognia, tego nie wiem, nie ulega jednak wątpliwości, że żołnierze mają dobre powody by oczekiwać pożarów. Jak wspomniałem, są używani to ich tłumienia, zazwyczaj poprzez burzenie sąsiednich domów, daje im to jednak okazję by plądrować dobra i mienie ruchome nie tylko tych których dotknął ogień, ale i ich sąsiadów. Okazuje się więc, że często to żołnierze są winni podpaleniom, jako że daje im to okazję do plądrowania.


Pamiętam przypadek który miał miejsce gdym odwiedzał Konstantynopol. Wybuchło wtedy tam wiele pożarów i było pewne, że nie są one przypadkowe, jednak podpalaczy nigdy nie złapano  [na gorącym uczynku]. Większość ludzi kładła owe pożary na karb perskich szpiegów; po pewnym czasie jednak, w trakcie dokładnego śledztwa, odkryto że była to sprawka marynarzy z okrętów zakotwiczonych w porcie, którzy podpalali budynki by w zamieszaniu kraść dobra z [ich] sąsiedztwa. 

piątek, 4 sierpnia 2017

Wojna osiemdziesięcioletnia (1568–1648) - baza bibliograficzna


Bouko de Groot, autor Ospreyów o armii holenderskiej w czasie wojny osiemdziesięcioletniej (1568–1648), zamieścił na swojej (zamkniętej) grupie dyskusyjnej bardzo ciekawą listę źródeł i opracowań dotyczących tego konfliktu. Wiele z nich ma też linki - tak do pozycji dostępnych za darmo online jak i do tych które można zakupić na Amazonie. Temat ciekawy, więc - za zgodą autora - rzucam dalej. Plik można ściągnąć z tematu na forum historycy.org,

poniedziałek, 31 lipca 2017

Les Travaux de Mars/Den Arbeid van Mars...


Po przerwie wracam do blogowania, po raz kolejny zresztą w oparciu o wspaniałe zasoby online z Rijksmuseum. W 1671 roku francuski inżynier i kartograf, Alain Manesson Mallet, opublikował pracę o 'sztuce wojennej' ze swojego okresu. Dzieło to, pod znaczącym tytułem Les Travaux de Mars, our l'art de la guerre  już rok później doczekało się niemieckiego i holenderskiego tłumaczenia (jako Den Arbeid van Mars...) opublikowanego w Amsterdamie przez Jacoba van Meurs. Praca Malleta była o tyle ważna, że uwzględniała wszystkie najważniejsze, współczesne mu, dzieła dotyczące fortyfikacji i sztuki wojennej. Nie jest przypadkiem, że sam wielki Vauban miał posiadać tę książkę w swoich zbiorach. Niewątpliwym plusem (dla kogoś kto nie zna języków w których wydano pracę Malleta) jest jej bogata warstwa ilustracyjna. Zadbał o to, skądinąd dobrze nam znany, Romeyn de Hooghe. I tu dochodzimy do sedna wpisu, czyli kolejnego albumu który zebrałem do kupy z zasobów Rijksmuseum - przyjemnego przeglądania.

piątek, 7 lipca 2017

Magiczne działa i moździerze


Nasz dobry znajomy Holsten (muszę mu w końcu kiedyś dorobić blogowego taga), po wojażach w szeregach armii szwedzkiej i polskiej, trafił w połowie lat 60. do wojsk wojowniczego księcia  biskupa Munsteru, Christopha Bernarda von Galena (to sympatyczny jegomość powyżej). Ten westfalski szlachcic, weteran wojny trzydziestoletniej, postanowił we wrześniu 1665 roku wesprzeć walczących przeciwko Zjednoczonym Prowincjom Anglików króla Karola II. Jego oddziały wkroczyły na terytorium prowincji Overijssel, zdobywając kolejne miasta. Kawaleria biskupa dokonywała rajdów poza granice holenderskie, łupiąc i zbierając spyżę. W jednym z takim podjazdów – liczących 1000 rajtarów – brał udział Holsten. Żołnierze von Galena dotarli do miejsca, gdzie stał duży dom, po jednej stronie bagnisko, z drugiej był umocniony fosą i wałem. Tak silna pozycja miała być broniona przez 150 Holendrów. Munsterczycy chętnie by zaatakowali, nie mieli jednak przy sobie ani jednego dragona, a tym bardziej muszkietu. Postanowiono więc uciec się do podstępu…
Wzięliśmy z wielkich wozów chłopskich największe długi drągi i położyliśmy je na kołach, miały one naśladować półkartauny. Na inne koła nałożyliśmy duże, grube sękate bale, miały to być duże moździerze. Zrobiliśmy tych wozów w sumie ze 12, zaprzęgliśmy do nich woły, krowy i konie po 20 w każdym.

Następnie żołnierze biskupa przedefilowali kilka razy z tym ‘parkiem artyleryjskim’ przed obliczem obrońców, wywołując ich zrozumiały niepokój. Potem wysłali do Holendrów trębacz z ultimatów: obrońcy mieli się poddać w ciągu czterech godzin, inaczej zagrają działa i moździerze, tak że nie zostanie kamień na kamieniu. Morale garnizonu załamało się, po czym Holendrzy poddali się bez walki. Jakie było ich zdumienie, gdy – mając okazję z bliska obejrzeć owe działa i moździerze przekonali się, że to tylko maskirowka. I tak przekonali się poczciwi Holendrzy, że byliśmy prawdziwymi czarownikami, skoro mogliśmy im tak zamydlić oczy lub przemienić metal w drzewo. Zadowoleni wojacy biskupa zabrali łupy i wrócili na swoje kwatery. 

wtorek, 4 lipca 2017

Pijackie spotkania (z działem) trzeciego stopnia


Dziś historia o tym, jak nie warto wojować po pijaku… Pan którego widzimy powyżej to Barthout (Barthold) Entens van Mentheda, urodzony w 1539 roku. Zagorzały protestant z okolic Groningen, przyłączył się do gezów i z dużą gorliwością atakował posiadłości katolików – zwłaszcza opactwa. Walczył pod Den Briel, Vissingen, Goes, drugim starciu pod Manpad (Haarlemem). W czerwcu 1571 roku, dowodząc flotyllą złożoną z 30 okrętów, zdobył Dordecht. W 1580 roku towarzyszył Wilhelmowi Ludwiko Nassauskiemu w oblężeniu Groningen. Tu właśnie dochodzimy do sedna dzisiejszej powiastki i owego pijackiego epizodu. Pan Entens 15 maja 1580 roku popił sobie bowiem i postanowił poprowadzić szturm na miasto. Pech chciał, że w tym samym momencie gdy stanął przed ambrazurą i wsunął przez nią głowę, obrońcy postanowili wystrzelić z działa. Przynajmniej nie miał kaca…

poniedziałek, 3 lipca 2017

4000 d'Artagnanów na Dzikich Polach


Do  elekcji 1573 roku stanęło kilku kandydatów, wśród nich (ostateczny zwycięzca) Henryk Walezy, reprezentujący Cesarstwo Ernest Habsburg czy szwedzki król Jan III Waza. Posłowie każdego z chętnych do polskiej korony składali szlachcie różnorakie obietnice, próbując zjednać sobie głosy. Ciekawy jest zestaw przygotowany przez Francuzów:


Oczywiście starano się trafić do możliwe najszerszej grupy wyborców: obiecując owe urzęda i godności czy finansowanie edukacji zagranicznej dla 100 szlacheckich młodzianów. Najbardziej jednak ubawiła mnie propozycja dotycząca posiłków wojskowych. 4000 strzelców z Gaskonii – a region ten znany był jako prowincja dostarczająca armii francuskiej nader walecznych wojaków – miało oto stanowić część sił chroniących granice Korony.  Trochę trudno mi sobie wyobrazić takie oddziały uganiające się za czambułami tatarskimi na Dzikich Polach. Pomysł pozostał jednak, mimo tego że Henryk wygrał elekcję, tylko na papierze. Może to i lepiej…

niedziela, 2 lipca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXX


Za dzisiejsze znalezisko serdecznie dziękuję Tomaszowi Łomnickiemu (w pas się kłaniam czapką służbową z czaplim piórkiem!), który znalazł je w zasobach Rijksmuseum. To wydane w drugiej połowie XIX wieku rysunki drukarza van der Haeghena, ukazujące żołnierzy z okresu 1720-1725. Co ciekawe, mamy tam - oprócz żołnierzy francuskich i 'niemieckich' także i Polaków. A że stroje wyglądają tam bardzo ciekawie, pozwolę sobie wrzucić kilka rysunków.
 Okropności wojny
 Wojskowi i inne profesje
 Typy żołnierzy: trzy górne rzędy to Francuzi, dwa dolne to Polacy. 
 Jazda: 10 Francuzów i 10 Niemców
Typy wojskowe

piątek, 23 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXIX


Cornelis de Wael (1592-1667) to flamandzki malarz, który w wieku 27 lat wyemigrował do Italii, z którą miał się związać do końca życia. Wśród jego licznych prac,  możemy znaleźć sceny bitewne, kilka z nich zebrał w albumie na mojej stronie Facebookowej. Ostatnio wpadły w ręce zdjęcia bardzo ciekawego obrazu, chciałbym mu się przyjrzeć w dzisiejszej odsłonie.

Obraz ma przedstawiać scenę plądrowania, prawdopodobnie z niderlandzkiej wioski w połowie XVII wieku. Trudno jednak z samego malowidła wywnioskować, kim są owi żołnierze-bandyci, dokonujący rozboju. Mogą to być tak Hiszpanie jak i Holendrzy, może nawet maruderzy-dezerterzy z jednej z armii. To mieszanka piechurów (muszkieterów) i konnych, możemy zauważyć sporo ciekawych detali strojów i wyposażenia. Rabują co się da: od bydła i drobiu, przez stroje aż po garnki. Przed budynek wyprowadzani są mieszkańcy, można się domyśleć że czeka ich straszny los. Scena jakich wiele w czasie wojen 80-letniej i 30-letniej,  uchwycona tuż przed największą tragedią. Jedno z wielu okrucieństw owych konfliktów, które tak zmieniły mapę Europy Zachodniej w tym okresie. 


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Białogłowy luźne i podejrzane...


Zawiązany w 1661 roku w wojsku litewskim Związek Braterski ogłosił swoje artykuły wojskowe, które uchwalono na kole rycerskim. To bardzo ciekawy dokument, który - przynajmniej na papierze - reguluje powinności i zachowanie oddziałów konfederacji. Widzimy tu sporą rolę jaką miała odgrywać postać marszałka związku (Kazimierza Żeromskiego), jako że koło nadało mu wiele funkcji. 







czwartek, 15 czerwca 2017

Starcie tytanów pod Novarą


Miały być recenzje, nie miałem jednak czasu nad nimi przysiąść. Miast tego udamy się na krwawe pole bitwy pod Novarą, gdzie 6 czerwca 1513 roku armia francuska została pokonana przez wojska szwajcarskie i mediolańskie. Jednym z najważniejszych momentów starcia było zwarcie szwajcarskich pikinierów z niemieckimi lancknechtami. Znalazłem bardzo ciekawy opis autorstwa (późniejszego marszałka) Florange, który walczył tam w pierwszym szeregu. Tłumaczenie własne (jak zwykle luźne)  z przekładu angielskiego[1], jako że początek XVI wieku to trochę jednak (jeszcze?) nie do końca moja broszka, pewne rzeczy których nie jestem pewien dopisuję w przypisach.
Szwajcarzy nabrali odwagi i zaatakowali dużymi siłami, po czym doszło do starcia wręcz z lancknechtami, ale zapewniam was, że Szwajcarzy znaleźli tu godnego przeciwnika i przez długi czas zdało się, że przegrają bitwę. Jednakże lancknechtów było zbyt mało, jako wierzę iż w tym momencie stanęło ich może [do boju] 5000 zdatnych [do walki]. A pierwszy atak Szwajcarów został odparty i wierzcie mi gdy rzeknę, żem nigdy nie widział oddziału lancknechtów i arkebuzerów [pieszych] którzy stawali by tak walecznie. I oto Szwajcarzy zostali zmuszeni do wydzielenia 400 halabardników, których użyto do zaatakowania arkebuzerów [pieszych] lancknechtów, których było 800. [Strzelców] zmuszono do ucieczki, po czym halabardnicy uderzyli na flankę lancknechtów.
I przyszło tedy to tego, że bitwa została przegrana. Nikt nie wsparł [bowiem] lancknechtów, bo francuska piechota niechętna była walce; jak tylko ujrzała drugi atak Szwajcarów, zaraz w całości dała dyla. A pan Sedanu[2] szukał swych synów, których znalazł w bardzo słabym stanie. Pan Jamais, który był jeno lekko ranion, wsiadł na konia i próbował zbierać uciekających lancknechtów, a Młody Podróżnik[3] został znaleziony między martwymi, w takim stanie że był nie do rozpoznania, odniósł bowiem 46 poważnych ran, z których najlżejsza wymagała sześciu tygodni leczenia[4].
Jego ojciec odnalazł go i wsadził na konia należącego do młodego lancknechta, znaleziono nieopodal, po czym wywiózł go w eskorcie żandarmów[5]. I próbowali dwa czy trzy razy zebrać lancknechtów, ale francuskie działa, zdobyte teraz przez Szwajcarów, dały tak straszliwie ognia, że zniweczyły wszelkie wysiłki. I zginęło tam wielu dobrych lancknechtów, bo z trzech czy czterech setek stojących w pierwszym szeregu przeżyli tylko Młody Podróżnik, jego brat, szlachcice Fontaine i Fuillalme de Lympel oraz dwóch przybocznych halabardników Podróżnika. A wszyscy kapitanowie, poza dwoma, legli na polu bitwy.
Wiedzcie jednak, że kwiat Szwajcarów poległ w tej bitwie, bo też zginęło więcej Szwajcarów niźli lancknechtów.
Trochę się na końcu próbował nam Florange podbudować psychicznie, bo też klęska armii francuskiej była straszliwa…


[1] Za niezwykle ciekawą pracą Yuvala Noah Harari, Renaissance Military Memoirs. War, History and Identity, 1450-1600.
[2] Powstałe w 1424 roku księstewko (później protestanckie) ze stolicą w Sedanie. Jego władca tytułował się jako seigneur de Sedan.
[3] Le Jeune Adventureux, czyli sam autor relacji – Robert de la Marck, pan Florange, drugi syn pana Sedanu.  
[4] Ale wydobrzał – zuch chłopak!
[5] Ciężkiej jazdy.

niedziela, 11 czerwca 2017

Lud radosne wydawał okrzyki


Niedziela, wypadałoby więc nawet na blogu jakoś uroczyście i z przytupem. Udajemy się więc do Wilna w kwietniu 1745 roku, gdzie będziemy świadkami wjazdu hetmana Michała Kazimierza Radziwiłła (zwanego Rybeńko) do miasta. Będzie się działo: nie zabraknie husarii, petyhorców a nawet i przybocznych janczarów. Będą też przepięknie ustrojone konie, a od złota i szlachetny kamieni aż zabłyśnie. Jednym słowem - na bogato!


piątek, 9 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVIII


W kolejnym odcinku naszego tygodnia hiszpańskiego, mistrz Carducho ukaże nam bitwę pod Fleurus, stoczoną 29 sierpnia 1622 roku. To przepiękna scena bitewna, sam się dziwię że dopiero teraz zamieszczam ją na blogu.
Po lewej stronie widzimy atakujące oddziały protestanckie, dowodzone przez słynnych kondotierów: Ernsta von Mansfelda i „Szalonego” Chrystiana Brunszwickiego. Ten drugi, atakując na czele swojej jazdy, miał zostać ciężko ranny w rękę, którą trzeba było amputować.
Po prawej stronie opór stawia armia hiszpańska, zwłaszcza osławione tercios. Oficer z regimentem w dłoni, którego widzimy na pierwszym planie to dowodzący Hiszpanami Gonzalo Fernardez de Cordoba, generał armii w Palatynacie.
Po krwawym i zaciętym boju Hiszpanie pozostali na polu bitwy, ogłaszając się zwycięzcami (stąd też nazwa obrazu: Zwycięstwo pod Fleurus). Następnego dnia pościg ze strony hiszpańskiej jazdy doparł wycofujących się wojaków Mansfelda i Chrystiana, zadając im ciężkie straty. Zdziesiątkowane i zdemoralizowane resztki armii protestanckiej – praktycznie sama jazda – dołączyły do Holendrów, którzy zresztą niedługi potem, bo już po trzech miesiącach, pozbyli się Mansfelda i Chrystiana ze swojej służby. Strategicznie jednak patrząc, pojawienie się nowych oddziałów protestanckich zmusiło Hiszpanów, dowodzonych przez Spinolę, do zwinięcia oblężenia Bergen-op-Zoom.

Obraz to kolejne doskonałe studium strojów i wyposażenia z epoki. Widzimy to zwłaszcza na przykładzie dwóch oddziałów piechoty, walczących już niemal w zwarciu. Możemy także zauważyć ataki protestanckiej jazdy, załamujące się na zwartych szykach tercios. Nic więc dziwnego, że Carducho podkreślił tak ważną rolę piechoty w tej bitwie, nawet na pierwszym planie widzimy brutalną walkę wręcz pomiędzy dwoma piechurami. 

wtorek, 6 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVII


Kontynuujemy malarski tydzień hiszpański – znów Vicente Carducho, opiewający kolejny tryumf Armii Alzacji diuka Ferii. Tym razem to skuteczna odsiecz Konstancji, gdzie udało się odeprzeć Szwedów Horna. Diuk tym razem w o wiele bardziej bojowej pozie, doskonale widać detale zbroi – miejmy tylko nadzieję, że nie było mu zbyt zimno w nogi. Zwraca uwagę zamiłowanie mistrza Vicente do malowania kopii, nawet paź diuka trzyma w ręku jedną.
Kolejne przydatne studium strojów i wyposażenia z epoki: od oficerów, przez jazdę, po szeregowców z BPP. Na dalszych planach widzimy waleczne tercios, idące do boju w zwartych szykach. Moją szczególną uwagę zwróciła kolumna zaopatrzeniowa: widzimy tam wozy zaprzężone w woły, a także osły z przytroczonymi do boków kuframi.

Kolejny tryumf diuka – także z 1633 roku – już jutro. 

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXVI


W tym tygodniu skupimy się na wpisach „malarskich”, znów związanych z malowidłami przedstawiającymi tryumfy armii hiszpańskiej. Ech ta kolekcja z Prado…
Obraz namalowany przez Vicente Carducho (1576-1638) znany jest jako Szturm na Rheinfelden albo też pod jakże uroczym długiem tytułem Odsiecz dla trzech miast nad Renem, poprowadzona przez diuka Ferię. Rzecz dotyczy istotnie zdobycia, w 1633 roku, szwajcarskiego miasta Rheinfelden. Liczącą 20 000 żołnierzy armią hiszpańską (tzw. Armią Alzacji) dowodził Gomez Suarez de Figueroa y Cordoba, trzeci diuk Ferii – od swoich przewag na polu bitwy znany zresztą jako Wielki Diuki Ferii.
Widzimy go po prawej stronie (w zbroi i kapeluszu), wydającego rozkazy oficerom. Tuż obok widzimy paziów generała, trzymających jego konia; także oddział przybocznych kirasjerów. Na dalszym planie widzimy hiszpańskich lansjerów ścierających się z jazdą protestancką. Piechota tercios szturmuje zarówno przez wyłom w murze jak i używając drabin. Zwraca uwagę hiszpański chorąży, który dostał się na jedną z wież i stamtąd zachęca towarzyszy do walki. Jak zwykle mamy tu do czynienia z przepięknym studium strojów i uzbrojenia, chociaż nieco podejrzana jest tak duża ilość lansjerów.

Jutro zajmiemy się kolejnym obrazem Carducho ukazującym tryumf Armii Alzacji…

piątek, 2 czerwca 2017

Po szwedzku na modłę włoską...



Dziś ciekawostka ze świata szermierki z końca XVII wieku. W 1693 roku w Sztokholmie został opublikowany pierwszy szwedzki traktat szermierczy pod przydługim tytułem Palaestra Svecana: eller den Adeliga Fachtare-Konsten. Jego autorem był dworski fechmistrz Dietrich von Porat, a ryciny (w liczbie 24) wykonał Erik Reitz. Von Porat miał pożyczyć to i owo od włoskich mistrzów, mając nadzieję że przyjmie się to na zimnej Północy. Kto chętny do ćwiczeń, proponuje zapoznać się z wersją dostępną online

sobota, 27 maja 2017

O wojakach co się ich ani szabla ani kula nie ima


Okazuje się, że armia koronna miała w Prusach kuloodpornych żołnierzy. Co prawda było w to zaangażowane nieco magii, ale czego się nie robi by pokonać Szwedów? Charles Ogier pod koniec marca 1636 roku zanotował taką oto historię opowiedzianą przez gdańskiego mieszczanina:

(…) prawdziwe są opowieści o pewnych żołnierzach, którzy dzięki diabelskim i czarodziejskim sztuczkom tak są przeciw kulom muszkietowym zabezpieczeni, iż nie można ich zranić. Kiedy bowiem kula ich trafi, to nie wchodzi w ciało, lecz robi tylko guza, który da się wyleczyć w ciągu kilku dni. Opowiadał też co z kolei zasłyszał od swojego brata, kiedy tamten, będąc jeszcze młodzieńcem, wybierał się na wojnę. Otóż pewnego razu wsiadł on na wóz jakiegoś chłopa, ten zaś widząc młodzieńca sposobiącego się do wojaczki, zadeklarował się wtajemniczyć go w ów sekret przeciw kulom muszkietowym. Wówczas młodzieniec, mając przy sobie muszkiet, bez zastanowienia wypalił do woźnicy. Ten, będąc pod wpływem czarów, lecz nie spodziewając się takiej reakcji, zwalił się wprawdzie na ziemię, ale kula nie utkwiła w jego grzbiecie. Nieco rozgniewanych powiedział, że gdyby został o tym uprzedzony, to nawet z kozła by nie spadł. Kerschenstein wymienił mi nawet pewnego kapitana czy pułkownika, który wielu takich żołnierzy do Prus ściągnął; sam zresztą widział niektórych z nich.

Dociekliwy Francuz wrócił do tego jakże fascynującego tematu miesiąc później, znów wypytując Gdańszczanina o owych zaczarowanych, co to się ich ani szabla ani kula nie ima. Odrzekł mi ten człowiek, nie lękliwy  i rozumny, że z taką pewnością może mi o nich opowiedzieć, z jaką by chciał, żebym go uważał za człowieka uczciwego. Oświadczył, że widział nawet cały regiment takich żołnierzy, którymi dowodził Ernest Denhoff, ten sam co w Sztumskiej Wsi był z nami w charakterze komisarza. Nazywano ich passawczykami, gdyż – jak już wspominałem – przybyli z wojska biskupa Passawy. Wielu chłopów z okolic Norymbergii do teraz praktykuje w życiu codziennym tę czarnoksięską sztukę.


 Księciem-biskupem Passawy był od 1625 roku arcyksiążę Leopold Wilhelm czyli nader bojowy pan którego widzimy powyżej. Nic dziwnego, że u tak wojowniczego władcy służyli kuloodporni żołnierze. A że były w to zaangażowane czarty i magia? Cóż, cel uświęca środki...
Co do Ernesta Denhoffa – wydaje mi się, że chodzi o Magnusa Ernesta Denhoffa, który pod koniec 1626 roku zaciągał regiment piechoty niemieckiej dla armii koronnej. Oddział ten dotarł do wojsk Koniecpolskiego po bitwie pod Tczewem, a po pewnym czasie Magnusa Ernesta zastąpił Gustav Sparre. Kuloodporni służyliby więc głównie w obronie wybrzeża w okresie po 1627 roku. 

środa, 24 maja 2017

Colours playing and the Drums beating


W 1678 roku Karol II wysłał do Flandrii niewielki korpus posiłkowy, który miał wspierać Hiszpanów i Holendrów w walce z Francuzami. Na jego czele stał James Scott, pierwszy diuk Monmouth[1]. Brytyjczycy (bo wśród wysłanych regimentów były też regimenty szkocki i irlandzki) zostali rozlokowani w Ostendzie i Brugii, gdzie przyszło im cierpieć z powodu chorób, które zebrały krwawe żniwo wśród żołnierzy. Korpus nie walczył zbyt wiele, miał to za okazję – 29 maja 1678 roku – odbyć całkiem miłą dla oka defiladę w Brugii. Świętując urodziny Karola II, żołnierze:
Zaczęliśmy naszą ceremonię około 9 rano i trwała ona do 2 po południu. Wszystkie regimenty ustawiły się, wedle starszeństwa, w linii, przyjmując postawę [jak na placu bitwy]:pikinierzy pomiędzy [oddziałami] muszkieterami, 30 dział oddało w mieście trzy salwy, a pomiędzy każdą z nich strzelali muszkieterzy, po czym wznoszono [głośny] okrzyk. Machano sztandarami, bito w bębny, wszyscy mieszkańcy [miasta] przyznawali że nigdy w życiu nie widzieli wspanialszego widoku.




[1] Najstarszy nieślubny syn Karola II. 

wtorek, 23 maja 2017

Niezwykle bojowe anioły


Dziś będzie bojowo-religijnie, bo Bartek (serdecznie pozdrawiam!) podrzucił mi niezwykle interesujący artykuł. Agata Andrzejewska i Karol Demkowicz w 2012 roku opisali bowiem specyficzny wątek w ikonografii hiszpańskiego Wicekrólestwa Peru: wizerunki aniołów uzbrojonych w broń palną. Autorami malowideł byli indiańscy poddani Hiszpanii, z tzw. szkoły cuzqueńskiej. Badacze opisali sporo przykładów, artykuł jest też suto okraszony ilustracjami. Zdecydowanie polecam lekturę, artykuł w języku angielskim można przeczytać tutaj.

niedziela, 21 maja 2017

Alabastrowy Szwed


W dzisiejszym wpisie rzadkość, bo nie malarstwo a rzeźba. Leonhard Kern (1588-1662) to niemiecki rzeźbiarz, specjalizujący się w XVII wieku w produkcji niewielkich figurek, z motywami religijnymi, mitologicznymi, ale i nie tylko. Kern miał niestety okazję na własne oczy być świadkiem okropieństw wojny trzydziestoletniej: w 1620 roku musiał uciekać z ogarniętego walkami Palatynatu. Nic więc dziwnego, że i tematyka z tego konfliktu trafiła do jego warsztatu. Niestety udało mi się znaleźć tylko jedną próbkę tego rodzaju. Jest to pochodząca z lat 40. XVII wieku alabastrowa figurka przedstawiająca szwedzkiego oficera (kawalerzysty?) prowadzącego nagą brankę. Kobieta ma związane ręce, żołnierz  przytknął jej do pleców ostrze. Niestety możemy się domyślać, jak okrutny los ma ją czekać. Jest coś przerażającego w tej scenie,  w tym zastygłym prologu do tragedii która zaraz się rozegra…

Jeżeli ktoś z Czytelników ma zdjęcia innych rzeźb Kerna związanych z tą wojną, proszę się odezwać – bardzom ciekaw ich tematyki.  

sobota, 20 maja 2017

Nie ciążą jeleniowi rogi


Bardzo ładna anegdota o moim ulubionym wodzu, czyli hetmanie Stanisławie Koniecpolskim. Niestety nie wiem której kampanii to dotyczy (w końcu kilku brał udział), ale fakt że żołnierz winien nosić uzbrojenie ochronne wskazywałoby na to, że wchodził w skład jednej z jednostek jazdy: husarii, kozaków lub rajtarii. Tak czy inaczej, historyjka „bardzo zgrabna”:

(…) zobaczywszy na placu żołnierza niezbrojnego, strofował go, że był bez pancerza: »Moje to będzie nieszczę­ście gdy zginę," odpowiedział śmiało żołnierz. »Prawda, rzekł Koniecpolski, ale gdy tak niedbasz o życie, pamiętać masz, że winieneś go szanować dla ojczyzny i wodza, który radby was nietylko nieobrażonych, ale i nieśmiertelnych oglądał. Niepowinno bydż ciężkiem żelazo, kiedy jest ochroną życia. Tak, tak wolę ja, że długo będziesz zwyciężał, niż gdybyś prędko zgi­nął. Nieciążą jeleniowi rogi, ale go zdobią, a zbroja żołnierzów i zdobi i bespieczeństwo daje."

czwartek, 18 maja 2017

800 Irlandczyków - ale na obrazku tylko 5


Słynna rycina ukazująca przykłady "800 Irlandczyków' z armii Gustawa II Adolfa, którzy mieli w 1631 roku wylądować w Szczecinie od lat jest przedmiotem sporów i dyskusji. Bardzo ciekawą analizę przedstawił autor bloga "Project Auldearn 1645", wpis można znaleźć tutaj. Jest tam też i druga znana rycina, przedstawiająca Irlandczyka/Szkota, Lapończyka i Fina, czyli najbardziej "egzotyczną" część armii szwedzkiego króla.
W kolekcji online British Museum znalazłem kolejną wariację na temat tej ryciny (widzimy ją powyżej), pochodzącą z 1631 roku. Jest ona o tyle ciekawa, że do oryginalnych czterech postaci dodaje jeszcze jednego łucznika - ubranego zupełnie inaczej niż koledzy, ale także uzbrojonego w łuk. Ciekawego skąd autor czerpał inspirację do tego dzieła? Wrzucam w charakterze ciekawostki, bo też tego rodzaju ulotki tak jak są często urocze, tak często mają totalnie poplątane szczegóły i nie można ich traktować jako najlepszego źródła.

środa, 17 maja 2017

Padli na kolana zaraz i śpiewali nabożnie


Wspominałem kiedyś o przykładzie dobrej religijnej „wróżby” przed bitwą pod Beresteczkiem. Stanisław Oświęcim podał jeszcze jeden, nieco wcześniejszy przykład z tej kampanii, wskazujący jak ważną rolę przy morale armii polskiej odgrywała religia.
Tej nocy zaraz[1], która to była ze środy na czwartek, chorągiew[2] Pana Stanisława Potockiego, Wojewody Podolskiego, na straży będąc w polu, widzieli białogłowę na powietrzu płaszczem swym obóz nas okrywającą, co Najświętszej Pannie przypisawszy, padli na kolana zaraz i litaniam Lauretanam śpiewali nabożnie. Które widzenia mieliśmy sobie za oczywiste znaki protekcyej Jej nad wojskiem i przyszłych, da Bóg, zwycięstw. A nie dziw, było albowiem na ten czas tak żarliwie w obozie nabożeństwo, że szopa królewska, w której na ołtarzu cudowny N. Panny stał zawsze obraz, we dnie i w nocy bez przestanku napełniona zawsze była towarzystwa, czeladzi i innych różnych ludzi, nabożeństwa swoje z wielką odprawujących pokorą.
Swoją drogą zaciekawił mnie wątek owego cudownego obrazu, towarzyszącego Janowi Kazimierzowie. Kojarzy ktoś o co chodzi?




[1] Z 31 maja na 1 czerwca.
[2] Mogła to być chorągiew husarska lub jedna z trzech chorągwi kozackich wojewody. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Na trąbach podobnych żmudzkim


W lutym 1658 roku do Moskwy przybyło poselstwo perskie. Na nasze szczęście w stolicy carów przebywał wtedy Stefan Franciszek Medeksza, który pozostawił po sobie opis wjazdu Persów do miasta. Notka niezbyt długa, ale wspomina obecność perskich tufekczi uzbrojonych na modłę europejską.


niedziela, 14 maja 2017

Bardzom chętny na wejście w szwedzką służbę


Latem 1629 roku John Barrington miał nadzieję zostać oficerem na służbie szwedzkiego króla Gustawa II Adolfa.  Najmłodszy syn Sir Francisa i lady Joan Barrington, miał już pewne doświadczenie wojskowe – w 1628 roku brał udział w angielskiej wyprawie do La Rochelle. Z listu który w sierpniu 1629 roku napisał do swojej matki możemy się dowiedzieć o planach angielskiego najemnika. Oddajmy mu głos, bo też to bardzo ciekawe spojrzenie na motywację ludzi szukających w tym okresie wojskowego zatrudnienia:
Mam nadzieję, jeśli Bóg pozwoli, udać się do Szwecji z kompanią na szwedzką służbę, jednak póki co nie mamy absolutnie żadnej odpowiedzi na warunki [zaciągu i służby] które zawiózł do króla [Gustawa II Adolfa] Holender który ma być naszym pułkownikiem [regimentu] jeżeli dojdzie do zgody [na nasze] warunki. Mój specjalny przyjaciel[1] zażądał bym służył [jako oficer] w regimencie, na com ochotnie przystał. Nie ma jednak pewności, póki nie usłyszymy [ze Szwecji] by wiedzieć na czym stoimy. Główne punkty na które nalegaliśmy dotyczą pieniędzy które mianoby nam wypłacić na zaciąg ludzi; oraz na jak długo mogliby nas zaciągnąć, jako że chcemy by król w naszym kontrakcie zapewnił nam przynajmniej trzy lata służby. Na zaciąg wojska winni nam zapłacić, tak jak robili to dla niektórych [oficerów] wcześniej, połowę pieniędzy tu i teraz, a resztę miesiąc po naszym dotarciu tam, jednak mamy nadzieję, że wypłacą nam całość tutaj na zaciąg i transport ludzi -  – to jest 300 dla każdego kapitana. Żołd kapitan jest [u Szwedów] bardzo dobry, to jest 25 funtów na miesiąc, 10 dla porucznika i tyleż dla chorążego. Bardzom chętny na wejście w szwedzką służbę, jeżeli tylko uda się uzgodnić by wypłacono nam całość pieniędzy tutaj na zaciąg i transport naszych ludzi, inaczej nie będziemy ich w stanie zaciągnąć z braku pieniędzy.
Co ciekawe, plan dołączenia do armii szwedzkiej spalił na panewce. Młody Barrington wciąż jednak próbował szczęścia w wojsku. W 1630 roku trafił do armii Zjednoczonych Prowincji, pod komendę lorda Vere.  Tu jednak szybko opuściło go szczęście i zmarł na początku 1631 roku.




[1] Nie wiadomo kim jest ów Holender, będący ‘specjalnym przyjacielem’.  

sobota, 13 maja 2017

Malarze znani i nieznani - cz. LXXV


Dawno tu u nas nie gościł Matthäus Merian Starszy, ale za to dzisiaj będzie miał pokaźne wejście. Chciałbym bowiem przedstawić garść jego rycin z wydanego w 1630 roku dzieła Historische Chronica, autorstwa Johanna Gottfrieda. Na Akg-images udało mi się znaleźć pokaźną ilość, niestety część z nich pokolorowana, więc nie z oryginalnego wydania. Merian Starszy ukazał tam wydarzenia od czasów biblijnych po jemu współczesne (jak prezentowana u góry defenestracja praska z 1618 roku). Oczywiście mamy tam pomieszanie z poplątaniem, wielu wojaków starożytnych czy średniowiecznych wygląda jak ci z XVI czy XVII wieku, Tatarzy mieszają mu się z Turkami, niemniej jednak warto to pooglądać. Poniżej wybór skupiający się na interesującej mnie epoce.
Morderstwo Michała Walecznego w 1601 roku 

Concino Concini zostaje zamordowany w 1617 roku z rozkazu diuka de Luynes

Bitwa pod Kappel w 1531 roku

Masakra Naarden w 1572 roku (Hiszpańska Furia)

]
Sułtan Mehmed III nakazuje egzekucję żony i synów

 Oblężenie Budy w 1603 roku

 Oblężeniu Osijeku w 1537 roku
Egzekucja uczestników Spisku Prochowego
 Prześladowanie protestantów francuskich w 1534 roku

Kolejne tureckie oblężenie, acz nie znalazłem czego

Francois Ravaillac śmiertelnie rani Henryka IV w 1610 roku

Sacco di Roma w 1527 roku

A na koniec dwie polskie perełki...
 Bitwa pod Legnicą w 1241 roku
Straszliwy najazd Tatarów na Polskę w 1288 roku